Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

ZARYS DZIEJÓW SKOCZOWSKICH SZKÓŁ DO 1918 ROKU

JAN WANTUŁA


ZARYS DZIEJÓW SKOCZOWSKICH SZKÓŁ DO 1918 ROKU

 

Najstarsze ślady skoczowskiej szkółki parafialnej

 

Przyjmujemy, że w r. 1327, kiedy Skoczów razem z nie istniejącą już Jamnicą (Stary Frydek) wymienione zostały po raz pierwszy jako miastecz­ka obronne i w naszym mieście obok książęcego zamku — twierdzy — istniał już kościół para­fialny, a przy nim przypuszczalnie czynna była elementarna szkółka, w której chłopcy skoczowscy zdobywali umiejętność czytania i pisania w języku łacińskim, przysposabiając się do służby kościelnej.

 

Nie potwierdza tego żaden dokument, istnieją jednak dowody pośrednie: zachowały się bowiem nazwiska pochodzących ze Skoczowa — studen­tów uniwersytetów. Już w 1400 roku w zreorgani­zowanej, sławnej Akademii Krakowskiej studiował Petrus Nikolai de Skoczów, a w latach 1407— 1530 uczyło się tam ogółem U żaków ze sko­czowskim rodowodem. Pod względem ilości stu­dentów z miast księstwa cieszyńskiego tylko Cie­szyn i Bielsko wyprzedzają Skoczów, co zdaje się świadczyć o tym, że co najmniej w tych trzech miastach działały już szkoły umożliwiające miej­scowej młodzieży zdobywanie podstaw do dalszej edukacji w szkołach wyższych.

 

Udokumentowana historia skoczowskich szkół rozpoczyna się dopiero w XVI stuleciu, w związ­ku z dwoma ważnymi dla miasta wydarzeniami: wielkim pożarem i przejęciem miejscowego kościo­ła parafialnego przez ewangelików.

 

Skoczowska szkoła parafialna w okresie reformacji

 

W pamiętnym dla Skoczowa roku 1531 wybuchł pożar, który pochłonął całe, gęsto zabudowane drewnianymi domkami miasteczko wraz z kościo­łem i szkołą. Księstwem cieszyńskim rządzili wte­dy matka nieletniego księcia Wacława III Adama, księżna Anna, oraz jego opiekun Jan z Persteinu — magnat znany z sympatii dla braci czeskich. Za ich rządów w księstwie zaczęła się szerzyć nauka Lutra. Wiele przemawia za tym, że jeszcze przed pożarem zwolennicy reformacji stanowili w Sko­czowie jeżeli nie większość, to w każdym razie po­ważną silę. Znaczyłoby to, iż spalony w 1531 r. kościół odbudowali już luteranie. Według innych opinii kościół parafialny przejęli ewangelicy po jego odbudowie w latach między r. 1540—15602. Nie ulega natomiast wątpliwości, że protestanci przejęli także szkołę, o której pierwsza wzmian­ka, dotycząca miejscowego nauczyciela — rektora Szymka znalazła się w dokumencie z dnia 15 lipca 1545 r.s.

 

Za panowania księcia Wacława III Adama (1540—1579) wyznanie ewangelicko-augsburskie stało się religią panującą w księstwie. Sam książę osobiście opracował zasady nowej wiary i wydał je jako obowiązujący „Porządek kościelny". Do­kument ten został powtórzony i uzupełniony po śmierci księcia przez jego drugą żonę, Katarzynę Sydonie (rządziła księstwem w latach 1579— 1595).

 

Podstawowym dążeniem szerzycieli nowego wy­znania stało się uprzystępnienie najszerszym rze­szom wiernych Biblii, co możliwe było wyłącznie przez upowszechnienie nauki czytania. Sprawami oświaty zajął się gorliwie sam książę, który „otwierał dla swoich poddanych w miastach i po wsiach kościoły i szkoły". Wprowadzono nową organizację szkolnictwa.

 

Zgodnie z „Porządkiem" — stanowiska nauczy­cielskie obsadzała Rada Miejska w porozumieniu z proboszczem, „dzielnymi osobami, mającymi dobre świadectwo nauki, życia i postępowania". Nadzór nad szkoią sprawował proboszcz. Rok szkolny dzielił się na dwa półrocza kończące się uroczystymi egzaminami, przeprowadzanymi przez rektora w obecności burmistrza, pisarza miejskie­go i dwóch członków rady. Wyróżniający się uczniowie otrzymywali nagrody.

 

W szkole uczono czytania, pisania, rachunków, głównym przedmiotem była nauka religii, jako podręcznika używano katechizmu Lutra i tekstu Pisma Świętego w narzeczu morawskim (cze­skim) .

 

Wiele uwagi poświęcano sprawom wychowania. Uważano, że szkoły istnieją po to, „ażeby się skr wa Bożego, karności i cnoty nauczało". Uczniów pilnych nagradzano, „dawano jako upominek grosz, albo coś niecoś ze skarbnicy kościelnej", krnąbrnych zaś ze szkoły po prostu wydalano w myśl zalecenia, że „gdy zaś między nimi znaj­dzie się ktoś taki, który nie chciał być skory do nauki i karności ani posłuszeństwa, ażeby innych nie pobudzał do podobnej niecnoty, jeśli po za­stosowaniu ostrzeżenia i upomnienia nie chciałby poprawić swego życia i okazać się posłuszny, nie należy go w szkole cierpieć".

 

Takie zasady obowiązywały też w skoczowskiej szkółce parafialnej, o której wiemy, że mieściła się w drewnianym budynku koło kościoła i posia­dała 2 izby lekcyjne. Domek ten dotrwał do na­stępnego pożaru w 1731 r.

 

Bliższych wiadomości o skoczowskiej szkole z okresu reformacji zachowało się niewiele. Oprócz wspomnianego już rektora Szymka, uczył tu nauczyciel Tobiasz Niesyt oraz Mikołaj, prawdopodobnie ostatni ewangelicki nauczyciel, wymieniony w 1639 r.

 

Znamy też nazwiska proboszczów kościoła pa­rafialnego: Jana Łomnickiego z Łomży k. Olesna (od 1566) oraz Daniela Ruricha5. Około r. 1600 proboszczem w Skoczowie był Jan Herda — bielszczanin, ożeniony z Agnieszką, córką Wita Ptaszki — mieszczanina skoczowskiego, znany później jako proboszcz w Simoradzu.

 

Ze Skoczowa pochodzi 3 księży ewangelickich czynnych w tym czasie na Śląsku Cieszyńskim: Johannes Skoczoviensis instalowany w 1568 r. na probostwie we Frydku, Martinus Zolnensius, od 1575 r. proboszcz w Mistku, oraz Marcin Wali­góra, od 1571 r. proboszcz w Wędryni.

 

W ciągu 100-letniego funkcjonowania ewange­lickiej szkoły parafialnej w mieście zaszły po­ważne zmiany. Skoczów wraz z sąsiednim Stru­mieniem i okolicznymi wsiami został włączony do tzw. państwa skoczowsko-strumieńskiego, W7odrębnionego z księstwa i odsprzedanego w 1573 roku Gothardowi z Łogowa i Starej Wsi. Po śmierci Gotharda właścicielami miasta zostali jego bracia Maciej i Jerzy, a w r. 1592 r. państwo skoczowskie wróciło do księcia. Zmiana właści­ciela nie miała większego wpływu na sytuację w mieście i nie zahamowała jego rozwoju. Mag­naci Łogowscy przebudowali stary książęcy za­mek i jako praktykujący ewangelicy nie tylko nie przeszkadzali, a wręcz wspierali działalność kościoła i szkoły.

