Portal lska Cieszyskiego OX.PL
sylwester 2013
szukaj w portalu szukaj w google

Mord w Majestacie Prawa

Robert Daniel

MORD W MAJESTACIE PRAWA

 

 

Był wieczór, dziesiątego stycznia 1946 r. Jeden z domów na Dolnym Borze w Skoczowie tonął w ciemnościach. Należał do Jana i Zuzanny Brud­nych. Mieszkała z nimi i pracowała na gospodarstwie Emilia Czyż, trakto­wana jak córka. Małżeństwo Brudnych zapewniło również dach nad głową dwu innym dziewczynom — Gertrudzie Brudny i Annie Krużołek.

Ta ostatnia była dyplomowaną pielęgniarką, pracowała w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. W 1939 r. odbyła jako sanitariuszka kampanię wrze­śniową. Już po wojnie przywieziono do niej rannego, prosząc o udzielenie mu pomocy. Opatrzyła jego rany. W ten dość przypadkowy sposób została wciągnięta do współpracy z niepodległościowym podziemiem, a dokładniej z ludźmi należącymi do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW). Czasem pozwoliła im u siebie przenocować. Do jej mieszkania prowadziły oddzielne drzwi, mogła to więc czynić bez angażowania pozostałych domowników.

Owego styczniowego dnia Zuzanna Brudny spała w jednym łóżku z Emilią Czyż. Usłyszała pod domem jakieś podejrzane odgłosy, więc zapaliła świecę i podeszła do okna, by sprawdzić, co się dzieje. Padł strzał i kobieta padła martwa na ziemię.

 

Wtedy ktoś się zaczął energicznie dobijać do drzwi Anny Krużołek. Otworzyła. Wtargnęła grupa uzbrojonych ubeków z gotową do strzału bronią. Spytali ją, czy ukrywa bandytów. Wiedziała, kogo mają na myśli, takimi epitetami określała bowiem oficjalna propaganda członków zbroj­nego podziemia. Odrzekła, że nikogo w domu nie ma.

 

Skłamała; prawdopodobnie ze strachu. Okazało się to brzemienne w skutki. Jeden z ukrywających się w domu, Józef Borkała, otworzył ogień z pistoletu, a drugi, Józef Gabzdyl, rzucił w kierunku obławy granat. Zginęli na miejscu funkcjonariusze UB: Henryk Kozioł — zastępca szefa Powiato­wego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Cieszynie oraz Stanisław Kozioł, Władysław Chudera i Stanisław Skąpski. Makiela, Popeda, Mar­szałek i Miszta zostali ranni. Ten ostatni kilka tygodni poźniej wskutek odniesionych ran zmarł. Natomiast Borkale i Gabzdylowi udało się zbiec.

 

W czasie akcji zginęła również druga mieszkanka domu na Dolnym Borze, Gertruda Brudny. Następnego dnia Jan Bojda i jego brat Włady­sław załadowali ciała ofiar na wóz, a ich sąsiad, Wyleżuch, odwiózł je na polecenie Urzędu Bezpieczeństwa do Cieszyna . Miejsce ich pochówku nie jest znane 22 lutego 1946 r. J. Gabzdyl wpadł w ręce UB. Bez trudu ustalono, że należał do działającej w podziemiu grupy J. Borkały. Przyszły dowódca podziemia został po wojnie komendantem Milicji Obywatelskiej w Iskrzyczynie, ale już w lipcu 1945 r. opuścił szeregi MO, zabierając broń automatyczną i pistolet.

 

W tym samym miesiącu dołączył do niego Gabzdyl. Znali się jeszcze z czasów okupacji, gdyż obaj walczyli w Armii Krajowej. Nie przyszedł z pustymi rękami. Ukrył w bunkrze dwa karabiny, dubeltówkę, granaty i amunicję. UB i MO dobrały się do tego arsenału już w dwa dni po potyczce na Dolnym Borze, czyli 12 stycznia 1946 r. Gabzdylowi udało się zachować tylko pistolet, który odebrano mu w czasie aresztowania w dniu 22 lutego 1946 r.

