Portal lska Cieszyskiego OX.PL
sylwester 2013
szukaj w portalu szukaj w google

Z Apenin do Skoczowa

Robert Orawski

Z Apenin do Skoczowa

Budowę stadionu w Skoczowie zainicjował w roku 1931 nauczyciel Szkoły Ludowej i Wydziałowej przy Alei Mickiewicza - Rudolf Kukucz. Powołano Komitet Budowy Boiska Sportowego dla Młodzieży, któremu przewodniczył emerytowany generał Karol Kasperlik. Przyłączyło się do niego wielu miejscowych działaczy sportowych i entuzjastów sportu, między innymi inżynierowie Łukasz Obtułowicz i Jan Maciejczyk. Pod ich kierownictwem w kwietniu 1932 r. przystąpiono do wytyczania boiska i trybuny. Obiekt powstał w ciągu 14 miesięcy, kosztem 13 tysięcy ówczesnych złotych. Dzięki dotacji władz wojewódzkich wybudowano strzelnicę i szatnię. Powstała bieżnia, kort tenisowy, place do gry w koszykówkę i siatkówkę.


Uroczystość otwarcia i poświęcenia stadionu sportowego Związku Strzeleckiego w Skoczowie odbyła się 4 czerwca 1933 r. w obecności wojewody śląskiego - Michała Grażyńskiego. Towarzyszyły jej zawody lekkoatletyczne, rozgrywki koszykówki i piłki siatkowej. Odbył się pierwszy mecz piłkarski. Drużyna skoczowskiego Strzelca, w której wystąpiło wielu piłkarzy z istniejącego wcześniej Skoczowskiego Klubu Sportowego, pokonała "Polonię" Karwina 3:2. Święto sportu zakończył wielki festyn z urozmaiconym wyszynkiem, loterią i tańcami. Stadion z drewnianą trybuną na kilkaset osób okolony
wysokim parkanem z desek, stał się wizytówką miasta. Był to wtedy największy taki kompleks na Śląsku Cieszyńskim.


Niestety pomysłodawca i realizator tej inwestycji Rudolf Kukucz trzy lata późnią zachorował na gruźlicę. Przykuty do łóżka i znerwicowany bezczynnością dużo palił, co potęgowało chorobę. Nie pomogło leczenie sanatoryjne w Zakopanem ani w szpitalu w Cieszynie, gdzie zmarł na początku października 1939 r. (według innej relacji stało się to w Jabłonkowie). Przedłużająca się choroba R. Kukucza zmusiła działaczy "Strzelca" do zwołania nadzwyczajnego zebrania i wyłonienia na nim nowego zarządu klubu. Na jego czele stanął prezes Marian Bogusz, skarbnikiem został Teodor Kost, sekretarzem Walter Oczadły, a gospodarzem Józef Cholewa.


Skoczowscy futboliści grali wówczas w klasie B, w autonomicznym Podokręgu Bielskim, który formalnie przynależał do Śląskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Wcześnie, bo do r. 19281 przyporządkowani byli do Okręgu Krakowskiego, do którego próbowali wrócić, ale bez powodzenia w r. 1938. (Do r. 1927 na Śląsku grało w A-klasie 26 drużyn, w B-klasie 36, a w C-klasie 22). W tym samym roku, w województwie śląskim, w klasie A występowały 42 zespoły, a w klasie B-73. Biało-niebiescy rywalizowali z graczami z Mikołowa, Żor, Kęt, Zebrzydowic, Cieszyna, Andrychowa, Ustronia, Strumienia czy Żywca, plasując się najczęściej w środku tabeli. Przyczynili się do tego miejscowi pasjonaci piłki nożnej i sportu, a także niestrudzeni jego orędownicy tacy jak: Wilhelm Czulak, Franciszek Czylok, Józef Gamrot, Józef Hajek, Walter Herr, Antoni i Kurt Jakubcowie, Jerzy Kaczor, Jan i Franciszek Kubaczkowie, Franciszek Kubaczka, Adolf Obracaj, Jan i
Rudolf Oczadły, Bronisław Pobuda, Rudolf Rakus, Alojzy Romowicz, Otmar Szyszka, idoli 'W entruba, bracia "Wróblowie i inni.


