Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

Wielka woda pod kaplicówką

Witold Kożdoń

WIELKA WODA POD KAPLICÓWKĄ

 

W lipcu 1997 r. przez południową Polskę przetoczyła się potężna fala powodziowa. Niektórzy uznali kataklizm za powódź tysiąclecia. Żywioł zaatakował również na Śląsku Cieszyńskim. Mimo iż główne rzeki naszego regionu nie wystąpiły z brzegów, przypomniały jednak, że mogą być bardzo groźne.

 

W niedzielę, 6 VII, w Wiśle spadło 128 milimetrów deszczu. We wszystkich rzekach naszego regionu nastąpił gwałtowny przybór wody. O godz. 14 rejonowy komitet przeciwpowodziowy w Cieszynie ogłosił stan pogotowia. O zaistniałej sytuacji zostali powiadomieni członkowie gminnego komitetu przeciwpowodziowego w Skoczowie.

 

W magistracie rozpoczęto stałe dyżury. Zmobilizowano gminne jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, zlustrowano miejsca najbardziej zagrożone zalaniem. Z magazynu rejonowego komitetu przeciwpowodziowego zostały pobrane brezentowe worki. Doszło przy tym do sytuacji kuriozalnej. Okazało się, że klucz od skoczowskiego magazynu przechowywany był w Cieszynie, w siedzibie rejonowego komitetu przeciwpowodziowego!

 

W niedzielę pojawiły się pierwsze problemy. Nie wytrzymała instalacja odwodniająca ulice Wiślicką i Stalmacha, w wyniku czego została zalana jezdnia ulicy Stalmacha. Pracownicy Urzędu Miasta szybko zlikwidowali skutki niedrożności sieci kanalizacyjnej.

 

W poniedziałek, 7 VII, o godz. 10 burmistrz Skoczowa Witold Dzierżawski zwołał posiedzenie gminnego komitetu przeciwpowodziowego2. W trakcie narady członkowie komitetu poinformowali o stopniu przygotowania do prowadzenia akcji przeciwpowodziowej i ewakuacyjnej oraz o stanie zaopatrzenia w żywność i niezbędny sprzęt. Ustalono dyżury służby zdrowia i pogotowia weterynaryjnego oraz miejsca ewentualnej ewakuacji ludności. Zdecydowano również, że koordynacją działań będzie się zajmował 11-osobowy zespół, wyłoniony spośród członków komitetu przeciwpowodziowego. Na czele zespołu stanął burmistrz. Po zakończeniu posiedzenia w Wydziale Techniczno-Inwestycyjnym Urzędu Miasta rozpoczął się całodobowy dyżur obsługi technicznej. Trwał on do 10 VII.

 

W poniedziałek ciągły wzrost poziomu wód w rzekach i potokach spowodował zarządzenie pogotowia w kilku firmach dysponujących ciężkim sprzętem niezbędnym do robót ziemnych i montażowych. W tym dniu do najbardziej zagrożonych miejsc dostarczono około 40 metrów sześć, piasku oraz około 2 tys. worków4.

 

We wtorek, 8 VII, szef Obrony Cywilnej Miasta Skoczowa wprowadził w zakładach pracy stały dyżur, który trwał do 11 VII. Dodatkowo, od 8 do 10 VII w fabrykach postawiono w stan gotowości drużyny Obrony Cywilnej.

 

Największe niebezpieczeństwo groziło skoczowianom we wtorek i środę, 8-9 VII. Zrzuty wody podejmowane dla ratowania zbiornika retencyjnego w Wiśle Czarnem powodowały gwałtowny przybór wody w rzece. We wtorek, 8 VII, w Skoczowie poziom Wisły przekroczył stan alarmowy, który wynosi 260 centymetrów. O godzinie 17 głębokość rzeki sięgała 360 cm. Na szczęście, w nocy woda powoli zaczęła opadać. O godz. 23 jej poziom wynosił jeszcze 340 cm, natomiast w środę o godz. 8 już "tylko" 275 cm. Niebezpieczeństwo istniało jednak nadal. W środę stan alarmowy zbiornika retencyjnego w Wiśle Czarnem nadal był przekroczony o niemal 3 metry. Woda zbliżała się do korony wału. Od szczytu zapory dzieliło ją zaledwie 150 cm.W krytycznym momencie tama powstrzymywała około 3 milionów sześć. wody5. Przesądzono już niemal ewakuację mieszkańców Wisły i Ustronia Polany. Również skoczowski komitet przeciwpowodziowy był bliski podjęcia decyzji o ewakuacji mieszkańców z zagrożonych zalaniem terenów. Do ich przyjęcia przygotowano Szkołę Podstawową w Pogórzu, SP 8 w Skoczowie oraz (dodatkowo) skoczowską SP 3 i Szkołę Podstawową w Kiczycach. W budynkach szkolnych przygotowano miejsca noclegowe, można tam było również otrzymać posiłek.

