Portal lska Cieszyskiego OX.PL
sylwester 2013
szukaj w portalu szukaj w google

Hotel miejski w Skoczowie

Robert Orawski

HOTEL MIEJSKI W SKOCZOWIE

 

Już w latach 90-tych ubiegłego wieku przy ulicy Ustrońskiej 60 znajdował się mały hotel miejski wraz z restauracją, będący od dwóch pokoleń własnością rodziny Rose-nthalów przybyłych do Skoczowa z Milówki (w spisie właścicieli budynków z r. 1836 nazwisko to nie figuruje). Jeden z jej protoplastów około r. 1867 nabył przy potoku Bładnica parcelę o powierzchni 1032m kw. ' z zabudowaniami po skoczowskich rolnikach, Johanie Hrappku i Johanie Hainie. Dopiero Adolf Rosenthal urodzony w listopadzie 1865 r. nadbudował dom Hrappka od strony ul. Ustrońskiej o jedno piętro tworząc na nim trzypokojowe mieszkanie i hotel. Składał się on z sześciu jedno i dwuosobowych pokoi o niskim standardzie. W każdym z nich obok węglowego, kaflowego pieca stały łóżka, szafy i krzesła. Była tam też umywalka z miednicą, wiadro i taboret. Toalety znajdowały się na tym samym poziomie w dwukondygnacyjnej, dostawionej do budynku, drewnianej dobudówce. Obok nich był magazyn z bielizną prowadzony przez żonę Adolfa, Ernestynę z domu Huppert przywiązującą dużą wagę do czystości. Szczególnie dbała ona o pościel i świeże ręczniki.

 

Restauracja na dole była podobnej kategorii gdyż gromadziła woźniców, okolicznych i przyjezdnych gospodarzy, a głównie handlarzy bydła i koni. Właśnie przy "szynkwasie" dobijali oni suto zakrapiane alkoholem transakcje zawarte na pobliskim targowisku przy dworcu kolejowym. z nich obok węglowego, kaflowego pieca stały łóżka, szafy i krzesła. Była tam też umywalka z miednicą, wiadro i taboret. Toalety znajdowały się na tym samym poziomie w dwukondygnacyjnej, dostawionej do budynku, drewnianej dobudówce. Obok nich był magazyn z bielizną prowadzony przez żonę Adolfa, Ernestynę z domu Huppert przywiązującą dużą wagę do czystości. Szczególnie dbała ona o pościel i świeże ręczniki.

 

Restauracja na dole była podobnej kategorii gdyż gromadziła woźniców, okolicznych i przyjezdnych gospodarzy, a głównie handlarzy bydła i koni. Właśnie przy "szynkwasie" dobijali oni suto zakrapiane alkoholem transakcje zawarte na pobliskim targowisku przy dworcu kolejowym. obawiał się, że nie będzie miał komu przekazać majątku i nazwiska. W styczniu 1894 r. urodziła się Paula, a rok później, w kwietniu Elza. Potem przyszły na świat Ida (?) i Laura (1.07.1921).Chłopcy najczęściej umierali zaraz po urodzeniu bądź w dzieciństwie. W r. 1924 zmarł nawet syn Artur, z którym Adolf wiązał ogromne nadzieje. Nie udała się bowiem operacja usunięcia mu z głowy pocisku po ciężkim postrzale na froncie włoskim. Pochowany został w głębi cmentarza żydowskiego przy ul. Cieszyńskiej, gdzie zachował się jego nagrobek.

 

Uczucia rodzicielskie Roshentalów skupiły się wówczas na Leopoldzie i Hermanie urodzonych między r. 1909-1912, gdyż najstarsze córki były już na swoim. W r. 1914 Paula wyszła za mąż za Gerschena Griinba-uma, a Elza w r. 1920 poślubiła właściciela prywatnej firmy i zamieszkała z nim we Frydku. Jej kilkuletnie małżeństwo z popularnym w mieście doktorem Ottonem Bornstei-nem rozpadło się po kilku latach pożycia jeszcze przed r. 1938. Więcej szczęścia miał Leopold, który ożenił się w r. 1933 i z bratem Hermanem stał się właścicielem rodzinnej firmy, świetnie prosperującej do wybuchu II wojny światowej. 29 sierpnia 1938r. matka - Ernestyna i ojciec - Adolf usankcjonowali to mocą darowizny zapewniając sobie dożywotnie użytkowanie całości. Ida otrzymała 7 tys. zł. w złocie3. Pomyślano też o spłacie pozostałych sióstr. Mimo to braci stać było jeszcze na zakup samochodu gara-żującego w byłej  wytwórni soków.

 

Leopold Rosenthal nie przejmował się narastającą od r. 1938 groźbą wojny. Nie słuchał krewnych i znajomych choć ci usilnie namawiali go do opuszczenia Skoczowa.

 

Wiara w potęgę armii polskiej i marcowe gwarancje Anglii i Francji sprawiła, że atak nazistów na Ojczyznę zupełnie  go  zaskoczył.