 

Komplikacje rozpoczęły się z chwilą, kiedy w 1610 r. książę cieszyński Adam Wacław z gorliwego protestanta stał się nie mniej gorli­wym katolikiem. Rozpoczęły się długoletnie targi o szkołę i kościół, który kilkakrotnie przejmowany był na przemian przez księży zwalczających się wyznań. Prześladowania miejscowych ewangeli­ków wzmogły się po śmierci ostatniej z rodu Piastów księżny Elżbiety Lukrecji w 1653 r. Od 1677 r. pełnoprawnym obywatelem miasta mógł być tylko katolik, a miejscowi rzemieślnicy nie mieli prawa kształcić uczniów z innowierczych rodzin.

 

Spory religijne nie sprzyjały rozwojowi lokal­nej szkółki parafialnej; nie można jednak powie­dzieć, że były jedyną przyczyną jej upadku. Apostołom kontrreformacji zależało również na utrzymaniu szkół, które w ich ręku stanowiły skuteczny środek reedukacji. Upadek szkolnictwa nie tylko w Skoczowie, ale i w całym księstwie spowodowany został sytuacją, w jakiej znalazła się ziemia cieszyńska w wyniku wydarzeń historycz­nych, zwłaszcza zaś z powodu tragicznej w skut­kach wojny 30-letniej. Na tle ogólnego regresu gospodarczego nastąpił upadek rozwijających się dotąd pomyślnie miast i miasteczek śląskich. Sko­czów więc nie stanowi! wyjątku. Na mieszkań­ców miasteczka posypały się nieszczęścia, jedno większe od drugiego. W roku 1660, jak stwierdza autorytatywnie skoczowska Rada Miejska, „z po­wodu wielu przemarszów i odwrotów wojsk miasto znalazło się w ostatecznej ruinie".

 

W tych burzliwych czasach, w tak niepomyślnej dla miasta sytuacji, w latach 1645—1654 kościół parafialny i szkoła znalazły się w rękach katoli­ków i tym samym zakończył się pierwszy etap rozwoju skoczowskiej szkoły parafialnej.

 

Upadek i reorganizacja skoczowskiej szkoły do pożaru 1713 r.


O skoczowskiej szkole w połowie XVII stule­cia posiadamy już dokładniejsze wiadomości, za­chowały się bowiem relacje wizytatorów bisku­pich, którzy z urzędu wizytowali skoczowską pa­rafię w latach 1652, 1679, 1688 r.'. Ze sprawozdania pierwszego z nich, Bartłomieja Reinholda — archidiakona opolskiego, który z po­lecenia biskupa wrocławskiego odwiedzi! Skoczów w 1652 r. wynika, że tak kośció! jak i szkoła znajdowały się w opłakanym stanie i praktycznie były nieczynne. Nauczyciel, nazwiska którego wi­zytator nie podaje, nie otrzymywał żadnego wy­nagrodzenia, co sugerować może, że nie uczył, na­tomiast zatrudniony był przez magistrat jako pisarz miejski. Wizytator stwierdzi! również, że mieszkańcy miasta są twardymi innowiercami8.

 

Budynkowi szkoły, który stal w kącie ogrodu farskiego, groziła również zagląda. W 1655 r. z powodu braku miejsca na dalsze groby zamknię­to cmentarz kolo kościoła parafialnego. Magistrat miasta zawarł więc umowę z ówczesnym pro­boszczem ks. Ignacym Auschwitzerem, na podsta­wie której kościół za opłatą 4 talarów rocznego czynszu odstąpił miastu część ogrodu farskiego między dotychczasowym cmentarzem aż do na­rożnika (słupów) budynku szkolnego, który miał zostać rozebrany i zbudowany w innym miejscu. Do likwidacji szkoły jednak nie doszło. Miasto nie wywiązywało się ze swoich zobowiązań i, z po­wodu niepłacenia przewidzianego w umowie czynszu, nowy cmentarz nie powstał, a szkoła ocalała.

 

Następny z kolei wizytator, Lorenz Jonastar — dziekan namysłowski, który odwiedził parafie sko­czowską w r. 1679, stwierdził już znaczna popra­wę. Podkreślił i docenił starania proboszcza, który „trudzi się nawracaniem dusz, które są bardzo oporne". Proboszczem był przybyły do Skoczowa w r. 1678 ks. Jerzy Witecius, rodem z Żor. Jak twierdzi kronikarz kościoła parafialnego, „przy­wrócił on kościołowi katolickiemu w samym tylko mieście Skoczowie 500 protestantów". W szkole uczył w tym czasie (od r. 1668) skoczowianin rektor Jerzy Sobalik.

 

Przełom dokonany przez ks. Witeckiego znalazł swe potwierdzenia w relacji następnego wizyta­tora, archidiakona Marcina Stephetiusa, który wi­zytował parafię skoczowską w 1688 r. Pisze on w swoim sprawozdaniu: „Członkowie parafii w mieście są w przeważającej liczbie katolikami, na wsiach natomiast w większości luteranami. Do spowiedzi wielkanocnej przystąpiło ponad 200 osób". Podaje też bliższe wiadomości o szkole. Uczył w niej w dalszym ciągu Jerzy Sobalik. Szkołę utrzymywało miasto. Nauczyciel, który pełnił również funkcję organisty, otrzymywał od magistratu łącznie 16 talarów rocznie, od pro­boszcza dodatki za pogrzeby, wpływy z ofiary oraz 18 groszy za śpiewy pasyjne. Mieszkał w budyn­ku szkolnym, gdzie w 2 ogrzewanych salach uczy­ło się w 1688 r. 20 chłopców.

 

Szkoła skoczowska znowu funkcjonuje. Zdoby­wają w niej początki edukacji elementarnej również ewangelicy, przyszli kapłani i nauczyciele, którzy kontynuowali naukę w ewangelickich szko­łach w Polsce oraz sąsiedniej Słowacji. Słowację, za drugą swoją ojczyznę wybrali rodowici skoczo-wianie: Krzysztof Plochius — nauczyciel i senior bractwa księży ewangelickich10, Mathias Hasius — nauczyciel i pastor w Spiszu11, oraz wybitny mu­zyk i kompozytor Adam Plintowicz12.

 

Działalność szkoły została przerwana w 1713 r. Trzeciego kwietnia tego roku w domu garncarza wybuchł pożar, który w ciągu kilku godzin za­mienił w zgliszcza ciasno zabudowane, drewniane miasto, łącznie ze szkołą, kościołem i probostwem, gdzie spłonęły wszystkie metryki i dokumenty.

 

Szkoła parafialna w latach 1713-1756

 

Odbudowa zniszczonego pożarem miasta postę­powała nadspodziewanie szybko. Już 6 lat po po­żarze w r. 1719 stał nowy kościół parafialny „piękny, obszerny i cały murowany, kryty da­chówką"13. W tym też czasie odbudowano prawdo­podobnie, chociaż brak na to dowodu, budynek szkoiy i większość domów, znowu z drewna, którego wtedy jeszcze w Skoczowie nie brako­wało. W r. 1723, czyli w 10 lat po pożarze w mieście jest już 154 domków i mieszka 924 ludzi. Nie zachowała się jednak żadna konkretna wiadomość o działalności szkoły. O jej istnieniu świadczy fundacja w wysokości 500 guldenów, założona w r. 1752 przez radnego miasta Enzen-dorfera, przeznaczona na rozwój szkoły i stypen­dia dla potrzebujących pomocy materialnej uczniów ze Skoczowa.

 

O istnieniu w tym okresie skoczowskiej szkółki świadczą też jej absolwenci, do których zaliczvć można Adama Enzendorfera, urodzonego w Sko­czowie w 1720 r. (zmarł w 1790), który wsławił się jako nauczyciel szkół jezuickich, a w 1754 r. napisał łaciński dramat „Nepomuk" przeznaczony na sceny teatrów szkolnych. Możliwe, że uczony ten mąż był synem wspomnianego wyżej hojnego fundatora. Następnym wybitnym uczniem sko­czowskiej szkółki był urodzony w 1749 r. prawnik Adam Nechay, pełniący funkcję sekretarza sądu ziemskiego. Działalność szkoły została jednak rychło przerwana przez kolejny pożar miasta w 1756 r.