Gdy wybuchła II wojna światowa, część z nich wzięła udział w kampanii wrześniowej2. Lilku cieszyło się z klęski armii polskiej, a nieliczni bezsilnie przyglądali się setkom sńców polskich, których w połowie września 1939 r. hitlerowcy gromadzili na płycie oiska i wysyłali do przejściowych obozów w Cieszynie i Katowicach.

Stadion na Zabawie 1 tętnił życiem dopiero wiosną 1940 r., kiedy jego opiekunem został pochodzący z Bonn, Karl Schwarzenburg, Amtskommissar Skotschau-Landu w latach 940-1945 i Burgermeister od 1 lipca 1943 r. do 29 kwietnia 1945 r. Dawniej sam grał r piłkę, dlatego sportowców skoczowskich traktował z ogromną życzliwością. Starał się rzy tym aby względy narodowościowe nie miały między nimi znaczenia. Rozgrywki, w iórych wzięli oni udział wraz z okolicznymi drużynami rozpoczęły się w maju 1940 r. Na coniedzielne mecze przychodziło sporo kibiców. Największą atrakcją cieszyły się sporadyczne sparingi z zespołem z Cieszyna, występującym o klasę wyżej. Barw Skoczowa bronili wtedy min. Franciszek Oborny, Ernest Fiedor, Józef Płaczek, a także Otto Hessler Uchodzący z Rzeszy. Zabrakło jedynie piłkarzy z przedwojennego składu, gdyż ci walczyli e na wszystkich frontach Europy. Stadion służył potrzebom wojny. Między meczami rozgrywanymi w systemie jesień-wiosna, odbywały się regularne ćwiczenia wojskowe. Szkolono rekrutów w rzucaniu młotem, obsłudze karabinów różnych typów, zachowaniu się na polu walki, w strzelaniu p tarczy na klubowej strzelnicy. Organizowano tam również zajęcia paramilitarne dla starszych dziewcząt i chłopców z miejscowych związków młodzieżowych, takich jak Bund ktscher Madei i Hitlerjugend. Pimpfe z koleżankami z Jung Madchen uczyli się musztry paradnej, grając na werblach i trąbkach. Cała młodzież brała udział w urządzanych na boisku zawodach sportowych. W różnych konkurencjach zmagano się drużynowo indywidualnie, według kategorii wiekowych.
późną jesienią 1940 r. w fabryce kapeluszy Hiickla zakwaterowano włoską kompanię królewskiej piechoty górskiej zwaną Fanterią4, która po 10 czerwca tegoż roku brała udział kampanii alpejskiej przeciwko Francji.

hali III oddziału zakładu ustawiono piętrowe prycze i różne żołnierskie sprzęty, tam kuchnię, stołówkę, toalety i magazyn broni. Piechurzy pochodzili z wielu Włoch, od dostatniej "Północy" po ubogą Sycylię. Byli to głównie synowie robotników i rolników, rzadziej rzemieślników czy drobnych sklepikarzy. Tylko nieliczni wykształcenie zawodowe. Większość zaliczyła szkoły powszechne, ale zdarzali się i z trudem czytali i pisali po włosku. Ich mundury były koloru khaki, zaś na klapach sili charakterystyczne dla tej formacji gwiazdki. Mieli buty z owijaczami, podobne i jakich używała polska piechota. Chodzili w furażerkach. Ciekawostką jest to, że przerabiali swoje umundurowanie. Nosili spodnie różnych fasonów, a zamiast tradycyjnych owijaczy zakładali getry robione na drutach. Najlepiej nadawały się na nie | swetrów. Skoczowian, którzy dobrze wspominali usportowione oddziały włoskie z lat niedoszłego plebiscytu sprzed ponad 20 laty, zadziwili gdy po raz pierwszy pojawili na ulicy w szyku trójkowym. Półbiegiem przemaszerowali wówczas przez Adolf Hitler

