Portal lska Cieszyskiego OX.PL
sylwester 2013
szukaj w portalu szukaj w google

Szwejk Brenski-Chujeba

SZWEJK BRENSKI-CHUJEBA
czyli o góralach beskidzkich

Za Austryji nauczyciele ze Skoczowa i okolicy jeździli na krótkie czy dłuższe wy­ cieczki do Brennej. Tam była gospoda „na Spalonej". Dawniej była drewniana, potem się spaliła i po wybudowaniu nowej, już murowanej nazwali ją „Spalona".


Nauczyciel skoczowski Kożdoń bawił się tu w redaktora. On wydawał gazetę „Ślązak", gdzie to „po naszemu" drukował różne ciekawe opowieści z okolic Skoczo­wa czy Cieszyna. Mój dziadek pobierali te gazetę, bo tyle z niej mieli uciechy co tydzień. Ja byłem chłopcem, ale raz dwa nauczyłem się czytać. A nauczyciele znali ludzi we wsi, w której uczyli i pisali oni do gazety różne ciekawe rzeczy o nich.


W Brennej mieszkał wtedy niejaki Chujeba. To takie nazwisko tamtejsze. Chuje-ba miał pasterza. Wygonił se kańsi pore grejcarów i kupił u żyda „na Spolonej" two-ruszek. Żyd mu ich zapakowoł do papieru z gazety. Pasterz zjadł tworuszki i zaczął czytać gazetę. Stoło tam o wyborach i kandydatach na posłów. Jeden z kandydatów, niejaki Stapiński obiecał, że kto będzie na niego głosował, otrzyma od niego nagrodę. Przeczytał też to gospodarz Chujeba.


- Przydałaby sie nagroda, kupiłbych se krowę w Żywcu - pomyślał. W Żywcu są krowy łacniejsze niż w Skoczowie.

I wybroł sie na torg do Żywca. Nim poszedł, baba sie go pyto:

- A za co tam krowę kupisz, kie mosz jyny 5 grejcarów?

- A co ty wiesz! - odpowiada gazda - do chłopskich spraw są przeca chłopi mąd­rzejsi niż baby - i poszedł piechotą przez gronie do Żywca.


Na targu w mieście spodobała mu się jedna krowa, Gwizdula. Nie handlowoł sie o cene. Poszedł z właścicielem krowy do gospody by przepić litkup.

- Widać że mocie sporo piniędzy, boście sie nic nie handlowali o cene - mówi właściciel krowy.

- Stapiński mo dość piniędzy i...


Chujeba nie dokończył, bo powstoł wielki krzyk i wszyscy wybiegli z gospody. Zobaczyli jak krowa zaczęła bość swoją gaździnę, co ją pilnowała. Chłopi zaczęli ratować poturbowaną kobietę a miły Chujeba chwycił krowę za powróz, owinął koło ręki i zaczął ją ciągnąć za sobą. Ale krowa wystraszona zaczęła uciekać, a Chujeba był za słaby aby ją zatrzymać. Ale jak się już zadyszała, poczęła iść normalnie za Chujeba w stronę Bielska.


Zaś właściciel krowy w krzyk, że mu Stapiński krowę ukradł.

- To niemożliwe - uspokajali go handlarze - przecie to kandydat na posła.


A jeden z roztropniejszych chłopów rzecze: - A czy to jednemu psu jest na miano Bosy? Złodziej też sie mógł nazywać Stapiński.


Zameldowano o wypadku policjantowi, a ten zatelefonował do Bielska, aby za­ trzymali złodzieja z krową.


I miłego Chujebe złapali, spisali protokół, a krowę wsadzili do najbliższego chle­wa i powiadomili o tym jej właściciela w Żywcu. Zaczęło się spisywanie protokołu:

- Wy sie nazywacie Stapiński? - pyta protkólant.

- Nie, ja się nazywam Chujeba.

- Mówcie prawdę, bo wprowadzenie władzy w błąd podwaja karę. Gdzie miesz­kacie?

- W Brennej.

- A jest tam jaka gospoda i jak się nazywa gospodzki?

- Jest gospoda i gospodzki żyd, i mo telefon.


W czasie rozmowy z posterunkowym żyd wyczuł, że z Chujebą coś nie w porząd­ku i odtelefonował, że mieszka w Brennej, ale że on ma w głowie czasem bzika.

Na tej podstawie darowano mu kradzież, nakazując, by po raz drugi nie próbował takich sztuczek.


1 Chujeba wracał do domu bez krowy. I tak głodny, żeby sie sóm siebie ugryzł. Przed chałupom uwidzioł pasterza. Porwała go złość na niego. Złómoł z łyski grubszą gałąź i szedł w stronę pasterza. Ale ten puścił krowy i w nogi, krzycząc, że Chujeba chce go zabić. Sąsiedzi wzięli Chujebe do gospody, uraczyli kiełbasą piwem i gorzał­ką że niedługo zasnął za stołem.

 

Kalendarium pochodzi z „Kalendarza Miłośników Skoczowa” 1997, udostępnionego dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.