 

W odbudowanej po pożarze 1756 r. szkole do końca XVIII w.


Pożar w 1756 r. stanowił punkt zwrotny w dziejach Skoczowa. Na zgliszczach starego, drew­nianego miasta powstał nowy — zachowany w wielu obiektach do naszych czasów — Skoczów murowany, z obszernym rynkiem i stylowym ra­tuszem. Odbudowa jednak trwała długo, gdyż czasy były wyjątkowo niepomyślne. W tym sa­mym roku wybuchła wojna austriacko-pruska. Pru­sacy najeżdżają ruiny miasta. Najazdy i późniejsze przemarsze wojsk nie sprzyjały odbudowie, która zakończyła się dopiero w pierwszym dziesięciole­ciu XIX wieku. Mimo ciężkich czasów udało się jednak w ciągu 6 lat odbudować kościół i w tym samym roku w farskim ogrodzie stanął nowy, mu­rowany budyneczek szkoły. Budynek, który pamię­tają jeszcze starsi mieszkańcy miasta (rozebrany został w 1960 r.) był malutki i niepozorny. Mieściła się w nim 1 izba lekcyjna i skromne mieszkanie służbowe nauczyciela. Ustęp znajdo­wał się w szopie poza budynkiem, a wodę ucznio­wie donosili ze studni położonej w połowie stoku wzgórza Kaplicówki. Nie Był zbudowany z myślą o przyszłości, stanowił oczywisty dowód ogólne­go zubożenia miasta. Mieściła się w nim szkoła najniższego stopnia, nie różniąca się niczym od szkółek wiejskich. Żeby umożliwić jej rozwój, ówczesny proboszcz ks. Andrzej Pszczyński, idąc śladami wspomnianego już Enzendorfera stworzył w r. 1773 nową fundację w wysokości 500 gul­denów.

 

Skromna skoczowska szkółka elementarna nie stanowiła wyjątku na tle ogólnego upadku oświa­ty na ziemi cieszyńskiej. W r. 1772 w księstwie cieszyńskim i bielskim w 8 miastach i 240 wsiach było zaledwie 30 szkół, do których uczęszczało 310 uczniów, czyli bardzo mały procent z ok. 25.600 dzieci w wieku szkolnym.

 

Katastrofalny stan oświaty skłonił cesarzową Marię Teresę do wydania w r. 1774 „Powszechne­go porządku szkolnego dla niemieckich szkół nor­malnych, głównych i trywialnych". Po raz pierwszy został wprowadzony powszechny obo­wiązek szkolny w tym sensie, że przy każdym kościele parafialnym miała istnieć szkoła trywial­na, a przy kościołach filialnych — filialna, w miastach zaś szkoły główne i normalne, przy któ­rych organizowano kursy preparandy kształcące nauczycieli. Następny z kolei cesarz Józef II odebrał duchowieństwu nadzór nad szkolnictwem, zezwolił ewangelikom na zakładanie własnych szkół, polecił też poszerzyć sieć szkół i powolai do życia patronaty. Od nauczycieli wymagano znajomości jeżyka niemieckiego, ukończenia kur­su preparandy i złożenia egzaminu kwalifikacyj­nego, i

 

Skoczów, mimo niezabliźnionych jeszcze po po­żarze zniszczeń, nie był znów takim małym miastem. W r. 1770 liczył 1249 mieszkańców, a skoczowska parafia obejmowała (oprócz miasta; Międzyświeć, Wilamowice, Wiślicę, Pogórze, Bory Uchylany, Bielowicko, Roztropice, Łazy, Ko­wale, Wieszczęta, Lipowiec, Nierodzim, Bładnice, Harbutowice i Pierściec. Kościoły w Bielowicku, Lipowcu, Nierodzimiu i Pierśćcu były kościołami filialnymi skoczowskiej parafii. Nie posiadał na­tomiast szkoły odpowiadającej randze miasta i roz­ległości parafii.

 

Pod koniec wieku szkoła obejmowała 2 klasy i trudno wyobrazić sobie, w jaki sposób ówczesny nauczyciel Franciszek Fiksek mógł pomieścić wszystkich chętnych do nauki uczniów w jednej izbie. Szkoła jednak działała, dowodem czego jest zachowany w odpisie tzw. atest z 1790 r.: „Fran­ciszek Heyner był nauczany w religii, czytaniu, pi­saniu, rachunkach, w tychże przedmiotacli czynił postępy, w dowód czego udziela się mu niniejszy atest — Franciszek Fiksek — nauczyciel Walenty Schneider — proboszcz, Andrzej Szmidt — wizy­tator szkolny".

 

Spośród absolwentów tej szkoły sławę zdobyli: ur. w 1759 Jan Kłapsia — jeden z najwybitniej­szych księży ewangelickich na Śląsku15, i ur. w 1783 r. lekarz Jan Kostein — autor rozpraw o szczepionkaoh ochronnych.

 

Skoczowskie szkoły wyznaniowe w latach 1800-1869


Z 1-izbową, najniżej zorganizowaną szkołą wkroczył Skoczów w wiek XIX. Na początku tego wieku zaszła ponowna zmiana w organizacji systemu oświaty. Dekretem cesarza Franciszka I szkoły katolickie oddano ponownie pod nadzór duchowieństwa. Bezpośredni nadzór sprawował proboszcz, funkcję inspektora pełnił dziekan, nadzór ogólny sprawował generalny wikariat, z ra­mienia którego funkcję wizytatora powierzano wy­różniającym się duchownym lub samemu general­nemu wikariuszowi. W szkołach ewangelickich, które powstały w Cieszyńskiem po ogłoszeniu pa­tentu tolerancyjnego w 1781 r., nadzór sprawo­wał odpowiednio: pastor, senior i superintendent. Zasadnicza różnica w nauczaniu (oprócz nauki religii) między szkołami obu wyznań polegała na tym, że w szkołach ewangelickich Śląska Cieszyń­skiego wprowadzono już w r. 1817 polskie kate­chizmy i biblie, a w szkołach katolickich uży­wano w dalszym ciągu podręczników morawskich; język polski, jako język wykładowy wprowadzono dopiero po roku 1848, chociaż (jak twierdzi ks. Józef Londzin) i tutaj były wyjątki16. Ks. dr Ma­teusz Optolski, od r. 1843 generalny wikariusz w Bielsku, jako nadzorca szkolny w wielkiej części powiatu bielskiego zakładał i popierał pol­skie szkoły, co mogło oznaczać, że stało się tak i w podległej bielskiemu wikariuszowi szkole sko­czowskiej.

 

Na początku XIX stulecia do jedynej w mieście katolickiej szkółki uczęszczało 248 uczniów. Zna­my też nazwiska nauczycieli, którzy pracowali tu w pierwszej połowie wieku. Byli to: Leopold Za­jąc, znany jako pierwszy folklorysta17, Antoni Ju­raszek, Jan Strobl, Adam Sikora i Franciszek Wy­kopał18. W r. 1858 dotychczasowa dwuklasowa szkoła powiększona została do trzech, a w 1860 do czterech klas, a kierownictwo szkoły po Wy-kopalu objął Jan Szonowski19. Szkoła jednak nie mogła pracować normalnie. Z roku na rok po­większała się liczba uczniów i stale pogłębiający się kryzys lokalowy osiągnął swój szczyt. Nauka odbywała się w różnych, z natury rzeczy nie przy­stosowanych do celów dydaktycznych pomieszcze­niach. W r. 1865 pierwszą i czwartą klasę umieszczono w ratuszu, a dwie pozostałe w bu­dynkach gminnych koło kościoła.

