Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

Wandalowie i Słowianie na Śląsku i na innych Polskich ziemiach

Robert Orawski

WANDALOWIE I SŁOWIANIE NA ŚLĄSKU I NA INNYCH POLSKICH ZIEMIACH

 

 

Przez całe dziesięciolecia archeologia polska wplątana była w historię polityczną XIX i XX wieku. Z tego powodu problem obecności Słowian na rdzennie polskich ziemiach do dzisiaj nie został rozstrzygnięty.

 

Nad badaniami związanymi z etniczną przynależnością starożytnych mieszkańców ziem polskich zawsze bowiem ciążyły względy pozanaukowe związane głównie z konfliktem terytorialnym polsko-niemieckim, który zaostrzył się po I wojnie światowej. Archeolodzy i historycy z obu krajów starali się wówczas udowodnić odwieczną germańskość lub równie starą słowiańskość ziem w dorzeczu Odry i Wisły. Stąd też silny nacisk kładziono m.in. na popularyzację rzekomo prasłowiańskiego Biskupina, grodu odkrytego w r. 1934 na półwyspie Jeziora Biskupiego i to niedaleko kolebki państwa polskiego - Gniezna. Fakt ten idealnie pasował do potrzeb propagandowych gdyż niejako umacniał obecność Piastów na ziemiach zachodnich. Taki sposób rozumowania położył się jednak głębokim cieniem, szczególnie po II wojnie światowej na możliwość obiektywnego spojrzenia na pochodzenie etniczne kultury łużyckiej (1300 p.n.e. - 400 p.n.e.). Z dzisiejszej perspektywy kwestia ta wydaje się być bez znaczenia. Niemniej jeszcze do końca lat 70-tych prawie bezkrytycznie lokowano Słowian między Odrą, a Wisłą i to w zasadzie od zawsze. Właśnie bezpośrednio od uch Prasłowian wyrosłych niby z pnia łużyckiego wywodzić się miały plemiona, które w X wieku stworzyły państwo polskie.

 

Historyczne oparcie dla takich poglądów znajdowano głównie w informacji historyka gockiego Jordanesa, który w VI w. n.e. wymienił na ziemiach obecnej Polski lud Wenetów będący faktycznie Słowianami. Wenetów Jordanesowych w sposób niemal bezkrytyczny, automatyczny zidentyfikowano ze wspomnianymi wcześniej przez Pliniusza, Tacyta i Ptolemeusza - Wenedami czy też Wenetami. Tych ostatnich trudno jest dokładnie zlokalizowć na współczesnej mapie. Warto wspomnieć, że ta sama nazwa pojawia się też w innych odległych miejscach Europy np. nad Adriatykiem i w Armoryce. Podsumowując najnowsze badania plemię Wenedów Pliniusza i Ptolemeusza umieszczać należy w rejonie Sambii koło Królewca i wiązać z ludami bałtyckimi, z Bałtami, Prusami, Jaćwingami, Łotyszami czy Litwinami. Natomiast Wenetów Tacyta trzeba szukać gdzieś między Dnieprem, a Bugiem. Właśnie to plemię uznać można za przodków Wenetów - Słowian znanych Jordanesowi. Trzeba jednak pamiętać, że o ludach zamieszkałych na ziemiach polskich u schyłku starożytności nie ma danych bezpośrednich. Historycy i geografowie greccy i rzymscy wymieniali w swych dziełach dziesiątki nazw plemion. Jednak tylko niektóre z nich opisali dokładnie, a o innych zachowały się jedynie wzmianki. Informacje te mało kiedy osadzone są w czasie i przestrzeni i to na tyle precyzyjnie, by mogły być odniesione do konkretnych zespołów archeologicznych. Ewenementem są tutaj plemiona zachodnich Bałtów stanowiące rzadki przypadek ciągłości kulturowej od starożytności, aż do czasów współczesnych. Natomiast na ziemiach polskich nie spotykamy się z taką samą ciągłością obecności tu Słowian. Również Ziemia Cieszyńska była we władaniu różnych ludów. W grodzisku w Międzyświeciu odnaleziono ślady kultury łużyckiej z VII - V w.p.n.e. Docierały do niego wpływy kultury halsztackiej ( 700 r.-- 400r. p.n.e.) puchowskiej, kwadzkiej i celtyckiej. W III w.p.n.e. o jego losie decydowały watahy azjatyckich Scytów, których zagony penetrowały Śląsk. Potem wydaje się on "mieścić w zasięgu mocnej w tym czasie na Górnym Śląsku kultury przeworskiej, a szczególnie jej głubczycko-raciborskiego ośrodka. Stąd też z o wiele większym prawdopodobieństwem przedstawicieli tej kultury właśnie widzieć by można jako gospodarzy Podbeskidzia w okresie wpływów rzymskich".