 

Borkała i Gabzdyl należeli do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW). Na Podbeskidziu powstała ona z początkiem 1945 r. Teren jej działania obejmował obszar od Wadowic, przez Bielsko i Skoczów po Wisłę i Istebnę. W Cieszyńskiem tworzył jej struktury Edward Bąk, który stanął na czele Komendy noszącej zakonspirowaną nazwę „Czesław 20".

 

Członkowie NOW składali przysięgę. Oto jej rota: „Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu, Najświętszej Marii Pannie i wszystkim Swiętym, że daną tajemnicę zachowam do śmierci, rozkazy przełożonych wiecznie będę wykonywał, będę walczył aż do oczyszczenia granic Polski z najeźdźcy. Tak mi dopomóż Bóg i Ty, Święta Syna Jego Męko".

 

Narodowa Organizacja Wojskowa działała w Cieszyńskiem przez okres kilkunastu zaledwie miesięcy. Aresztowania rozpoczęły się już w paździer­niku 1945 r. Niedługo potem znalazło się w rękach funkcjonariuszy UB całe kierownictwo Komendy NOW, jak również wielu innych członków zbrojnego podziemia i związanych z nim osób. Łącznie zamknięto w kaza­matach Urzędu Bezpieczeństwa pięćdziesiąt osiem osób.

 

W Cieszynie odbyła się publiczna rozprawa członków Narodowej Organizacji Wojskowej. Toczyła się dwa dni w sali obrad ratusza i nadano jej duży propagandowy rozgłos. Drugą grupę członków NOW sądzono w Bytomiu. Przewieziono ich z Cieszyna do więzienia przy ulicy Mikołowskiej w Katowicach, a rozprawa odbyła się przed Doraźnym Sądem Wojskowym.

 

W obydwu procesach orzeczono czternaście kar śmierci (po siedem w Cieszynie i w Bytomiu), mimo że prokuratorzy wnioskowali zastosowanie najwyższego wymiaru kary wobec trzynastu oskarżonych.

 

Na 24 października 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach zwołał sesję wyjazdową do Pszczyny. Składowi orzekającemu przewodni­czył zastępca szefa katowickiej WSR mjr Mieczysław Janicki. Miał złą sławę, wydał bowiem 59 wyroków śmierci, głównie na członków zbrojnego podziemia.

 

Głównym oskarżonym został 22-letni wówczas uczestnik zajść w Dolnym Borze Józef Gabzdyl. Ów syn urzędnika skarbowego pochodził z Chybia, a mieszkał w Cieszynie. Podobnie, jak oskarżonych w pokazowym procesie cieszyńskim, zaprezentowano go jako nie tylko przeciwnika władzy ludowej, który walczył o jej zbrojne obalenie, zarzucono mu również liczne rozboje. Chodziło o „udowodnienie", że NOW jest organizacją ban­dycką.

 

Na liście ofiar napadów rabunkowych, w których miał uczestniczyć Gabzdyl, znalazło się dwu PPR-owców: Karol Ch. z Simoradza i Jan S. z Pierśćca. Ale byli też na niej ludzie dalecy od polityki. W akcie oskarżenia wymieniono szczegółowo zrabowane rzeczy. Były to między innymi konie, krowy, jałówki, świnie, drób, biżuteria, ubrania, gotówka.

 

24 października 1946 r. zapadły trzy wyroki śmierci. Wojskowy Sąd Rejonowy orzekł je wobec J. Gabzdyla, Teofila Młotka z Kiczyc (zbiegł z wojska, a następnie wstąpił do NOW) oraz A. Krużołkówny. Wszyscy troje zostali nadto pozbawieni całego mienia, jak również praw publicz­nych i honorowych na zawsze.