 

Obok szkoły katolickiej od r. 1840 działała w Skoczowie dwuklasowa wyznaniowa szkoła ewan­gelicka, przeznaczona dla dzieci z okolicznych wiosek. W jaki sposób doszło do jej powstania? Po wejściu w życie patentu toleracyjnego Józefa II z 1781 roku ewangelicy Śląska Cieszyjskiego przy­stąpili do organizowania zborów oraz budowy kościołów i szkół. Na założenie zboru w Skoczo­wie trzeba było jeszcze dość długo czekać, ewan­gelicy w mieście stanowili bowiem znikomą mniejszość. W r. 1790 na 1345 mieszkańców było 1275 rzymsko-katolików, co stanowiło 94,5% ogółu ludności, 49, czyli 3,5% żydów, oraz za­ledwie 24 ewangelików, czyli 2%. Skoczowscy luteranie wraz z ewangelikami okolicznych wiosek należeli do założonego w 1782 r. zboru w Ustro­niu, gdzie obok kościoła znajdowała się również ewangelicka szkoła. Dla dzieci regionu skoczow­skiego dzięki staraniom znanego ustrońskiego pastora ks. Karola Kotschego21 powstała szkoła wyznaniowa w Dolnych Bladnicach, która w r. 1856 przeniesiona została do istniejącego do dziś budynku zwanego „Syberią" w Skoczowie. Skoczów był naturalnym centrum regionu i tutaj też, wprawdzie z dość dużym opóźnieniem, bo do­piero w r. 1849 podjęto próbę stworzenia odręb­nego zboru, który skupiałby ewangelików z Har-butowic, Iskrzyczyna, Kowali, Łączki, Między-świecia, Pogórza, Simoradza i Skoczowa oraz roz­poczęto starania o budowę kościoła i nowego bu­dynku szkoły wyznaniowej.

 

Skoczowscy ewangelicy nie pozostawali obo­jętni w sprawach oświaty. Świadczy o tym list skierowany przez komitet budowy kościoła do Na­czelnej Rady Kościołów Ewangelickich w Wied­niu z dnia 13.10.1861 r., który w następujący spo­sób opisuje stan szkoły na „Syberii": „W mieście Skoczowie istnieje ewangelicka szkoła ludowa, do której należy 5 gmin, szósta gmina stara się o szkolenie tu swoich dzieci i już je faktycznie do Skoczowa wysyła. Ta młodzież, która systema­tycznie uczęszcza do szkoły i osiąga liczbę stu, pozbawiona jest nauki religii prawie całkowicie, ponieważ ewangelicki proboszcz z Ustronia, jako inspektor szkolny, z powodu dużej odległości tylko z okazji świąt odwiedza szkołę i egzami­nuje młodzież".

 

Starania ewangelików skoczowskiego regionu uwieńczone zostały sukcesem. 1 listopada 1865 r. odbyło się w nowo wybudowanym kościele pierwsze nabożeństwo, a obok kościoła stanął ob­szerny budynek szkoły, do którego w r. 1870 prze­niesiono szkołę z „Syberii". Była to szkoła 2-kla-sowa i wkrótce, po przeniesieniu jej do nowego locum, na mocy nowej ustawy szkolnej z 1879 r., która zlikwidowała szkoły wyznaniowe, stała się drugą w Skoczowie powszechną szkołą ludową. Kształciła ona w większości dzieci z okolicznych wiosek i pozostawała na utrzymaniu gminy Mię­dzyświeć. Do r. 1898 kierownikiem szkoły by! Maurycy Gorgon, o po nim — do końca pierwszej wojny światowej — osławiony nauczyciel poli­tyk, ślązakowiec Józef Kożdoń.

 

W związku ze zmianami, które wprowadzono w systemie oświaty w całej austro-węgierskiej mo­narchii wspominaną już ustawą z 1869 r. równie/ szkoła katolicka przestała funkcjonować jako szkoła wyznaniowa. Tak więc z początkiem lat siedemdziesiątych zakończył się i w naszym mieście okres działalności szkół nadzorowanych przez Kościół i podległych klerowi.

 

Skoczowskie szkoły powszechne do końca I wojny światowej


Reforma szkolnictwa przeprowadzona w 1869 r. za panowania Franciszka Józefa I wprowadziła 8-letni powszechny obowiązek szkolny. Zarząd i nadzór nad szkołami przejęło państwo, a w miejsce dotychczasowych szkól wyznaniowych wprowadzono 5-letnią szkołę ludową i jej nad­budowę w postaci 3-letniej szkoły wydziałowej. Nowa ustawa stanowiła, że w szkole ludowej ję­zykiem wykładowym winien być język ojczysty dzieci, a drugi język krajowy jednym z przedmio­tów nauczania. W oparciu o tę ustawę wszystkie dotychczas polsko-niemieckie szkoły Śląska Cie­szyńskiego miały się zmienić w szkoły polskie. Do tego jednak nie doszło. Pragnąc zapobiec rozwojo­wi szkolnictwa polskiego, opanowana przez Niem­ców Rada Szkolna Krajowa wydała 6 stycznia 1873 r. „Postanowienie, co do traktowania języka niemieckiego w nieniemieckich szkołach na Ślą­sku". Zarządzenie to miało na celu poniemcze-nie szkół przez stopniowe ograniczanie języka pol­skiego jako wykładowego. W pierwszej klasie dzieci mogły jeszcze posługiwać się językiem ojczystym, ponieważ języka niemieckiego nie zna­ły. W następnych klasach nauczyciel zobowiązany był rozszerzać naukę języka niemieckiego, wpro­wadzając go stopniowo do wszystkich przedmio­tów szkolnych, w klasach zaś wyższych nauka od­bywała się już wyłącznie w języku niemieckim. 1- i 2-klasowe szkoły wiejskie nie mogły zapewnić dzieciom znajomości języka niemieckiego w tym stopniu, by mógł on być używany jako język wy­kładowy, natomiast szkoły wyżej zorganizowane stały się szkołami z niemieckim językiem wykła­dowym, czyli po prostu szkołami niemieckimi.

 

 

Reforma szkolna przedłużyła też do lat 4 kształ­cenie nauczycieli, a jako formy doskonalenia za­wodowego wprowadzono konferencje rejonowe i egzaminy kwalifikacyjne; zorganizowano biblio­teki pedagogiczne.

 

Realizacja nowej ustawy szkolnej okazała się w Skoczowie nie do przeprowadzenia. Po prostu brak było pomieszczeń, w których można by zgro­madzić wszystkie zobowiązane do nauki dzieci. Budowa nowej szkoły stała się palącą koniecz­nością.

 

 

W sierpniu 1872 r. przystąpiono do budowy nowego budynku szkolnego, na przeciwko zamku przy ul. Bielskiej, na parceli ofiarowanej miastu przez ówczesnego właściciela dóbr Komory Cie­szyńskiej arcyksięcia Albrechta. We wrześniu roku następnego nastąpiło uroczyste otwarcie pla­cówki. Przemówienia wygłosili: Fritz Fulde — budowniczy, Ferdynand Szewczyk — burmistrz i Franciszek Waliczek — radny miejski. Dyrekto­rem szkoły mianowany został Jan Szonowski. Nowy, piętrowy budynek, prezentował się okazale. Od ulicy oddzielały go 2 ogródki, z drugiej stro­ny budynku rozciągało się obszerne podwórze — boisko i ogród. W gmachu mieściło się 6 sal lekcyjnych, gabinet pomocy naukowych, kancela­ria oraz mieszkanie służbowe dyrektora szkoły. Stara szkoła w farskim ogrodzie przekazana zosta­ła na mieszkanie dla kościelnych, zlikwidowano również lokale zastępcze. Jednak i tym razem brakło skoczowianom wyobraźni. Budynek okazał się od razu za mały i już w pierwszym roku funkcjonowania nowej szkoły 2 klasy z koniecz­ności musiano umieścić na pierwszym piętrze są­siedniego zamku. Stopień organizacyjny szkoły podniesiony został do 6 klas, przy 8-letnim obo­wiązku szkolnym. Praca szkoły nie budziła za­strzeżeń, m.in. pochlebnie wyrażał się o niej nau­czyciel, geograf i geolog, twórca muzeum regio­nalnego, Karol Praus, który swą edukację rozpo­czął w 1861 r. w prowizorycznej, zastępczej sali szkolnej w^ ratuszu, a kończy! w zakresie szkoły ludowej w r. 1875 już w nowym budynku przy ul. Bielskiej. W swej „Autobiografii" pisze: „Niektórzy moi nauczyciele potrafili wyśmienicie przez planowo ukierunkowane, wycieczki bota­niczne rozbudzać miłość i zbliżać do przyrody. Ćwiczenia gimnastyczne, zabawy, wycieczki gór­skie dodawały uroku życiu szkolnemu. Płacząc pożegnałem szkołę w r. 1875".