Strasse (przedtem al. Mickiewicza) do kościoła pw. św. Piotra i Pawła. Około 160 Włochów w wieku 18-24 lat, ale też i starszych obowiązywała dyscyplina wojskowa z wartami, ćwiczeniami, musztrami i dyżurami w jednostce i na "Urbachówce". Ale po służbie, na przepustce mieli oni prawo poruszać się po mieście. Swoją serdecznością zjednywali sobie mieszkańców Skoczowa. "Italjancy" lubili chodzić do miejscowego kina, mimo że często dochodziło tam do awantur z urlopującymi żołnierzami niemieckimi. Ich powodem były m.in. "rezerwacje" nie numerowanych krzeseł na widowni, dokonywane przez jednych i drugich. Rywalizowanie o dobre miejsce, często kończyło się bijatyką w ustronnym miejscu. Tym bardziej, iż obie nacje były do siebie wrogo nastawione. Włosi wyśmiewali się Z butnych i gburowatych ich. zdaniem Niemców, a ci nie byli im dłużni i podobnie jak fanatyczni cywile, pogardzali hałaśliwymi sojusznikami będącymi dla nich synonimem totalnego bałaganu, tumiwisizmu i nieustannej improwizacji. Okazją do drwin było także zbrojenie "górali". Wesołość budziły m.in. ich przestarzałe karabiny. Zdarzało się, że wyśmiewano się z włoskich wartowników. Obopólne skargi sięgały nawet ratusza. Żandarmeria wojskowa wyciszała te waśnie, lecz i tak do porachunków dochodziło na ulicy i w kinie, gdzie toczyło się bujne życie towarzyskie.


Zawierano tam znajomości i przyjaźnie, a przystojni czarnoocy chłopcy z Włoch cieszyli się wyjątkowym powodzeniem wśród tutejszych dziewcząt, o które bardzo zazdrośni byli ich rówieśnicy z Wehrmachtu. Krążyły między nimi listy, chodzono na randki, do cukierni Franciszka Dusia, nad Wisłę lub na Kaplicówkę. Rodziły się międzynarodowe dzieci. Wyjścia do kawiarni i licznych skoczowskich gospód należały do rzadkości. Zwykli żołnierze nie mieli na nie pieniędzy. Na przesiadywanie w restauracjach mogli sobie pozwolić, jedynie oficerowie, na czele których stał kapitan Arturo Vigliano z miejscowości Vercelli leżącej między Turynem a Mediolanem. Jego zastępcą był Remo Cantoni -również kapitan, a w cywilu doktor filozofii, który wraz z lekarzem w stopniu majora zakwaterowany był w willi Anny Wantuły na Groszówce pod Kaplicówką. Miał on własnego ordynansa, 18-letniego Ilvo Sannę z Cagliari na Sardynii. Powierzał mu czyszczenie munduru, butów, sprzątanie pokoju i przygotowywanie posiłków, o ile kucharz, Giovani Bandera5 wspomagany przez Ernesto Sobrio, nie ugotował w kuchni wojskowej u Huckla czegoś lepszego, włoskiego.
Lekarz nie szczędził czasu i pomocy schorowanym skoczowianom mimo, iż miał dużo pracy przy leczeniu swoich ziomków z licznych przeziębień, gryp, angin i zapaleń płuc. Simno do jakiego południowcy nie byli przyzwyczajeni, przerzedzało ich szeregi. Dopiero >o kilkumiesięcznej aklimatyzacji dolegliwości te przestały zapełniać lazaret, a żołnierze nogli bez przeszkód wypełniać swoje obowiązki, dla których zresztą zostali przysłani na Śląsk.


B. Mussolini, początkowo podchodzący po kunktatorsku do poczynań A. Hitlera, zmusił v końcu swoich rodaków do walki po stronie hitlerowskiej Rzeszy. 15 grudnia 1940 r., dwa pół miesiąca po podpisaniu Paktu Trzech między Niemcami, Japonią i Włochami, (głoszono w Rzymie kolejną mobilizację.  Pod bronią stanęło   1  min żołnierzy formowanych w 43 dywizje, w tym 5 górskich. W ten sposób rozpoczęły się przygotowania Duce do podboju Jugosławii i Grecji, co po wcześniejszych niepowodzeniach stało się faktem między 6 a 29 kwietnia następnego roku.
Włosi już od października 1940 r. zaopatrywali w żywność i odzież niemieckie jednostki, rozsiane po całym kontynencie. Strzegły tego dodatkowe umowy, zawarte z hitlerowcami jeszcze przed atakiem na Francję. Odbywało się to koleją pod nadzorem Armii Włoskiej. Jeden z ciągów komunikacyjnych, na którym dniem i nocą krążyły pociągi z zaopatrzeniem, wiódł z Werony przez Wiedeń do Ostrawy, a stamtąd do Pierśćca przez Cieszyn


