Portal lska Cieszyskiego OX.PL
sylwester 2013
szukaj w portalu szukaj w google

Starosta weselny w piekle

Alojzy Kolorz
STAROSTA WESELNY W PIEKLE

Było to przed blisko stu laty w Datyniach Dolnych. W gospodzie odprawiano weselną zabawę. Cały orszak weselny przyjechał kolasami do gospody na „czakaczkę". Z domu „młoduchy" przynoszono w koszach jedzenie przed wspól­nym obiadem w domu weselnym.


Był zwyczaj częstowania wszystkich gości wódką. Na butelkach były naklejane piękne etykiety z twarzami pań czy panów. W tych z paniami była „rozolka" słod­sza dla kobiet, w drugich ostrzejsza dla mężczyzn. Pito wprost z butelki. Aby jed­nak, zwłaszcza mężczyźni, nie wypili za dużo naraz, w szyjce butelki był wąski przewód i wódka lała się cienką strugą. Na kieliszki częstowano znacznie później.


Na wspomnianym weselu był wesoły lubiący sobie podpić starosta. Kupował coraz nową butelkę i częstował, sam też często pociągając i niedługo już mu szu­ miało w głowie, zwłaszcza że było upalne lato.


W pewnej chwili wyszedł z sali tanecznej, aby sobie ulżyć. Gospoda mieściła się w budynku gospodarza. Ustęp mieścił się w podwórzu między chlewami. Ale nasz starosta sobie pomylił. Wszedł do pomieszczenia o jedne drzwi dalej, gdzie były krowy. A że było już ciemno, nie zorientował się od razu. W oborze było ciep­lej niż w sali tanecznej, a że w głowie mu szumiało, przewrócił się na słomę obok żłobu między krowskimi pyskami.


Goście weselni niedługo spostrzegli brak starosty. Poglądali, szukali, ale nigdzie się nie pokazywał. Nadchodziła już pora pójścia na obiad do domu młoduchy. Na­ raz jeden z gości weselnych przybiegł do gospodzkiego i ciągnie go za sobą na po­ dwórze. Tam słyszą przeraźliwy głos z chlewa: - „Ludeczkowieee, ratujcieee! Jes­tem w piekleee, tu same rogiiii i łańcuchy... Ratujcieee! Ja sie już naprawię!..."

Gospodzki zapalił zaraz furmańskąlatarnię i wchodzi do chlewa, a za nim reszta gości weselnych. Podnosi latarnię i rozgląda się, skąd ten głos dochodził. Aż tu wi­dzi pod żłobem między Krasuląa Łanią skurczonego starostę, bladego, upłakanego, a najbardziej wystraszonego. Jedną ręką trzymał za róg Krasuli, drugą za łańcuch Łani i krzyczał.

Krasula, schwycona za róg, podnosiła głowę do góry i powodowała przy każ­ dym ruchu brzęczenie łańcucha. Starosta po ciemku złapał łańcuch Łani i trzymał go kurczowo. Trzymając jedną ręką róg, drugą łańcuch, myślał że dostał się do piekła, do tego samego piekła o którym straszył na niedzielnym nabożeństwie ksiądz z kazalnicy. Chcąc się stąd wydostać - krzyczał co sił. Teraz przyszła pomoc gości weselnych - i otrzeźwienie starosty. Oj było to potem śmiechu w czasie uczty we­selnej u „młoduchy". A starosta już butelki nie podniósł do ust.

 

Kalendarium pochodzi z „Kalendarza Miłośników Skoczowa” 1997, udostępnionego dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.