 

Rok 1900 stanowił przełom w działalności sko­czowskiej szkoły ludowej. Na wniosek miejscowej Rady Szkolnej szkoła została podzielona na 6-, później 7-klasową szkołę dla dziewczyn oraz szkołę dla chłopców, która obejmowała 6 klas szkoły ludowej i 3 klasy szkoły wydziałowej. De­cyzja była niewątpliwie słuszna, a otwarcie szkoły wydziałowej jak najbardziej celowe i konieczne. Szkopuł w tym, że istniejące warunki nie odpo­wiadały aspiracjom. Ze względu na brak bazy lo­kalowej nie mogło być mowy o poszerzeniu dzia­łalności istniejącej dotychczas szkoły i dalszym jej rozwoju. Nie było sposobu pomieszczenia do­datkowych klas w jednym jedynym budynku i 2 salach zastępczych w zamku. Sytuacja stawała się z roku na rok coraz trudniejsza. W jednej sali lekcyjnej uczyło się 100, a czasem i 120 dzieci. Budowa nowej szkoły staia się znowu palącą ko­niecznością.

 

Po wielu staraniach udało się zdobyć odpo­wiednie fundusze i w r. 190! przystąpiono Jo budowy monumentalnego gmachu szkolnego przy ul. Dworcowej (obecnie Mickiewicza), którego uroczyste otwarcie w dniu 23 sierpnia 1903 i. zakończyło się hucznym bankietem w hotelu „Pod Białym Koniem".

 

W nowym budynku zbudowanym przez Jułiu­sza Stritzkiego ze Skoczowa i J. Dostała z Cie­szyna według planów 2 wiedeńskich architektów kosztem 160 tysięcy koron znalazły swoje po­mieszczenie szkoła ludowa dla chłopców, szkoła wydziałowa i dokształcająca szkoła rzemieślnicza. Na parterze, oprócz mieszkań dyrektora i woźne­go, znajdowała się sala, w której dochodzący spoza Skoczowa uczniowie spożywali obiady, oraz klasa szkoły rzemieślniczej. Na pierwszym piętrze były 4 klasy szkoły ludowej, kancelaria, gabinet i pokój nauczycielski. Na drugim piętrze 1 klasa szkoły ludowej, 3 klasy szkoły wydziałowej oraz sala rysunkowa. Z salą gimnastyczną szkoła połą­czona była krytym korytarzem. Dyrektorem miano­wany został Karol Kreisel. W r. szkolnym 1904/5 pracowali tu nauczyciele: Jan Boehm, Jan Cieślar, Karol Pawłowski, Jerzy Wojnar, Otto Wohlmann, Wiktor Zachl, Ryszard Zipser, Elżbieta Kreisel. Religii .katolickiej uczy! wikariusz ks. Edward Rduch, a ewangelickiej pastor ks. Józef Gabryś. Do szkoły ludowej dla chłopców i szkoły wy­działowej uczęszczało łącznie 322 uczniów.

 

W tym samym roku 1904/5 do szkoły dla dziewczyn przy ulicy Bielskiej uczęszczało 277 uczennic. Dyrektorem został następca Jana Szo-nowskiego, Franciszek Golyschny24, a grono pe­dagogiczne pracowało w składzie: Henryk Gayer, Aleksandra Krpetz, Karol Prochaska, Walenty Si­kora, Maria Fiala, Julia Knappe i Elwira Swo­bodna. Religii uczyli: proboszcz ks. Jan Mocko, wikariusze ks. Piotr Ożana i ks. Edward Rduch. pastor ks. Józef Gabryś oraz Natan Reubner.

 

Skoczowskie szkoły cieszyły się dobrą opinią. Poziom nauczania był dość wysoki i umożliwiał co zdolniejszym absolwentom kontynuowanie nauki w szkołach średnich Bielska i Cieszyna. Nauczyciele starali się nie tylko w pełni realizo­wać program nauczania. Wiele uwagi poświęcali sprawom wychowania młodzieży, organizowali za­jęcia pozalekcyjne, chóry i kółka dramatyczne.

 

Rok szkolny kończył się 31 lipca. Zakończenie stanowiło podsumowanie całorocznej pracy szkoły i obchodzone było bardzo uroczyście. Z tej okazji organizowano wystawy prac uczniów. Sama uro­czystość rozpoczynała się nabożeństwem w koście­le, a następnie kontynuowana była w szkole z udziałem rodziców, przedstawicieli władz miej­skich i zaproszonych gości. Po oficjalnych prze­mówieniach burmistrza i dyrektora szkoły śpie­wem i deklamacjami popisywały się dzieci szkol­ne. Przodujący w nauce otrzymywali nagrody. Po południu odbywał się festyn ze zbiorowymi poka­zami gimnastycznymi uczniów.

 

Na uwagę zasługuje też realizacja opiekuńczej funkcji szkoły. Już w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia istniał specjalny komitet (w r. 1877 liczył 55 osób), którego celem było zbiera­nie funduszu na pomoc dla dzieci z uboższych ro dzin. Z okazji świąt organizowano „gwiazdki". Np. w r. 1897 150 dzieci otrzymało odzież i obu­wie, a wszystkie (ok. 500) paczki świąteczne z owocami, ciastkami i innymi łakociami. Od 1904 r. z inicjatywy właściciela fabryki Dawida Spitzera wprowadzono pełne dożywianie dzieci w miesiącach zimowych. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej zorganizowano w dawnym bu­dynku zamku pierwszą „ochronkę" (przedszkole). W r. 1904 pracowały tu jako przedszkolanki pan­ny Pinkas i Wohlmann (siostra nauczyciela). Obiady dla dzieci gotowała Warcęgowa — żona policjanta miejskiego.

 

Szkoły skoczowskie były szkołami niemieckimi. Nie zasługiwała też na nazwę szkoły polskiej 2-klasowa szkoła ludowa „Na Kępie" z polskim językiem nauczania. Kierował nią Józef Kożdoń, twórca separatystycznego ruchu „ślązakowców", który robi! wszystko, by przekonać uczniów o wyższości kultury niemieckiej i zabić w- zarodku wszelkie oznaki budzącej się polskiej świadomości narodowej25. Nie ulega więc wątpliwości, że sko­czowskie szkoły stanowiły narzędzie wynarada­wiania miejscowego społeczeństwa i ważne ogni­wo w łańcuchu poczynań mających doprowadzić do całkowitej germanizacji Śląska Cieszyńskiego. Że Cieszyńskie nie zostało zgermanizowane i mo­wa polska w dorzeczu górnej Wisły i Odry nie zaginęła, zawdzięczamy w dużej mierze pracy naj­niżej zorganizowanych polskich szkół wiejskich oraz działalności pierwszego pokolenia rodzimej polskiej inteligencji, która doprowadziła do roz­budzenia świadomości narodowej szerokich warstw miejscowego społeczeństwa i potrafiła wykorzystać wszelkie możliwości prawne do stworzenia pol­skiej prasy, wydawnictw, organizacji społeczno--kulturalnych, gospodarczych, religijnych, a przede wszystkim polskiego szkolnictwa, wychowującego uczniów w duchu narodowym.