Augusto Nervosto * Skoczów. W Pierśćcu zamknięto stację i tor prowadzący do Chybia. Każdy kawałek szyn zajęty był przez wagony z Włoch, jedne przyjeżdżały, drugie odjeżdżały, a do Skoczowa, do fabryki Hiickla bez przerwy docierały awiza z informacjami o nadchodzących składach. Aby usprawnić ich przyjmowanie i obsługę założono na "Urbachówce" punkt przesyłowy jedzenia dla żołnierzy pracujących w Pierśćcu. Dostarczano je trzy razy dziennie na wózkach ciągniętych przez muły. Pociągi liczyły po ok. 15-20 regonów. "Skoczowscy" Włosi musieli je przejąć id swoich kolegów, przybyłych z południa. Sprawdzano stan techniczny całego transportu, jego (wartość i plomby na drzwiach. Dopiero potem, aż z powiększoną, częściowo nową obsadą, pociąg i dawał się do Generalnej Guberni, a później na Ukrainę. W jego prowadzeniu i konwojowaniu uczestniczyło sześciu maszynistów i pomocników, i He samo soldatów lokowanych w wagonach (Bobowych na początku i końcu transportu. Tych, ze feoczowskiej fanterii było zazwyczaj od 2 do 3. Wprowadzenie zaopatrzenia do stacji docelowej wyknowało zazwyczaj od 4 do 6 tygodni. Wysyłka nasiliła się po czerwcu 1941 r. r., kiedy to faszystowskie    Niemcy    zaatakowały    Związek radziecki. Gdy nastała sroga rosyjska zima, część wagonów była załadowana kożuchami. Żołnierze, którzy według harmonogramu mieli jechać z transportem, już zawczasu kupowali w Skoczowie zapałki i mydło "ominol" bez kartek. Robili to po to, żeby na Wschodzie wymieniać te towary na srebro, tombak, a nawet i złote precjoza. Żeby je zdobyć włamywali się do wagonów i zabierali z nich to co było im potrzebne. Robili to umiejętnie, więc nigdy z tego powodu nie mieli problemów
przy zdawaniu składów Niemcom. Wszystko to, co uhandlowali, przesyłali przez kolegów do domu, - do rodziny, z którą byli w ciągłym kontakcie listowym. Trzeba podkreślić, iż każdy z nich solidarnie dzielił się zawartością paczek otrzymywanych od bliskich z ojczyzny.


Włosi lubili sport i cieszyli się każdą chwilą, którą mogli mu poświęcić. Szczególnie zapatrzeni byli w piłkę nożną. W lecie chodzili się kąpać do Wisły, a stamtąd było blisko na stadion, gdzie odbywali systematyczne i długotrwałe treningi. W zimie z kolei zjeżdżali z Kaplicówki na własnych, wojskowych
nartach. Tam, u podnóża farskiego pola stała zazwyczaj sterta nawozu, którą zamieniano na 1,5 metrową skocznię. Do rywalizacji o to kto dalej skoczy stawali też chłopcy ze Skoczowa wywodzący się ze szkółki przedwojennej Szkoły Powszechnej Nr 2.

Nie wiadomo z czyjej inicjatywy rozegrany został pierwszy mecz Włochy-Skoczów. Prawdopodobnie doszło do niego w lecie 1941 r. Powtórzyła się sytuacja sprzed lat, kiedy to w mieście stacjonowały oddziały włoskie, przysłane tutaj przez aliantów z powodu konfliktu czesko-polskiego z lat 1919-1920. Tamci Włosi "przynieśli" piłkę nożną na stare targowisko, koło dworca kolejowego. Nauczyli miejscowych zasad gry. Teraz też wystąpili w roli profesorów futbolu. Prawie każdy z nich grał bowiem przed wojną w jakimś włoskim klubie. Wojskowi wybiegali na murawę w armijnych strojach do zaprawy sportowej, a miejscowi w trykotach z małą swastyką na piersiach. Stoczono kilka pojedynków.