 

Od przełomu III i II w. p.n.e. w środkowej i południowej Polsce obserwujemy jednolity, zwarty zespół źródeł wykopaliskowych zwanych kulturą przeworska, o której dotychczas niewiele mówiono. Kultura ta egzystowała na naszych terenach, w tym i na Śląsku w okresie od II w p.n.e. do V w n.e. Jej nazwa pochodzi od dużego cmentarzyska odkrytego koło Przeworska nad Sanem. Plemiona tworzące tą kulturą identyfikowane są ze znanym z przekazów historycznych związkiem lugijskim. Coraz więcej naukowców skłania się obecnie ku poglądowi, że trzon tej kultury tworzyły plemiona wschodnich, germańskich Wandalów. Związek Lugijski osiadły na północ od łuku Sudetów i Karpat, a więc będący częścią ludów tworzących kulturę przeworska, to nie kto inny tylko sienkiewiczowscy Ligowie. Bohaterką "Quo vadis" jest Ligia - rzymska zakładniczka, córka króla Ligów, która wedle wcześniejszych ustaleń nie mogła być Słowianką, choć życzył sobie tego autor powieści.

 

Już kilka lat temu na podobne uproszczenia zwrócił uwagę min. Jerzy Kolendo. Stwierdził on m.in. iż upieranie się przy tym, że np. Kalisia to Kalisz" nie ma sensu, gdyż starożytna Kalisia znajdowała się znacznie bardziej na południe i to na terytorium Słowacji. Jak doszedł do takich wniosków?

 

Geograf aleksandryjski Ptolomeusz umieścił Kalisję w miejscu, które znacznej części badaczy starożytności kojarzyło się ze średniowiecznym i współczesnym Kaliszem. Zarówno z uwagi na podobieństwo nazwy, jak i na podbną odległość Kalisji i Kalisza od Dunaju i ujścia Wisły. Dzisiejszy Kalisz jest faktycznie usytuowany w strefie szlaku bursztynowego wiodącego z południa przez Bramę Morawską nad Zatokę Gdańską i Półwysep Sambijski. Dla historyków możliwość zlokalizowania jakiegoś punktu na ziemiach polskich znanego w czasach antycznych zawsze była bardzo atrakcyjna. Zakrojone na szeroką skalę badania wykopaliskowe w rejonie Kalisza odsłoniły bogaty nateriał archeologiczny z okresu odpowiadającego przekazowi Ptolemeusza. Dolina rzeki Prosny około przełomu er należała do obszarów stosunkowo gęsto zaludnionych, stąd takie bogactwo znalezisk identyfikowanych dotąd z Kalisją.