 

Niewątpliwie największe zasługi w utrzymaniu polskości tej ziemi posiada założona w 1885 r. Macierz Szkolna, która doprowadziła w 1895 r. do otwarcia pierwszego polskiego gimnazjum w Cieszynie, następnie w 1900 r. pierwszej pol­skiej szkoły ludowej i wydziałowej w Cieszynie, dalej szereg przedszkoli, szkół ludowych, wydzia­łowych i średnich w miejscowościach szczegól­nie zagrożonych germanizacją i czechizacją. Sto­warzyszenie rozwijało się dynamicznie. W r. 1908 istniało już 26 kół terenowych Macierzy z 2645 członkami, a w r. 1914 — 71 skupiających 5114 członków. Dzięki społecznemu oparciu, Macieiz w tym czasie utrzymywała 2 gimnazja, 3 szkoły wydziałowe, U szkół ludowych, do których uczęszczało 3006 uczniów, oraz 19 ochronek (przedszkoli) z 1089 maluchami.

 

W Skoczowie nie udało się aż do roku 1922 założyć koła Macierzy. Działalność miejscowych germanizatorów święciła triumfy. Doszło nawet do tego, że Miejska Rada uchwaliła ostry protest przeciwko założeniu polskiego gimnazjum w Cie­szynie. Warto zapamiętać, że przeciwko tej uchwale głosowali tylko trzej radni: Michał Cza-puta, Motyczka i Świetlik. Brak też skoczowskich nauczycieli (chociaż nie wszyscy czuli się Niem­cami) wśród działaczy Polskiego Towarzystwa Pe­dagogicznego, które zapisało piękną kartę w roz­woju polskiego szkolnictwa na Śląsku Cieszyń­skim. Można więc zaryzykować twierdzenie, iż właśnie z powodu germanizacyjnej działalności skoczowskich szkól do r. 1918 miejscowi Niemcy, choć nigdy nie stanowi większości, odgrywali w Skoczowie niewspółmiernie dużą rolę.

 

Lata pierwszej wojny światowej odbiły się nie­korzystnie na losach skoczowskich szkół. Wielu nauczycieli powołano do wojska, budynki szkolne zajęto przejściowo na cele wojskowe, nauka od­bywała się nieregularnie. W czasie wojny polsko-czeskiej budynek szkolny przy ul. Bielskiej zajęty został przez sztab brygadiera Latinika. Ostatecz­nie, po krzywdzącej Polskę decyzji o podziale Cie­szyńskiego, podjętej przez Radę Ambasadorów w dniu 20.07.1920 r. Skoczów znalazł się w nie­podległej ojczyźnie. Dalsze losy skoczowskich szkół w okresie dwudziestolecia międzywojennego stanowią już następny rozdział historii miasta.

 

PRZYPISY

 

1 W dokumencie wystawionym w Opawie 18.02.1327, w którym książę cieszyński Kazimierz uznał zwierzch­nictwo króla czeskiego Jana Luksemburskiego, wymienio­ne zostały miasta: Cieszyn, Frysztat i Bielsko, miastecz­ka : Skoczów i Jamnica oraz gród Ostrawa. Oryg. doku­mentu znajduje się w Państw. Archiwum w Pradze. Odpis — Emerich Nemec; Listinar Tesinska, Cz. Cie­szyn 1955, dok. 40.

 

2 Po zajęciu kościoła parafialnego przez ewangelików pozostawiono katolikom kościółek szpitalny, gdzie ochrzczo­ny został przez ks. Gagadkowskiego bł. Jan Sarkander ur. 20.12.1567 r. Metryka urodzenia i chrztu zaginała i dopiero w 1603 r. została na prośbę Jana odtworzona przez magistrat na podstawie zeznań 4 świadków. Por. ks. Teodor Czaputa: Życie i śmierć męczeńska bł. Jana Sarkandra, Cieszyn 1920, s. 10.

 

3 Rektor Szymek występuje jako jeden ze świadków umowy zawartej między Stefanem Pogórskim — właści­cielem Pogórza, a mieszczaninem skoczowskim Grzego­rzem Doktorem w sprawie dzierżawy 3 stawów. Oryginał zaginał, odpis w Dyplomatariuszu Gorgosza z 1810 r. w Archiwum Miejskim w Skoczowie. Por. E. Nemec: Listinar Tesinska, dok. 504.

 

4 Ks. dr Andrzej Wantuła: Porządek kościelny Wa­cława Adama, Warszawa 1937. Z tego opracowania po­chodzą też wszystkie przytoczone w tekście cytaty.

 

5 Ks. Daniel Rurich — proboszcz skoczowski, autor wydanego drukiem w Lipsku 1590 r. kazania pogrzebo­wego wygłoszonego nad trumną właściciela Skoczowa Gotharda z Łogowa i Starej Wsi, zmarłego 3.11.1589 r., pochowanego w kościele parafialnym w Skoczowie.

 

6 Cyt. wg dokumentu z 9.12.1660, na podstawie któ­rego Skoczów zwolniony został z obowiązku wyszynku książęcego wina w zamian za opłatę roczną w wys. 120 florenów. Oryginał dokumentu w Archiwum Miejskim Skoczowa.

 

7 J. Jungnitz : Visitationsberichte der Diózese Breslau, Archidiakonat Oppeln, Wrocław 1904. Z tego źródła po­chodzą też wszystkie cytaty z protokołów powizytacyj­nych.

 

8 W oryginale: ,,Die Bevolkerung der Stadt ist rein akatolisch".

 

9 Wg dokumentu z 13-04.1655, uzupełnionego notatką ks. Jana Rychwaldskiego z 25.05.1717. Oryg. w Archi­wum Miejskim w Skoczowie.

 

10 Krzyszof Plochius ur. 8.03.1633 w Skoczowie (Si-lesius Schotschoviensis), syn Jana — poborcy podatko­wego i Jadwigi córki burmistrza skoczowskiego Mikołaja Kobieli. Uczęszczał do szkoły w Skoczowie, następnie w Lewoczy, Bardejowie, Sabinowie i Żylinie. Przez 5 lat był rektorem szkoły w Partizanske Lupczy. Powołany na pastora pełnił swe funkcje w Krempachu nad Dunajcem (w polskiej części Spiszą) i Pribilinie (pow. Liptowski Hradok). W czasie prześladowań protestantów ukrywał się w Słowacji. W r. 1706 jest znowu pastorem w Trste-nem (pow. Liptowski Mikulas) i seniorem bractwa księ­ży. Por. Bohumil Sobotik: Vychodoslovenske ordinace 1614—1741, Ostrawa 1958, s. 55.

 

11 Matthias Hassius — skoczowianin (Scotschoviensis Silesicus), syn Urbana Hassiusa i jego żony z d. Plinta. Uczęszczał do szkoły w Skoczowie, następnie z starszym bratem wyjechał do Węgier. Studiował w Sabinowie, przez 5 lat w Rużomberku, potem 3 lata w Spiskiej No­wej Wsi (żeby nauczyć się języka niemieckiego). W celu kontynuowania studiów wyjechał do Prus, ale z powodu braku środków przez 3 lata uczył polską młodzież szla­checką. Następnie przez 2 lata studiował teologię i filo­zofię w gimnazjum toruńskim. Powrócił do Skoczowa, ale z powodów wyznaniowych wyjechał znowu do Węgier. Przez 3 lata pracował jako kantor na Spiszu, następnie został pastorem w Odorinie (pow. Spiska Nowa Wieś). W r. 1646 przyjęty został do bractwa 24 spiskich pasto­rów. Bohumil Sobotik, op. cit., s. 45.

 

12 Adam Plintowicz, skoczowianin, wybitny muzyk, kompozytor i autor pieśni kościelnych. W czasie wojny 30-Ietniej wyemigrował na Słowaczyznę. W r. 1650 był organistą w Żylinie, w r. 1667 w kościele św. Jerzego w Bratysławie. Przetłumaczył z niemieckiego dzieło Filipa Kegeliusa „Dwanaście rozmyślań duchowych". Por. Jan Wantuła: Adam Plintowicz ze Skoczowa, w": Książki i ludzie, Kraków 1956, s. 135.