Znowu lepsi byli goście, którzy traktowali je jako sparingi przed ważniejszymi dla nich meczami. Występowali przecież w A-klasowych, lokalnych rozgrywkach razem z iużynami z Cieszyna, Karwiny bądź Bogumina. Szczupli Włosi musieli stawić czoło zespołom niemieckim preferującym futbol siłowy, atletyczny. Z konfrontacji tej wychodzili zmaltretowani poobijani, by nie powiedzieć skopani. Będąc ludźmi "niższymi rasowo'" nie powinni byli wygrywać, a tymczasem często im się to udawało za sprawą znakomitego, wysokiego bramkarza Francesca Gatta. Jego udane parady wprawiały we wściekłość "iezystych aryjczyków", którzy uważali, że zasada "Ubermensch-a" musi obowiązywać również na boisku. Nie trzeba dodawać, jak bardzo cieszyły skoczowian ich zwycięstwa zad "napuszonymi" rywalami z Cieszyna. Włosi grali najczęściej w następującym składzie: Francesco Gatto, Antonino Faranda, Renzo Arancio, Angelo Decio, Luciano Bodoira, Baetano Condorelli, Luigi Janotti, Filippo Fancina, Dario Resia, Dante Monti, Tino Grimaldi, Gaetano Brambilla, Salvatore OHva, Ansperto Consonni, Sebastiano Strongoli, Giuseppe Dromme, Angelo Bosco.


Przychodzili oni na mecze wraz z kolegami, tworząc zwartą kolumnę liczącą zazwyczaj 60-30 żołnierzy. Maszerując, śpiewali bez skrępowania sprośne pio­senki adresowane m.in w ich wodza B. Mussoliniego. Jedna z nich nosiła tytuł "Primavera" (wiosna),
w którą wplecione były zwrotki, o treści typu:niedołęgo, my i tak Cię wykończymy" itp. Zachowy­wali się w ten sposób, gdyż właśnie przez rodzimych faszystów zmuszeni zostali do wysługiwania się Niemcom i do wyjazdu na front, odległy od ich domów o tysiące kilometrów. Mieli świadomość tego, iż na Wschodzie nie bronią ojczyzny lecz uczestniczą w wojnie totalnej, pełnej szokujących okropności. Widzieli co się działo na Ukrainie, gdzie pilotowali pociągi z zaopatrzeniem jadącym przez Lwów do Odessy lub do Kijowa, Charkowa czy Lugańska. Wszędzie spotykali wynędzniałych głodnych i schorowanych ludzi. Dlatego nie dziwili się częstym włamaniom do wagonów i napadom na transporty dokonywanym nawet przez zdesperowanych, nastoletnich chłopców. Gdy któregoś z nich schwytano nie stawiał oporu, ale domagał się łaski wołając "pane, pane" co Włosi rozumieli jako prośby o chleb. Co wrażliwsi próbowali unikać służby przy konwojowaniu składów. Wszelkimi sposobami "uciekali" do wart i pracy w jednostce u Hiickla. Niektórzy symulowali chorobę. Na przykład Nino Faranda wsypywał sobie do oczu jakiś proszek, przez który źrenice robiły mu się czerwone. Lekarzowi tłumaczył, że ma to związek z raną po szrapnelu, który we Francji uciąt mu palec i trafił w czoło. Z powodu czerwonych oczu parę razy zawrócono go ze Lwowa. Stacjonując w Skoczowie, miał więcej czasu na trenowanie i kupowanie po okolicznych wsiach masła, jajek i sera potrzebnych do przyrządzania włoskich specjałów. Tak jak pozostali Włosi mówił trochę po polsku, więc potrafił wyjaśnić przestraszonym gospodyniom, że nie jest szpiegiem i nie należy się go bać. Wszyscy żołnierze handlowali czym tylko mogli. Oferowali konserwy mięsne i rybne, różne drobiazgi, a nawet i zdobyczny towar Niektórzy z nich za papierosy gotowi byli wymienić wszystko co mieli. Kilkunastu z tych chłopców przyjaźniło się z miejscowymi rodzinami. Bywali u nich zawierając dalsze znajomości. Nad wyraz polubili przy tym placki ziemniaczane pieczone tradycyjnie, na blasze oraz kluski na parze ze śliwkami. Jeszcze dzisiaj skoczowianie pamiętają ich apetyt na te potrawy i słowa "fare placki, fare kluski, presto, prcsto".