 

Wisła zagroziła skoczowskim wałom w trzech miejscach: niedaleko ujścia Brennicy, na wysokości Kuźni oraz w Kiczycach przy Ośrodku Wypoczynkowym "Marcel". Na wysokości Kuźni rzeka zerwała betonowy próg, uszkodziła także zabezpieczenia prawego brzegu. W wielkich opałach znalazła się oczyszczalnia ścieków. Zalany został jej wypływ. Do przelania się wody przez koronę studzienek i zatopienia obiektów brakowało 30 cm. Ilość ścieków, jaka napływała do oczyszczalni, była 9 razy większa od średniego dopływu dobowego. Sytuację uratowały stawy awaryjne, które przyjęły nadmiar rozwodnionych ścieków.

 

Bardzo niebezpieczne okazały się niesione przez rzekę pnie, gałęzie, a czasem całe konary. Ich napór zaczął zagrażać ławom w Ochabach i Skoczowie. We wtorek, 8 VII, zamknięto je dla pieszych. W południe strażacy zażądali bosaków potrzebnych do usuwania tworzących się zatorów. Sprzęt dostarczyli im pracownicy Wydziału TI UM. Nie obeszło się przy tym bez kłopotów. Bosaki znajdowały się w magazynie Zarządu Wodnych Melioracji na ul. Krzywej, jednak w trakcie "powodzi" Rejonowy Zarząd Wodnych Melioracji nie wyznaczył stałych dyżurów ani w magazynie, ani w skoczowskim komitecie przeciwpowodziowym. Magazyniera trzeba więc było sprowadzić z Cieszyna, a następnie, po pobraniu potrzebnego sprzętu i dopełnieniu wszystkich formalności, odwieźć go z powrotem!

 

W środę o godz. 1 w nocy Wydział TI UM został powiadomiony o zalaniu drogi wojewódzkiej Ochaby - Dębowiec w rejonie stawów na granicy z gminą Dębowiec. Próby kontaktu z Rejonowym Zarządem Dróg w Cieszynie spełzły na niczym, bowiem pracownicy Zarządu zakończyli dyżurowanie we wtorek o godz. 20. Zatelefonowano więc do mieszkania kierownika Zarządu. Oświadczył on jednak, że droga Ochaby --Dębowiec jest nieistotna i w nocy nikt nie będzie się tamtędy poruszał, dlatego nie podejmie żadnych działań zabezpieczających6. W tej sytuacji pracownicy Wydziału TI UM oraz strażacy z Ochab musieli sami zabezpieczyć zalany odcinek drogi7.

 

Przez pewien czas groźna sytuacja wytworzyła się na moście drogowym w Harbutowi-cach. We wtorek w godzinach popołudniowych odnotowano niebezpieczne drgania jego konstrukcji, zauważono także pęknięcia poręczy ochronnych w miejscach dylatacji przęseł. Wieczorem most był już nieustannie obserwowany przez ratowników CB, strażaków oraz policjantów. Około godz. 23 po alarmującej interwencji obserwatorów obiekt zamknięto, jednak po oględzinach przybyłego na miejsce rzeczoznawcy ruch samochodów został przywrócony. W środę około godz. 3 w nocy, po kolejnym meldunku obserwatorów informujących o niewielkim przemieszczeniu jednego z przęseł oraz o znacznych drganiach konstrukcji, most został ponownie zamknięty. Samochody skierowano objazdem ulicą Górecką na most w centrum miasta. Po kolejnej wizycie rzeczoznawcy DODP ruch kołowy w Harbutowicach przywrócono, jednak po moście mogły się poruszać wyłącznie pojazdy o niewielkim tonażu. Ciężkie samochody nadal kierowane były na most w centrum Skoczowa.