 

13 Kronika kościoła parafialnego w Skoczowie.

 

14 Ibidem.

 

15 Ks. Jan Kłapsia ur. 24.09.1759 w Skoczowie, syn wolnego chłopa Jana i Zuzanny z Sikorów. Studia teolo­giczne w Lipsku, od 1782 r. pastor w Jaworzu, od 1S00 w Cieszynie. Autor pierwszej książki opracowanej i wy­danej przez Ślązaka w języku polskim pt. „Modlitwy i rozmyślania nabożne", Wrocław 1794 r. Zmarł 2.12.1805, zaraziwszy się tyfusem w czasie odwiedzania chorych leżących w cieszyńskich barakach. Por. Jan Wan­tuła : Jan Kłapsia i jego dzieło, w: Książki i Ludzie, Kraków 1956, s. 156.

 

16 Ks. Józef Londzin : Przyczynek do historii ruchu narodowego w Księstwie Cieszyńskim, w: Księga o Ślą­sku, Cieszyn 1929.

 

17 Leopold Zając nauczyciel w Skoczowie, ojciec cie­szyńskiej folklorystyki, jako pierwszy zanotował 6 pieśni ludowych z Cieszyńskiego. Przeniósł się do Żywca, gdzie w 1849 r. zmarł w czasie epidemii cholery. Por. Robert Danel: Folklorystyka Ziemi Cieszyńskiej, „Głos Ziemi Cieszyńskiej" 1967, nr 38 oraz „Kalendarz Beskidzki" 1969.

 

18 Franciszek Wykopał, ur. 2.12.1795 r., pracował jako nauczyciel i kierownik skoczowskiej szkoły w latach 1828—1860, z zamiłowania muzyk. Jego żona Cecylia była organistą w kościele parafialnym. Sam grywał w orkiestrze teścia Jacobusa Zdrahalika — kompozytora, dyrygenta i kierownika orkiestry. Por. Antoni Poćwierz: Muzyka w dawnym Skoczowie, w: Pamiętnik Skoczow­ski, Skoczów 1967, s. 52.

 

19 Jan Szonowski, ur. 15.03.1828 w Bażanowicach, ukończył szkołę w Goleszowie, następnie szkołę główną w Cieszynie i 6-tygodniowy kurs preparandy. Po 7-letniej praktyce nauczycielskiej w Ustroniu i ukończeniu roczne­go kursu pedagogicznego od 1860 r. kierował szkołą sko­czowską. W 1875 uzyskał tytuł dyrektora szkoły. Na emeryturę przeszedł 28.02.1894 r.

 

20 Fatalna sytuacja skoczowskiej szkoły wydaje się szczególnie rażąca, jeżeli weźmiemy pod uwagę rangę, jaką osiągnęło miasto w drugiej połowie X*X w-w związku ze zmianami politycznymi, społecznymi i ad­ministracyjnymi zachodzącymi w całej monarchii. Od r. 1849 Śląsk Cieszyński został wyodrębniony z guberni morawskośłąskiej i razem ze Śląskiem Opawskim stano­wił samodzielną jednostkę administracyjną z własnym sejmem i rządem krajowym. W r. 1855 region skoczow­ski tworzył odrębny powiat. Wprawdzie już w r. 1866, na skutek rozdzielenia agend politycznych od agend są­dowych, miasto podlegało znowu staroście w Bielsku, lecz stanowiło nadal siedzibę powiatu sądowego obejmu­jącego 35 gmin. Ludność miasta gwałtownie wzrastała — w r. 1890 osiągnęła liczbę 3223 mieszkańców, czyli wzrosła w ciągu stu łat o 240%.

 

21 Ks. Karol Kotschy ur. 26.01.1789 w Cieszynie, pastor w Ustroniu, wybudował murowany kościół oraz szkołę w Ustroniu, założył szkoły w Bładnicach Dolnych, Ustroniu Dobce i Polanie. Pomolog — wyhodował kilka własnych odmian, propagator walki z alkoholizmem, autor popularnych książek: „Książeczka o sadach i owocu'* (1844), „Historie biblijne' * (1851) oraz kancjonału „Pieśni pogrzebowe i szkolne" (1853). Zm. 9.02.1856 w Ustroniu. Por. Jan Broda : Dzieje parafii diecezji cie­szyńskiej, Warszawa 1978, s. 55.

 

22 Oryginał listu w Archiwum Naczelnej Rady Kościo­łów Ewangelickich w Wiedniu.

 

23 Karol Praus, ur. 12.10.1861 w Skoczowie, po ukończeniu seminarium nauczycielskiego w Cieszynie pra­cował w Szkole w Bronowie i Jasienicy. W 1901 r. Za­łożył w jasienickiej szkole „Ziornicę dla badań beskidz­kiej Skorupy ziemskiej", zamienioną w 1910 r. w Geolo-giczno-Geograficzne Muzeum Beskidzkie. Zbiory muzeum przeniesione w 1913 r. do zamku w Skoczowie uległy rozproszeniu. Jest twórcą mapy geologicznej Śląska Cie­szyńskiego, szeregu odkryć archeologicznych i geologicz­nych oraz autorem prac naukowych. Jego „Autobiografia" pozostała w rękopisie w posiadaniu rodziny. Zmarł 16.04.1918 r. w Jasienicy. Por. Jan Wantuła: Karol Praus twórca skoczowskiego muzeum, „Glos Ziemi Cie­szyńskiej" 1968, nr 27.

 

24 Franciszek Golyschny, ur. 1895 r. w Mnichu, od 1879 r. nauczyciel w Skoczowie. Po wojnie pozostał dy­rektorem niemieckiej szkoły do r. 1924. Zmarł 14.12. 1929 r.

 

25 Józef Kożdoń, ur. 8.10.1973 w Lesznej Górnej, po ukończeniu seminarium nauczycielskiego nauczyciel w Strumieniu, od 1989 r. kierownik 2-klasowej szkoły ,,Na Kępie" w Skoczowie. Germanofil, przywódca antypol­skiego ruchu „ślązakowców*', twórca Śląskiej Partii Lu­dowej i redaktor jej organu „Ślązak", od 1909 poseł na sejm krajowy w Opawie, aresztowany w r. 1918 za antynarodową działalność. Zwolniony z więzienia w Kra­kowie, przeniósł się do Ostrawy, a po ostatecznym usta­leniu granicy do Czeskiego Cieszyna, gdzie kontynuował swą działalność polityczną. W latach 1923—1938 bur­mistrz Cz. Cieszyna, w czasie okupacji pracownik Arbeitsamtu w Cieszynie, w 1945 r. po 6 tygodniach aresztu zwolniony przez sąd czeski zamieszka! w Opawie, gdzie zmarł w domu starców 7.12.1949 r. Por. Henryk Jasiczek: Dzieje pewnej zdrady, „Zwrot" 1951, nr 11; Andrzej Szefer: Współpraca tzw. „Ślązakowców'' z Niemcami na Śląsku Cieszyńskim, „Zaranie Śląskie" 1963, z. 2.

 

26 Józef Chlebowczyk: Z dziejów rozwoju kultury polskiej na Śląsku na początku XX wieku, w: Pamiętnik Cieszyński, Katowice 1961, s. 23.

 

KAZIMIERZ GOŁĘBIOWSKI

 

WSPÓŁCZESNE PROBLEMY SKOCZOWSKIEGO SZKOLNICTWA

 

Od dawien dawna (zob. art. Jana Wantuly) Skoczów boryka się z poważnymi trudnościami w dziedzinie bazy szkolnej, gdyż wszystkie budowa­ne tutaj obiekty oświatowe, nawet wcale pojemne i monumentalne, np. szkoła nr 1, już w chwili ich otwierania okazywały się przyciasne w stosun­ku do potrzeb.