 

Wyjątkowo haniebnie potraktowali sędziowie w mundurach Annę Krużo­łek. W trakcie śledztwa zarzucono jej tak zwane poplecznictwo, zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności, natomiast w trakcie postępowania sądowego, wbrew obowiązującym normom prawa, przypisano jej inny rodzaj przestępstwa (udzielania pomocy członkom NOW), za które przewidziano karę śmierci. I właśnie taką karę orzeczono. Pogwałcono w ten sposób artykuł 171, paragraf 2 Wojskowego Kodeksu Postępowania Karnego.

 

6 grudnia 1946 r. Najwyższy Sąd Wojskowy uchylił wyrok na Krużoł­kównę i przekazał sprawę do powtórnego rozpoznania. Mimo to katowicki WSR postąpił inaczej. Na zachowanym do dziś tekście wyroku przybito pieczątkę z napisem: „Wyrok prawomocny", ręcznie zaś dopisano „z dniem 15 grudnia 1946". I dalej: „Prezydent z prawa łaski nie skorzystał".

31 grudnia 1946 r. została rozstrzelana na dziedzińcu cieszyńskiego więzienia. Gdy ją prowadzono na egzekucję, krzyczała, że ginie za Polskę, ale nie za Polskę komunistyczną, ale prawdziwie niepodległą.

* * *

 

 

Spośród mieszkańców domu na skoczowskim Dolnym Borze, którzy byli uczestnikami tragedii, żyje już dziś tylko Emilia. Gdy umilkły strzały, została przez UB aresztowana i przewieziona wraz z Anną Krużołek i gospoda­rzem domu, Janem Brudnym, do Cieszyna. Nie przedstawiono jej żadnych zarzutów, mimo to przesiedziała „za kratkami" cztery miesiące. Natomiast Jan Brudny został zwolniony dopiero w 1948 r.. Po wyjściu z więzienia Po wyjściu za mąż za Jana Bojdę nadal pracowała na gospodarstwie, które w 1960 r., po śmierci Jana Brudnego, odziedziczyła. Dziś ma osiem­dziesiąt lat, a gospodarstwo przeszło na jej syna, Romana Bojdę.

 

Zycie małżeństwa Bojdów nie było usłane różami. W styczniu 1946 r. ubecy spalili dom mieszkalny i zabudowania gospodarcze na Dolnym Borze, zabrali konie, krowy, świnie. Przyszło wszystko odbudować, dorabiać się od nowa. A oprócz tego byli napiętnowani współpracą z „bandytami".

 

Dopiero 24 lipca 1996 r. Emilia Bojda zwróciła się do Sądu Woje­wódzkiego w Bielsku-Białej o zadośćuczynienie za doznane krzywdy. Rozpatrze­nie wniosku zajęło sądowi niemal trzy lata. 21 kwietnia 1999 r. zasądzono jej od Skarbu Państwa 15 tysięcy złotych.

 

23 listopada tego samego roku złożyła do bielskiego sądu kolejny wnio­sek, tym razem o odszkodowanie za zniszczenie w 1946 r. przez UB domu mieszkalnego i zabudowań gospodarczych. Temidzie znów nie było śpieszno, wyrok zapadł bowiem dopiero 20 marca bieżącego roku. Negatywny.

 

Niepowodzeniem zakończyły się również starania o przyznanie uprawnień kombatanckich. 15 listopada 1999 r. prezes Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej Ryszard Brygier wydał decyzję stwierdzając, że Bojda z racji swego uwięzienia podlega pod przepisy ustawy o kombatantach". Ale Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oddalił wniosek tłumacząc, że „wpłynął do Urzędu po ustawowym terminie", czyli po 31 grudnia 1998 r.

 

 

PS: Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Katowicach wydał postanowienie o przedstawieniu zarzutów Edmundowi R. To on, mimo że nie był sędzią ani ławnikiem, orzekł w 1946 roku karę śmierci wobec Anny Krużołek, gwałcąc w ten sposób obowiązujące wówczas ustawodawstwo. 

 

Artykuł pochodzi z „Kalendarza Miłośników Skoczowa” udostępniony dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.