 

Kilkudniowe, ulewne deszcze zamieniły małe, gminne rzeczki i potoki w rwące strugi. W kilku miejscach wyrządziły one sporo szkód. W Pogórzu, w rejonie Domu Pomocy Społecznej woda wdarła się do domu mieszkalnego należącego do Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej "Buczę". Zdewastowane zostały cztery mieszkania oraz budynki gospodarcze. Na dwie godziny wstrzymano także ruch na obwodnicy miasta, ponieważ woda zalała tamtejszą jezdnię. W Międzyświeciu wylała Bładnica8, zaś na Dolnym Borze doprowadzalnik wody do stawów. Nadmiaru wody nie pomieściła także młynówka ustrońsko-skoczowska, w wyniku czego zalane zostały piwnice okolicznych budynków. Najtrudniejsza sytuacja panowała jednak między drogą krajową nr 93, a ul. Wiślańską. Wcześniej w rejonie tym doprowadzono do zmian stosunków wodnych, w wyniku których teren praktycznie stał się bezodpływowy. Padające przez kilka dni ulewne deszcze (oraz nieszczelny kolektor sanitarny) spowodowały podtopienie obszaru.

 

W Skoczowie alarm przeciwpowodziowy został odwołany 23 VII. W jego trakcie przyjęto 83 zgłoszenia; 57 razy trzeba było wypompowywać wodę z zalanych piwnic i ogródków, 26 razy interweniowano przy innych zdarzeniach (ewakuacja sprzętu, czy usuwanie powalonych drzew). Zdarzały się również fałszywe alarmy od przestraszonych mieszkańców.

 

Lipcowa akcja przeciwpowodziowa kosztowała gminę Skoczów 22.872 zł. Pod Kaplicówką z żywiołem walczyło 311 osób oraz 11 wozów strażackich. W trakcie "powodzi" wyróżniła się jednostka OSP z Wilamowic. W czasie intensywnych deszczy woda zdewastowała 8 kilometrów gminnych dróg. Straty w majątku komunalnym oszacowano na 245 tys. zł.

 

Potop wyrządził szkody w melioracjach wodnych na powierzchni 500 hektarów (ich koszt to 142 tys. zł), zniszczeniu uległo także 12 km rowów (koszt 360 tys. zł).Wysoka woda rwała brzegi potoków Knajka i Po-górzanka. W korycie Bładnicy uszkodziła umocnienia dna oraz betonowych wałów, podmyła również kładkę dla pieszych w Międzyświeciu. W korycie Wisły żywioł zniszczył próg wodny naprzeciwko Zakładów Kuźniczych oraz wał przeciwpowodziowy w Harbutowicach (naprzeciw wylotu Brennicy).

 

Zdewastowaniu uległo 10 mieszkań. Sześć poszkodowanych rodzin otrzymało bezzwrotną zapomogę w wysokości 3 tys. zł. Z kolei 15 osób wystąpiło do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej z wnioskami o udzielenie pomocy doraźnej. Cztery z nich otrzymały węgiel, natomiast jedenastu przyznano ekwiwalent pieniężny o łącznej wartości 5100 zł.

 

Żywioł zniszczył uprawy na powierzchni prawie 31 ha. Po "powodzi" do Urzędu Miasta zgłosiło się 91 poszkodowanych rolników. Specjalna komisja przyznała pomoc 69 osobom. Wszyscy otrzymali rekompensatę w gotówce. Wysokość odszkodowań wyliczono na kwotę 14.232 zł.


Gmina Skoczów wystąpiła do wojewody bielskiego o pokrycie kosztów związanych z prowadzeniem akcji przeciwpowodziowej oraz likwidacją skutków lipcowej klęski żywiołowej. Swoje potrzeby oszacowała na 265.872 zł. Z wojewódzkiej kasy otrzymała 19.200 zł. 


Artykuł pochodzi z „Kroniki Skoczowa” 1997,nr 12 udostępnionej dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.