Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

Majenie, helokanie i jajecznica

Małgorzata Orawska

Majenie, helokanie i jajecznica

Zielone Świątki — to jedno z ważniejszych świąt w roku, po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy. Dawniej święto upamiętniające Zesłanie Ducha Świętego trwało trzy, potem dwa dni, a obecnie zredukowane jest do jednego dnia świątecznego. Jest to święto ruchome, podporządkowane, zgodnie z podziałem roku liturgicznego, drugiemu okresowi Wielkanocy. Obchodzi się je w maju lub czerwcu, w siódmym tygodniu po Wielkanocy.


   „Zielone Świątki" były kiedyś bardzo uroczyste i obfitowały w wiele
zwyczajów ludowych, łączących się z zaduszkami okresu wielkanocnego i z letnim przesileniem dnia z nocą. Stare zwyczaje zielonoświątkowe pełne były zabiegów, mających zapewnić urodzaj i odpędzić złe moce od ludu rolniczego. Było to zarazem święto nadziei, radości, hucznych zabaw, tańców i śpiewów pod gołym niebem. Czasami te obchody przeradzały się w zabawy, mające niewiele wspólnego z religią, gdyż często przyzywano podczas nich imiona bóstw pogańskich i odprawiano różne gusła.


   Z ogromnej liczby zwyczajów zielonoświątkowych do dzisiejszych czasów
gdzieniegdzie przetrwały tylko niektóre. Należy do nich majenie zielenią kościołów, mieszkań, budynków gospodarczych. Wykorzystuje się w tym celu najczęściej młode gałązki brzozy. W kilku regionach naszego kraju Zielone Świątki uważane były przede wszystkim za święto pasterzy. TA było m.in. w Beskidzie Śląskim. Uroczystą oprawę miało wówczas pierwsze wyprowadzenie bydła na pastwiska. Gospodynie przygotowywały witki z brzeziny i gotowały jajka, które później pasterze „kulali" pod każdą sztuką bydła. Miało to zapewnić krągłość zwierzęcia. Zwyczaj ten kultywowano na przykład w Cisownicy.


   Dbano także o to, aby bydło „poszło na rosę" i przez to potem „dobrze
się pasło i dawało dużo mleka". Natomiast aby uchronić trzodę chlewną przed chorobami i urokami — zwierzęta wyprowadzano tyłem z chlewa.

 

Istniał również wdzięczny zwyczaj wicia wianków na pastwiskach z „moiczków", czyli mleczy. Wianki te wkładano krowom na głowy, śpiewając przy tym radośnie. Starą pieśnią pasterską, znaną dziś powszechnie jest „Helokanie pastuchów", wykonywane obecnie przez różne zespoły pieśni i tańca.

O pasterskim charakterze Zielonych Świąt świadczył również zapomniany już zwyczaj pochodów z królem lub królową pasterzy. Innym zapomnia­nym zwyczajem, znanym w wielu rejonach Polski było obchodzenie w procesji pól, połączone z poświęceniem zbóż.

Po drugiej wojnie światowej Zielone Świątki stawały się coraz bardziej świętem rekreacji i zabawy. Zapalano ogniska, urządzano loterie fantowe, tańczono, rozgrywano zawody strzeleckie i inne konkursy.


   Zwyczajem typowo beskidzkim było wspólne smażenie jajecznicy pod gołym
niebem. „W tym celu, w Zielone Święta, gdy dopisała pogoda, po południu gromadnie albo w grupach wyruszano pod las lub nad rzekę. Zabierano jaja, wędzonkę, duży rondel i razowy chleb. Smażonkę przyrządzano na ognisku, następnie nakładano ją na kromki chleba i wspólnie spożywano. Nie brakowało wódki i wiejskich muzykantów. Wszystko kończyło się wesołą zabawą i śpiewami"(Jerzy Pośpiech: „Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku").


    Ten zwyczaj przetrwał do dzisiaj w kilku miejscowościach śląskich i na terenach podgórskich, między innymi także w Skoczowie. Jednakże infor­matorzy i badacze nie potrafią wyjaśnić jego pierwotnego sensu. W rękopisach Roberta Zanibala, nauczyciela ludowego z Janowic koło Frydka, zachowała się notatka, pochodząca z około 1869-1872 r., w której czytamy: „Od Wniebowstąpienia kradną parobcy jaja, które w drugie święto gdzie w lesie zesmażą na jajecznicę i w kompanii zjedzą".


   

   Siedemnaście lat temu Towarzystwo Miłośników Skoczowa postanowiło zwyczajowi smażenia jajecznicy nadać bardziej uroczysty charakter. Pierwsze takie otwarte, „miejskie" smażenie jajecznicy dla członków towarzystwa, ich rodzin i wszystkich sympatyków zwyczaju miało miejsce 25 maja 1985r. W zaproszeniu skierowanym wtedy do mieszkańców Skoczowa Zarząd TMS napisał m.in. „Impreza odbędzie się na Kaplicówce, na Wielkich Dołkach obok budynku H Kubali. Organizatorzy zapewniają jajecznicę, chleb i herbatę. Koszt jednego jajka z dodatkami — 25 zł. (...) Uczestnik powinien przynieść ze sobą kubek na herbatę, łyżkę, może również przynieść sprzęt do indywidualnego smaże­nia jajecznicy" W imprezie wzięło udział 40 osób.


   W następnych latach „Jajecznica na Wielkich Dołkach" organizowana przez TMS odbywała się w większym lub mniejszym gronie. Dziś wielu
mieszkańców woli kultywować ten zwyczaj w zaciszu domowego ogrodu, w gronie rodzinnym. Niektórzy zbierają się w grupy i organizują „Smażonkę" na działkach, nad Wisłą, w górach. Od wielu lat czynią tak działacze sko­czowskiego PTTK, którzy co roku smażą jajka na Orłowej.


   W 2002 r. miłośnicy Skoczowa i jajecznicy spotkali się 18 maja przy
patelni nad ogniskiem, które rozpalono na terenie byłej harcówki, na Górnym Borze. Zebrało się tam kilkanaście osób. Nie zabrakło tradycyjnych dodatków do jajecznicy, takich jak: „szpyrki" i „sznytlok". Jak każe zwyczaj — śpiewano popularne piosenki ludowe.

 

 

 

 

 

Artykuł pochodzi z „Kalendarza Miłośników Skoczowa” udostępniony dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.