 

Tymczasem starożytna Kalisja na mapie Ptolomeusza leżała na południe od miejscowości Leukaristos5. Miejsce to można precyzyjnie usytuować. Leukaristos jest identyczny z Leugaricio, w którym na przełomie 179 i 180 r. n.e. (za panowania Marka Aureliusza) przezimował oddział rzymskiego legionu biorącego udział w wojnach marko-mańskich. Leguaricio zaś to dzisiejszy Tren-czyn na Słowacji oddalony od Skoczowa w linii prostej o ok. 130 km, gdzie rzymscy legioniści pozostawili po sobie kamień z wyrytym na nim napisem. Kalisję należy zatem lokować na południe od Trenczyna. Niestety nie można uściślić jej położenia, podobnie zresztą jak większości miejscowości ujętych na antycznych mapach za tzw. limesem, granicą cesarstwa rzymskiego.

 

Wracając do ludów tworzących kulturę przeworska trzeba zwrócić uwagę na to, że w krótkim czasie plemiona te na bardzo rozległym obszarze zaczęły budować podobne osady, chować zmarłych według tego samego rytuału, na podobnie usytuowanych cmentarzach, hołdować tej samej modzie i podobnie się organizować. Germańska kultura przeworska charakteryzowała się m.in. tym, że ludzie z tych plemion mieszkali w osadach otwartych, nie obronnych zajmowanych przez kilka lub kilkanaście rodzin. Trudnili się handlem, hodowlą, kowalstwem i wieloma innymi rzemiosłami. Mieli bardzo dobrze rozwiniętą metalurgię żelaza. Zmarłych palili na stosach grzebiąc ich potem wprost do ziemi lub wkładając prochy do glinianych naczyń. Do takich grobów wkładali broń, ozdoby i części stroju. Ważną rolę w tych społecznościach odgrywali wojownicy. Wskazują na to liczne groby z całymi zestawami uzbrojenia. Plemiona przeworskie na tle sąsiednich ludów wyróżniały się swoistą kompozycją niemal jednakowych elementów stroju, w którym spory udział miały przedmioty żelazne, z brązu, mosiądzu, srebra i złota. Ludzie ci prowadzili ożywioną wymianę ze znaczną częścią ówczesnej Europy. Początkowo ich głównym partnerem handlowym byli Celtowie - wielki i niezwykle istotny dla cywilizacji europejskiej lud, który z czasem zajął nieomal całą zachodnią Europę.

 

Akceptacja i adaptacja wzorców celtyckich doprowadziła do radykalnych przemian kulturowych plemion Wandalskich zamieszkujących od II w. p.n.e. dorzecze Odry i Wisły zbliżając je tym samym do kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej. U szczytu swej potęgi, a więc w okresie lateńskim (między IV, a I w. p.n.e.) Celtowie mieszkali na Śląsku i w rejonie Krakowa. Stworzyli tutaj mieszaną grupę osadniczą celtycko-przeworską kontrolującą handel bursztynem i innymi towarami z imperium rzymskim. Z czasem funkcję tą przejęły wandalskie i lugijskie plemiona kultury przeworskiej, które zaczęły przejmować coraz więcej wzorców kultury rzymskiej. Głównie pewne elementy mody, ekonomii, uzbrojenia i sposobów walki. Mimo zakazów cesarskich handlarze rzymscy przemycali do Wandalów broń.

 

W drugiej połowie IV w. n.e. zaczęło pogłębiać się osłabienie Cesarstwa. Wymiana handlowa powoli ustawała, a na ziemiach polskich poczęła kończyć się epoka rzymska. Coraz częściej i z coraz większą siłą atakowały Imperium plemiona germańskie. Najazdy tych barbarzyńskich ludów sprawiły, że w IV w. n.e. granice Cesarstwa zostały definitywnie przełamane i stały niemal otworem. Drugim, ważniejszym powodem, który sprawił przesunięcie się całych ludów zamieszkujących dotychczas na północ od limesu rzymskiego na zachód i w głąb Cesarstwa był u schyłku IV w.n.e. najazd azjatyckich Hunów. W jego następstwie ludność przeworska opuściła ziemie polskie lecz nie doszło do ich całkowitego wyludnienia. Zanik kultury przeworskiej w połączeniu z chronologią jej upadku dokładnie pasuje do historycznego obrazu wielkiej wędrówki Wandalów przez niemal całą Europę do północnej Afryki, gdzie stworzyli własne, efemeryczne państwo.

