Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

Powódź stulecia

FRANCISZEK MROWCZYK

(relacja nagrana na taśmie magnetofonowej w cza­sie spotkania z okazji 100. rocznicy OSP dnia 28 V 1973 r.)

 

Przeżyłem dużo powodzi. Powodzie były klęską żywiołową prześladującą miasto od najdawniej­szych czasów. Są dwa rodzaje powodzi: wiosenny pochód lodów oraz w okresie lata powodzie zwa­ne wodami „świętojańskimi". Występują one na ogół dość regularnie, prawie co roku. Charaktery­styczną cechą rzeki Bładnicy jest to, że cokol­wiek dzieje się na niej wiosną lub latem, to samo występuje na rzece Wiśle w rejonie Sandomierza mniej więcej za trzy tygodnie.


Są różne rozmiary powodzi. Podczas normal­nych powodzi Bładnica występowała z brzegów zalewając przyległe pola, budynki i zakłady pracy. W wyjątkowych wypadkach, podczas tzw. wód stulecia, Bładnica stawała się jeszcze groźniejsza i poszerzała zasięg swojego zalewu. W tych przy­padkach dołączała się rzeka Wisła, która rozmy­wała wały ochronne i zalewała niektóre dzielnice miasta.


Powódź stulecia miała miejsce w 1972 r. Roz­poczęła zgodnie z tradycją Bładnica. Przybór wód był tak gwałtowny, że już po 2 godzinach od ogłoszenia alarmu, jednostki straży pożarnych zmu­szone były wkroczyć do akcji, burząc utworzone na rzece zatory z gałęzi krzaków i drzew. Niediu-go potem spłynęły w rejon Skoczowa i musieliśmy oddelegować patrole obserwacyjne, które miały za­danie sygnalizować groźne sytuacje. Zagrożenie wystąpiło na obydwu rzekach już pierwszej nocy t;. z 21 na 22 sierpnia. Ok. godziny 1 woda Bład­nicy podniosła się tak wysoko, że płynące chaszcze zawisły na moście al. Mickiewicza. Utworzył się zator, który spowodował przelanie wezbranych wód ponad jezdnię mostu. Wody zaczęły płynąć al. Mickiewicza w kierunku śródmieścia. Ulicę tę zmuszeni byliśmy zamknąć dla ruchu pieszego i kołowego.


Kierowałem akcją z punktu dyspozycyjnego w strażnicy OSP. Tam otrzymałem meldunek, że rosnąca obok mostu potężna wierzba-pomnik przy­rody zaczęła się chwiać i w każdej chwili grozi runięciem na jezdnię mostu. Przekazałem tę wia­domość do sztabu powiatowego prosząc o przy­słanie dźwigu, a sam, mocno wzburzony udałem się na miejsce zagrożenia. Z ulgą w sercu stwier­dziłem, że korona wierzby chwieje się mocno pod wpływem silnego wiatru, natomiast wierzba nie grozi zwaleniem się na most. Wydałem rozkaz wydobywania przy pomocy bosaków i lin nagro­madzonych w zatorze drzew i krzaków. W mię­dzyczasie nadjechał żądany dźwig, przy pomocy którego udało nam się częściowo Zlikwidować zator i woda przestała przelewać się przez most.


W tym samym czasie na niebezpiecznym łuku r.a Wiśle ponad Kuźnią pracował silny oddział zakładowej straży pożarnej Kuźni, umacniając ściętymi drzewami brzeg Wisły. Okazało się jednak, że ich wysiłki są Dezskuteczne, wał został przerwany. Woda wdzierać się zaczęta na teren i-vużni, zalała Betoniarnię, bazy Miejskiej Służby Drogowej i Rejonu Eksploatacji Dróg Publicz­nych, oraz Kieleckiego Przedsiębiorstwa Robót Mostowych, a w końcu pompownię wodociągów miejskich. Po paru godzinach poziom wody w Bładnicy przestał się podnosić, natomiast Wisła przybierała w dalszym ciągu, niosąc na swoich ta­lach zerwane drewniane mostki od Wisły przez Ustroń do Skoczowa. Uzbrojone czoło fali spowo­dowało rozbicie w kilku miejscach prawego walu Wisły.


W wyniku zaistniałej poważnej sytuacji powia­towy sztab przeciwpowodziowy przeniósł swoją siedzibę do Skoczowa. Niedługo potem zjechali do Skoczowa przedstawiciele sztabu wojewódzkie­go wraz ze szkolną kompanią pożarniczą z Ka towic.


Rozpoczęliśmy umacnianie dwóch najgroźniej­szych wyrw w wale rzeki. Do robót tych na pierwszej wyrwie, nieco poniżej mostu kolejowe go, użyliśmy płyt stropowych z budowy bloków mieszkalnych. Drugą wyrwę, poniżej mostu dro­gowego, zabezpieczaliśmy przy pomocy ścinanych drzew. Umocnienia te zdały egzamin. Deszcz na szczęście przestał padać, wody powoli zaczęły się obniżać, ja zaś, po 52 godzinach nieprzerwanej służby, udałem się na upragniony odpoczynek.


Po opadnięciu poziomu wód dokonaliśmy prze­glądu skutków powodzi, a następnie przez długie tygodnie usuwaliśmy je: pompując wodę z piwnic, naprawiając zerwane chodniki, drogi, usuwając z podpór mostowych przyniesione przez wodę krzaki, korzenie i wyrwane drzewa.


W wyniku tej powodzi najbardziej ucierpiało Kieleckie Przedsiębiorstwo Robót Mostowych, wspomniana już Betoniarnia, Zakłady Filcowe i Garbarnia. Jestem przekonany, że Bładnica, na której obecnie przeprowadza się roboty regulacyj­ne, już więcej miastu nie zagrozi.


Franciszek MROWCZYK ur. 6 XI 1918 w Kalembi-cach, przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Naro­dowej w Skoczowie w latach 1965—72, następnie do r. 1975 dyrektor Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, zasłużony działacz społeczny, m.in. prezes OSP i KS „Beskid". Zmarł 10 VII 1980 r. w Skoczowie.