Tymczasem Niemcy osłabieni przedłużającą się ofensywą pod Stalingradem, w której ponosili ogromne straty zaangażowali do walki swoich sprzymierzeńców, pełniących dotąd głównie funkcje pomocnicze na zapleczu frontu. 8 Armia Włoska obsadziła Don od Nowej
Kalitwy do Wieszczeskiej. Tworzyła bowiem trzon ponad 60 tys. Korpusu Ekspedycyjnego w Rosji (KSIR) dowodzonego przez G. Messę. Jej morale i uzbrojenie budziły wątpliwości, a nawet obawy dowództwa niemieckiego nie ufającego "cygańskiej zbieraninie".


Tężejący opór Armii Czerwonej i straszna, rosyjska zima zdziesiątkowały jednak niezwyciężone dotąd dywizje. O pełnowartościowych, bitnych żołnierzy było 'coraz trudniej. Stąd wszelkie luki na froncie "zapychano" jednostkami rumuńskimi, węgierskimi, fińskimi i słowackimi.

4 grudnia 1942 r. wysłano pod Stalingrad kompanię skoczowską6. Jej żołnierze, którzy byli wtenczas w mieście bądź dotarli do niego, w ciągu czterech dni wraz z wracającymi ze wschodu pociągami zostali pośpiesznie skierowani do walki. Na miejscu zostało tylko około 70 Włochów będących w rozjazdach. Nie wiadomo, co się stało ze skoczowskimi "Italiańcami". Ostami list, jaki przesłali do znajomych z "Zabawy", jadąc jeszcze na front nosi datę 2 grudnia 1942 r. Nikt z nich nie wrócił już pod Kaplicówkę, ani do domu do słonecznych Apeninów. Wśród wieści, jakie później dotarły do Skoczowa, przeważały wersje o tym, że zginęli oni pod Lugańskiem, że dostali się do niewoli sowieckiej, że pociąg, którym podążali na wschód został zbombardowany lub że padli ofiarą partyzanckiej akcji niedaleko Dniepru. Najbardziej prawdopodobne jest to, iż m.in. Anto­nio Faranda, Angelo Decio i Renzo Arancio nie dotarli do miejsca przeznaczenia za sprawą natarcia wojsk radzieckich, okrążających armię feldmarszałka Rzeszy F. von Paulusa pod Stalingradem. 18 grudnia 1942 r. uderzenie Frontu Dońskiego zmiotło dwie dywizje piechoty włoskiej w rejonie rz. Kalitwy. Sześć dni później została tam rozbita 8 Armia Włoska, z której kilkanaście tysięcy soldatów dobrowolnie poszło do niewoi. Niestety powrócili z niej tylko nieliczni.