 

Właściwie w ciągu półwiecza zanikło osadnictwo przeworskie. Na terenie współczesnej Polski pojawiła się nowa kultura archeologiczna zdecydowanie inna od tej poprzedniej. Na arenę dziejów wkroczyli Słowianie przybyli w V w. n.e. znad Dniepru i Donu, potomkowie Jordanesowych Wenetów .

 

Od północy kultura przeworska sąsiadowała od I w.n.e. z inną kulturą germańską, z kulturą wielbarską będącą pozostałością po skandynawskich Gotach, którzy około przełomu er osiedlili się na południowym wybrzeżu Bałtyku, a po kilku stuleciach zawędrowali aż nad Morze Czarne. Z kolei w południowo-zachodniej Polsce w tym samym czasie żyli Silingowie będący jednym z odłamów Wandalów. Od nich może pochodzić nazwa Śląska i góry Ślęzy choć wielu polskich historyków nie zgadza się z tą opinią. Ich zdaniem w gwarze śląskiej "śłą-gwa" oznacza wilgotne powietrze, a "sięgnąć" znaczy moknąć. Wrocław ma klimat morski więc wydaje się, że rację mają nasi naukowcy. Jeszcze inne wzmianki mówią o Hasdingach, innym plemieniu wandalskim, które pod koniec II w. n.e. pojawiło się na przedpolu rzymskiej Dacji. Informacje te dokładnie łączą się w czasie i przestrzeni z ekspansją kultury przeworskiej na południe.

 

Podsumowując wszystkie podane wyżej fakty trzeba stwierdzić, że kulturę przeworska tworzyli Germanie, natomiast Słowianie nie mieli z nią nic wspólnego. Potwierdziły to badania powojenne, które obaliły pogląd upatrujący w Prasłowianach odrębnej grupy etnicznej, rzekomo egzystującej niezauważenie niemal przez dwa tysiąclecia (od czasów kultury łużyckiej) w Europie środkowo-wschodniej, aż do swej nagłej ekspansji na przełomie starożytności i średniowiecza.

 

Dopiero w V i VI stuleciu n.e. wielka fala słowiańska przeszła przez Karpaty i opanowała Europę środkowo-wschodnią dochodząc do Łaby, gdzie odrębne państwa założyli Wieleci, Obodrzyce i Redarowie. W przeciągu kilku wieków plemiona słowiańskie wzmocniły się politycznie i militarnie na tyle, że stały się znaczną siłą, z którą liczyli się sąsiedzi.

 

Dlatego Karol Wielki (rządził od 768r. do 814r.) żywo interesował się co działo się w słowiańskiej części kontynentu. Jeden z wywiadowczych zagonów frankońskich, prawdopodobnie walczący z Węgrami musiał przejść niedaleko Skoczowa i dotrzeć do górnego biegu Wisły, gdyż Einhard -- autor "Żywota Karola Wielkiego" zanotował w nim nazwę naszej rzeki. Inny skryba frankoński, który po r. 843 sporządził tzw. "Geografa bawarskiego" wspomina w nim o Wiślanach, o innym plemieniu słowiańskim zajmującym nad Wartą 98 twierdz, o Dziado-szycach i Opolanach oraz o Golęszycach władających pięcioma grodami. Informacje o Wiślanach zgromadził także król angielski Alfred Wielki (871 r.-901r.). W akwizgrańskim dokumencie Golęszyce figurują jeszcze wtedy jako plemię niezależne od Wiślan mających swoją ojczyznę między Bytomiem, Oświęcimiem, Nidą i Dunajcem. Szereg czynników przemawia za lokalizacją Golęszyców na przedpolu północnym Bramy Morawskiej. Jednym z ich grodów i to najbardziej wysuniętym na północny-wschód był gród w Mię-dzyświeciu strzegący najprawdopodobniej przejścia przez Wisłę. Dalej na wschód nie odkryto następnych grodzisk w czym należy upatrywać istnienie na tym obszarze strefy międzyplemiennej dzielącej Wiślan i Golęszyców.