 

Narastająca dramatycznie sytuacja nie uległa rozładowaniu ani w okresie międzywojennym, ani także w czasach nam współczesnych. Obecnie do 8 szkól podstawowych i 11 przedszkoli na terenie miasta i gminy uczęszcza ponad 4 tys. dzieci, nad którymi piecze dydaktyczno-wychowawcza spra­wuje 200 nauczycieli.

 

Niedostatki bazowe szkolnictwa szczególnie uwidaczniają się w samym Skoczowie, gdzie do prowadzenia normalnej nauki szkolnej i realizo­wania w miarę pełnej opieki przedszkolnej wyko­rzystuje się także wynajmowane pomieszczenia za­stępcze (adaptowane lokale mieszkalne, poskle-powe, sutereny, świetlice itp.). Ale i to nie wy­starcza. Ażeby skoczowskie szkolnictwo mogło wy­wiązać się ze swoich elementarnych powinności, nauka musi odbywać się na 2, a nawet 3 zmiany.

 

Na domiar złego, znaczna ilość obiektów oświa­towych w trybie pilnym wymaga kapitalnych re­montów i modernizacji. Na tym tle do iluzji na­leży zaliczyć nadzieje pokładane w budującej się i częściowo oddanej już do użytku szkole na Gór­nym Borze, ponieważ gdy tylko dojdzie do zakoń­czenia budowy, zaistnieje natychmiastowa koniecz­ność przeniesienia do niej w całości szkoły nr 1, by w starym gmachu można było przez parę ko­lejnych lat dokonywać prac renowacyjnych, z prze­widzianą wymianą stropów włącznie. Podobnych przemieszczeń i poszukiwań lokali zastępczych trzeba będzie dokonywać w Ochabach, Pierśćcu, Kiczycach, a może i gdzieindziej.

 

Obraz więc sytuacji nie jest wcale optymistycz­ny, a szanse zmiany na lepsze — zdaje się — nie­wielkie. A jednak — chociaż niektórzy uznają to za niewczesne fantazjowanie — już dzisiaj należy wołać mocnym głosem o jeszcze co najmniej 1 przedszkole i co najmniej 1 szkolę podstawową.

 

Wbrew pozorom nie jest to żądanie wygóro­wane. Opiera się bowiem na realnym rozeznaniu zaniedbań w planowaniu tego, co Skoczowowi było, jest i będzie niezbędne do prawidłowego społeczno-gospodarczego rozwoju, a także na uświadamianych niebezpieczeństwach, kryjących się w dalszym niedostrzeganiu i niedocenianiu problemów związanych z warunkami kształcenia i wychowania młodych pokoleń mieszkańców na­szego miasta i gminy.

 

To wszystko, co dotąd zostało powiedziane, stanowi tylko część sprawy. Druga część dotyczy szkolnictwa średniego. W mieście i gminie Sko­czów działają 2 szkoły ponadpodstawowe — Technikum Rolnicze oraz Zespół Szkół Zawodo­wych, które kształcą kadry dla potrzeb rolnictwa, przemysłu i rzemiosła. Po uruchomieniu kom­pleksu dydaktycznego na Bajerkach szkoły te w dającej się przewidzieć przyszłości nie powinny mieć kłopotów bazowych. Nie o nie więc tutaj chodzi. Chodzi o coś, co jeszcze nie istnieje, a co dla pełni życia organizmu miejsko-gminnego wy­daje się być niezbędne — o szkolę średnią ogólnokształcącą.

 

Skoczów takiej placówki nigdy nie posiadał, jeśli nie liczyć drobnego epizodu z początku lat dwudziestych. I można o to nie mieć pretensji czy żalu w odniesieniu do czasów przedwojen­nych lub nawet pierwszych lat po II wojnie świa­towej, nie można wszakże o tym nie myśleć dzi­siaj, gdy sytuacja diametralnie się zmieniła, a sam Skoczów z prowincjonalnej mieściny przeobraził się w znaczny ośrodek przemysłowy, rozrósł się ludnościowo, stał się atrakcyjnym — obok Cie­szyna, a nawet Bielska — rynkiem pracy, ku któ­remu w naturalny sposób zaczynają ciążyć oko­liczne rejony po Jasienicę, Brenna, Ustroń, Go­leszów, Ogrodzoną, Dębowiec, Chybie i Strumień.

 

Będąc poważnym rynkiem pracy, jest jedno­cześnie Skoczów prawie że ugorem intelektualnym i kulturalnym, niezdolnym — mimo czynio­nych wysiłków — do zaspokajania wciąż rosną­cych ambicji mieszkańców miasta i gminy, prze­mysłowej klasy robotniczej, szczególnie zaś coraz kształcącego umożliwiłoby likwidacje tzw. prze-większych rzesz młodzieży, która swe potrzeby pozamaterialne musi realizować w Bielsku, Cie­szynie, Ustroniu, Wiśle lub jeszcze dalej.

 

Pomijając w tej chwili wszelkie inne niedostat­ki — brak sal teatralnej czy koncertowej, w któ­rych moglibyśmy obejrzeć „prawdziwą" sztukę dramatyczną lub wysłuchać „prawdziwej" or­kiestry symfonicznej, brak funkcjonalnego, racjo­nalnie zagospodarowanego centrum kultury, służą­cego zorganizowaniu na wysokim poziomie życiu kulturalno-artystycznemu — warto skupić się na idei organizacji w Skoczowie średniej szkoły ogólnokształcącej. To także nie jest potrzeba wy­górowana. Podobne w swej strukturze miasta wo­jewództwa bielskiego, np. Kęty, posiadają roz­budowane i sprawnie działające średnie szkol­nictwo zawodowe, ale obok niego również ogólnokształcące, a nawet pedagogiczne. Kto ob­serwuje codzienne wędrówki setek młodych lu­dzi, ich przesiadki w Skoczowie z autobusu do autobusu, z autobusu do pociągu, z pociągu do pociągu, ten niewątpliwie zadaje sobie pytanie, czy tak być musi i czy nie należałoby coś w rym zakresie zmienić?

 

Usytuowanie w naszym mieście liceum ogólno­ładowania uczniami tego typu szkół w Cieszynie, Bielsku i Wiśle, zaś Skoczowowi przysporzyłoby młodzieży o wyższym niż przeciętny poziomie in­telektualnym, co w efekcie niewątpliwie wpłynę­łoby na ożywienie umysłowe lokalnego środo­wiska. Ożywcze dla niego byłoby także skupienie na miejscu kadry nauczycielskiej o wyraźnych skłonnościach i ambicjach humanistycznych, tak bardzo potrzebnych w naszej, wybitnie prakty-cystycznie ukształtowanej społeczności.

 

Korzyści płynące z posiadania szkolnej średniej placówki ogólnokształcącej można mnożyć. Ale w tej chwili pragnę jedynie zasygnalizować juz nie tyle rodzący się, co nabrzmiewający problem. Jeśli nie będziemy o nim myśleć poważnie, nie nadrobimy nawarstwiających się opóźnień i zawi­nionych czy nie zawinionych zaniedbań.

 

Bądźmy wszakże sprawiedliwi i — chociaż władza nie po to istnieje, żeby.- ją chwalić - — powiedzmy uczciwie, że od kilku lat ta władza w Skoczowie dokłada starań, by naszą mizerię szkolną uczynić znośniejszą. Więcej — posiada, skromną wprawdzie, bo liczącą się z istniejącymi realiami, wizje kompleksowych rozwiązań.

 

Te wysiłki winien teraz wesprzeć społeczny ruch pomocy szkole. Jego inicjatywy, presja i kon­sekwentne, nieustępliwe, „docierne" domaganie się realizacji słusznych postulatów mogą sprawić, że batalia o skoczowskie szkolnictwo może zostać wygrana. Oby tak było !