Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

Moja Babcia

Beata Sabath

MOJA BABCIA

Skromna, cicha, uśmiechnięta. Taka była. I taka pozostała we wspomnieniach tych, którzy ją znali, szanowali, kochali. Moja Babcia...

Sens jej życiu nadawała niewątpliwie - modlitwa. Babcia modliła się często.

 

 

PRACA

Nie pamiętam, żeby Babcia odpoczywała. Nieustannie była czymś zajęta. Mieszkała w Skoczo­wie przy ul. Krzywej 16, w domu z dużym ogrodem, w którym zawsze było coś do zrobienia. Siała więc, ple­wiła, zajmowała się inwentarzem, wreszcie - zbierała owoce swego tru­du. Swych spracowanych dni, miesię­cy, lat. Bogate były to zbiory, obfite i dorodne, gdyż cały ogród właśnie dla niej rozkwitał, a dom tulił się do jej zmęczonych dłoni, Ona zaś po­chylała się nad nim z pokorą i ra­dością, albowiem życie jej z troski i pracy zostało stworzone.

 

 

MODLITWA

Już wcześnie rano witała Boga swą ulubioną pieśnią „Kiedy ranne wstają zorze", wieczorem ofiarowywała Mu „Wszystkie nasze dzienne sprawy", zaś w ciągu dnia powierzała Panu, przez ręce Bożej Matki, dziesiątki swych maleńkich tajemnic: tych radosnych - jak przyjazd dzieci i wnuków, pogodny dzień, czy kromka chleba, leżąca na stole; tych bolesnych - naznaczonych zmartwieniem, cierpieniem, samotnością; i tych odświętnych, niedzielnych - kiedy w ciszy niewielkiego kościółka („Szpitalika") polecała Bożej opiece swoich najbliższych. I chociaż najwierniejszym przyjacielem Babci był ulubiony, wysłużony modlitewnik , myślę że Pan Bóg i Moja Babcia się rozumieli się świetnie – bez słów .

 

 

RODZINA

 

Babcia nigdy nie zajmowała pierwszego miejsca przy stole. Rzadko uczestniczyła w rodzinnych dyskusjach, zawsze wolała pozostawać nieco z boku, gdzieś na drugim planie, w tle. Mimo tego - to właśnie ona była sercem naszej rodziny. Szczerym, dobrym, kochającym, do którego garnęły się dzieci i wnuki, aby powierzać mu swe najskrytsze marzenia i troski. Sercem pełnym mądrości, zrodzonej z zapracowanej codzienności oraz zwy­czajnych, prostych prawd, z których największą była - miłość.

 

ROZSTANIA

Ze śmiercią Babcia zetknęła się wcześnie. Gdy była nastoletnią dziewczynką, w czasie pierwszej wojny światowej, polegli jej dwaj bracia. Później, po kilku latach małżeństwa, utraciła 8-miesięczną zaledwie, ukochaną córeczkę Marysieńkę. Niedługo potem odeszli do wieczności jej rodzice i jeszcze jeden brat. Wreszcie, podczas kolejnej wojny, w obozie koncentracyjnym w Mauthausen, za wierność Polsce zginął jej mąż, społecznik i działacz, redaktor „Gwiazdki Cieszyńskiej" - Karol Sabath. Od tej pory musiała sama prowadzić przez życie pięcioro małych dzieci. Czyniła to z szacunkiem i godnością. A kiedy córka i synowie dorośli, założyli rodziny, doczekali się dzieci i Babcia sądziła, że pozostało jej już tylko cieszyć się szczęściem najbliższych - w jakiś czas potem nie­spodziewanie zmarł jej najstarszy syn. Z tą chwilą Babcia również w jakiś sposób od nas odeszła. Coraz bardziej wpatrywała się w śmierć. Brzemię życia stało się dla niej zbyt ciężkie. Zrzuciła je niespełna rok później. Ode­szła tak, jak żyła, cicho, niemal niepostrzeżenie i... to niezwykłe, że kiedy żegnaliśmy Babcię podczas Mszy Świętej, odprawianej w jej intencji, ze zdumieniem zauważyliśmy, że na jej spokojnej, dobrej twarzy trwał jeszcze cień uśmiechu. Co więcej - Babcia nigdy nie była tak piękna jak wtedy.

 

OBECNOŚĆ

 

Ewa Sabath pochowana została na cmentarzu w Skoczowie, skąd rozciąga się rozległy widok na Beskidy, otaczające jej rodzinną Brenną. Można by sądzić, iż tu kończy się jej historia. Lecz to nieprawda. Babcia jest pośród nas. Jej obecność pozostała w tych miejscach, w których przebywała (kiedy odwiedzam dom, w którym mieszkała, wciąż mam wrażenie, że Babcia tylko co wyszła do ogrodu i lada chwila wróci). Babcia jest również obecna w myślach , słowach i sercach tych , dla których była – i jest nadal , droga i bliska . Wreszcie jej jasny uśmiech i łagodne, dobre spojrzenie w jakiś sposób wpisane zostały w piękno Ziemi Cieszyńskiej. Tej Ziemi, którą tak kochała. Tą miłością dzieliła się z dzieć­mi i wnukami, nie przeczuwając zapewne. iż kiedyś w pogodzie nieba, gór i krajobrazów będą oni odkrywać oblicze swojej Matki i Babci. Że ta Ziemia będzie miała dla nich Jej twarz.

 

 

Babcia

Ewie Sabath

 

tam gdzie kwitną stare jabłonie

owocują kolczaste krzaki agrestu

i wschodzące warzywa

czas odmierzają

na spracowanej grządce

Ty zmęczonymi dłońmi

rozdajesz wokół

uśmiechniętą modlitwę

kochającego serca

 

wieczorem

siedząc przy oknie

patrzysz na cząstkę świata

w który odeszły

dzieci
wnuki

i

błogosławisz im

samotnym krzyżem

wiary

nadziei

 

i miłości