Jeszcze pięć miesięcy po klęsce stalingradzkiej (2.02.1943 r.) "skoczowscy" Włosi transportowali na Wschód zaopatrzenie dla cofających się formacji hitlerowskich. Aby zatrzymać prącą na Zachód Armię Czerwoną, ogłoszono nadzwyczajną mobilizacje i powołano pod broń wszystkich mężczyzn, zdolnych jeszcze do służby wojskowej. Dlatego nie było już komu grać na stadionie nad Wisłą. Zawieszono rozgrywki piłkarskie. Nawet Włosi przestali tam trenować, gdyż prawie wszystkich zaangażowano do obsługi transportów. 23 lipca 1943 r. dotychczasowy szef sztabu generalnego gen. Piętro Badoglio obalił rząd B. Mussoliniego i rozpoczął pertraktacje z aliantami, którzy wylądowali na Sycylii. Niemcy zareagowali na to masowymi intemowaniami żołnierzy włoskich. Tysiące uwięziono w obozach jenieckich. Wielu rozstrzelano. Tych ze Skoczowa w ciągu kilku godzin rozbrojono i załadowano do wagonów. Pociąg z nimi pojechał na południe przez Lwów, pod którym jednostki "SS" zabiły wcześniej wielu ich kolegów. Potem silnie strzeżony transport, skierowany został do Rumunii i Jugosławii. Informacje o tym przekazał już po wojnie znany skoczowianom sycylijczyk - Sebastiano Strongoli, któremu udało się z niego uciec. Potem eto końca wojny ukrywał się on u pewnej Włoszki. Poślubi ją w r.1946, ale nie zapomniał przy tym o swoim synu mieszkającym w Skoczowie. Co zaś stało się z pozostałymi, nie bardzo wiadomo. Tylko nielicznym udało się dotrzeć do Włoch. Według relacji, większość pozostała na zawsze w niemieckich obozach. Kilka miesięcy później "innych zdrajców" umieszczono w Brennej i zmuszono do pr przy wyrębie lasu i transportowaniu drewna na skoczowski dworzec kolejowy. W lutym 1944r. terror wobec nich, nieco zelżał. Włosi mogli już poruszać się po wsi, lecz pod
nadzorem. Głodowali, dlatego życzliwi ludzie dawali im jedzenie, aby tylko mogli przeżyć. Kilkudziesięciu z nich nie wytrzymało poniewierki i uciekło do partyzantów. Różne były ich /osy. W jednej ze stodół w Brennej, Niemcy spalili 13., a w drugiej 1 l-tu Włochów. W czasie działań wojennych zniszczono, bądź rozebrano na opał ogrodzenie stadionu. Kilka bomb spadło na boisko. Jakiś czas stały na nim okopane działa przeciwlotnicze.

W  lutym 1945 r. Rosjanie podeszli pod Bielsko i rozpoczęli bombardowanie Skoczowa. Zniszczonych lub uszkodzonych zostało kilkanaś­cie domów w centrum i na peryferiach. 1 Maja, do opuszczonego przez hitlerow­ców miasta, wkroczyli żołnierze Frontu Ukraińskiego. Dla skoczowian zakończyła się długa wojenna gehenna.


Nie zapomniano o włoskich
Ilvo Sanna na pierścieckim dworcu jesienią 1942 roku. Repr. Leszek Raszka przyjaciołach. Słano na południe listy, na które przychodziły odpowiedzi od Salvatore 01ivii z Reggio w Calabrii, od Ansperto fconsonniego z Sergano spod Mediolanu i od Sebastiano Strongoli z Confienzy, niedaleko Pavii. Zmarł już kapitan Arturo Vigliano, lecz wojenne przyjaźnie przetrwały dziesięciolecia i trwać będą dopóty, dopóki nie odejdą ludzie, dla których młodość przypadła na czasy pogardy i nienawiści. Ci, co polegli, jak i ci, co przeżyli, zdali egzamin z człowieczeństwa. Polacy i Włosi po raz kolejny w historii obu narodów pokazali, że wartości ogólnoludzkie, zawsze wygrywają ? ideologiami różnych odmian. pisano na podstawie wspomnień Emilii Farandy i Franciszka Obornego.


Przypisy:

1. W roku 1927 drużyna skoczowska zdobyła mistrzostwo klasy B. Niestety w tym Q>m roku przeprowadzono reorganizację rozgrywek, w efekcie której Skoczów znów w klasie B.

b. W kampanii wrześniowej zginął Wilhelm Czulak i Bolesław Bogusz.
5 Zabawa - dzielnica Skoczowa - Neue Vorstadt.

- Skoczowski adres kompanii: "63 Compagnia Presidiaria Posta Militare nr 90". 5. Po wojnie ożenił się ze skoczowianką.


Adres frontowy: "81 Reggimento Fanteria Compagnia Comando Reggimentale Posta far ar/J2".

Kalendarium pochodzi z „Kalendarza Miłośników Skoczowa” 1999, udostępnionego dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.