 

Wielu historyków sądzi, że Golęszyce już po sporządzeniu tzw. Geografa Bawarskiego stali się państewkiem zależnym od Wiślan. Nie można przecież wykluczyć ekspansji potężnego sąsiada na zachód. Opanowanie tak ważnego strategicznie i politycznie rejonu mogło być z kolei przyczyną interwencji zbrojnej chrześcijańskiej Rzeszy Wielkomorawskiej.

 

W IX w jakiś nieznany z imienia duchowny chrześcijański napisał "Żywot Św. Metodego" - apostoła Słowian. Można przeczytać w nim, że "Metody miał dar proroczy i wiele sprawdziło się z jego przepowiedni, z których tylko jedną lub dwie tu wymieniamy. Pogański książę bardzo potężny siedząc w Wiśle (Wiślech) urągał chrześcijanom i szkody im wyrządzał. Posławszy więc do niego kazał mu (Metody) powiedzieć: dobrze by było, synu abyś się dał ochrzcić, bo inaczej będziesz w niewolę wzięty i zmuszony przyjąć chrzest na ziemi cudzej, wspomnisz moje słowo. Tak się też stało"1 Szczyt potęgi państwa Wiślan przypadł zapewne na koniec IX w. Około r.880 zza Karpat spadła na nie katastrofa. Świętopełek II, wojowniczy władca słowiańskiego państwa Wielkomorawskiego podbił Wiślan, ochrzcił jego lud i wziął w niewolę księcia.

 

Najdogodniejsze dojście do państwa Wiślan prowadziło przez Bramę Morawską i terytorium Golęszyców, których obronne, ale nieliczne grody blokujące przejście zostały zniszczone, a w rezultacie podboju i uzależnienia tej ziemi nie mogły zostać wtedy odbudowane. W 26 lat później, w r. 906 państwo Wielkomorawskie zniszczyli z kolei pogańscy jeszcze wówczas Węgrzy, dzięki którym Wiślanie odzyskali wolność, ale już nigdy nie wrócili do swojej dawnej świetności. Tym bardziej, że w tym samym stuleciu ziemie ich zwojowali chrześcijańscy Czesi, po których na wawelskim wzgórzu pozostał kościółek obecnie zwany rotundą św. Feliksa i Adaunkta.

 

Na podstawie tych faktów można sądzić, że ziemie Śląska Cieszyńskiego zetknęły się z chrześcijaństwem dużo wcześniej niż pozostałe polskie ziemie, które jak wiadomo przyjęły chrzest dopiero po r. 966.

Towarzystwo Miłośników Skoczowa ul. Mickiewicza 10
Staraniem Towarzystwa ukazały się: "50 obrazów starego Skoczowa" Edwarda Biszorskiego, Album o Skoczowie, Kalendarze Miłośników Skoczowa na rok: 1996, 1997 i 1998 i zbiór opowiadań gwarowych pt: "Roztomili Ludeczkowie".
Zarząd Towarzystwa Miłośników Skoczowa:
Józef Drabina - przewodniczący Robert Orawski - zastępca przewodniczącego Apolonia Kołatek - skarbnik Sylwia Kożdoń - sekretarz
Członkowie Zarządu:
Anna Szczypka Witold Kożdoń Karol Kajzer
Komisja Rewizyjna:
Wojciech Kumiega - przewodniczący Paweł Szarzeć - z-ca przewodniczącego Rudolf Tyrna - z-ca przewodniczącego
Zebrania Zarządu odbywają się w czwartki od godz. 17.00 do godz. 19. 00 Wtedy też przyjmowani sanowi członkowie TMS.
Zapraszamy!


Artykuł pochodzi z „Kroniki Skoczowa” 1997,nr 12 udostępnionej dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.