 

1 września 1939r. zdążył jednak umieścić żonę w zatłoczonym uciekinierami porannym pociągu zmierzającym na wschód. On sam miał do niej, do Lwowa dołączyć po zabezpieczeniu hotelu i załatwieniu wszelkich spraw z tym związanych. Dlatego udał się do rodziny Metzów, z którą był związany przez Hildegardę, szkolną koleżankę z "jedynki" mieszkającą wtedy wraz z mężem Franciszkiem, z zawodu masarzem, w gminnym budynku przy rynku. Prosił ją o zaopiekowanie się jego majątkiem, na czas chwilowej, jak utrzymywał nieobecności w Skoczowie.

 

Potem Leopold Rosenthal z jedną walizką udał się na dworzec kolejowy. Zdążył jeszcze na ostatni pociąg. Po tygodniu dotarł do Lwowa. U mieszkających tam krewnych odnalazł żonę. Spotkał też sąsiadów z ul. Menniczej , Ernestynę i Zygmunta Wein-traubów, których ojciec Naftali, handlarz skórami i starzyzną pozostał w Skoczowie i w listopadzie 1939 r. podzielił los swoich pobratymców. Po trzech miesiącach wegetacji, niepewności i strachu przed NKWD Ro-senthalowie zostali aresztowani i wywiezieni w głąb Rosji.

 

Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Skoczowa, co miało miejsce w godzinach dopołudniowych 2 września, hotel i restauracja przy ulicy Ustrońskiej pozostały puste. Poplombowane i nienaruszone stały tak przez ponad dwa miesiące. Władze okupacyjne zajęte organizowaniem w mieście życia społecznego na modłę hitlerowską nie miały czasu na zajmowanie się pożydowskim mieniem. Na dodatek nie było chętnych na jego przejęcie. Wreszcie około 10 grudnia znaleziono pierwszego dzierżawcę lecz i ten szybko z tego zrezygnował. Tydzień później hotel oddano pod zarząd Metzom. Ci, jeszcze przed świętami otworzyli jego podwoje nadając mu nazwę "Pod niebieskimi wino-gronami"(Unter der blauen Traube). W ciągu kilku dni zapełnił się on gośćmi mówiącymi teraz po niemiecku. Po dawnemu byli to głównie klienci z pobliskiego targowiska. Nie brakowało też miejscowych. W restauracji znowu zaczęto urządzać przyjęcia, których obsługę na wysokim poziomie zapewniała Hilda Metza, kucharka i recepcjonistka w jednej osobie. Pomagali jej w tym mąż i dzieci. Choć wszyscy oni pracowali od świtu do nocy z trudem dawali sobie radę z utrzymaniem hotelu i gospody. Dlatego w lecie 1941 r. bez wahania zatrudnili u siebie Ukrainkę o imieniu Luba, wysoką kruczowłosą dziewczynę o charakterystycznej urodzie. Pochodziła ona z bardzo ubogiej i prymitywnej rodziny co widać było po jej zachowaniu i sposobie bycia. Początkowo nie wiedziała co to jest łóżko i do czego służy. Podobnie było z wodociągiem, z bieżącą wodą. Miała też zwyczaj noszenia w bucie drewnianej łyżki do jedzenia. W Skoczowie znalazła się wraz z transportem kobiet ze wschodu wiezionych pod eskortą na roboty do Niemiec. Kilkoro z nich skierowano do pracy u skoczowskich i okolicznych Niemców. Syn Hildy, Ernest Metza wykorzystując swoje wpływy doprowadził do przydzielenia Luby do restauracji rodziców.

 

Luba w ciągu paru miesięcy nauczyła się języka, a swą pracowitością zjednała sobie sympatję Metzowej. Stąd też mogła swobodnie poruszać się po mieście, a nawet chodzić do kina. Zajmowała się także jeńcami radzieckimi pracującymi w Ochabach, w stadninie koni majora Heintza von Brandta i w gospodarstwie rybnym gdzie zarządcą był niejaki Vith, człowiek dobroduszny i wyrozumiały.

 

Jeńcy wszędzie byli dobrze traktowani. Pod hotel zajeżdżali furmanką a ich "właściciele" eleganckim powozem. Po zakupach w miejscowych sklepach i załadowaniu towarów na wóz jeńcy udawali się na zaplecze, na pod-wórze gdzie zwyczajowo czekało na nich jedzenie przygotowane przez Metzową. Luba dodatkowo częstowała ich niedopałkami papierosów. Cały tydzień skrupulatnie je zbierała z restauracyjnych popielniczek.Potrafiła naskładać ich kilka papierowych torebek. Przy okazji informowała swoich ziomków o tym, co działo się na froncie wschodnim, który coraz prędzej zbliżał się do Wisły.

 

W lutym 1945r. Sowieci podeszli pod Bielsko i rozpoczęli bombardowanie Skoczowa z powietrza. Zostało wtedy zniszczonych wiele domów na peryferiach i w centrum. Dla ich mieszkańców, jak i ludzi z kamienic pozbawionych suteren restauracja stała się schronieniem przed bombami.Dzięki H. Metzowej w głównej sali ustawiono kilkanaście łóżek poupychanych między uratowany dobytek. Piwnica natomiast zabezpieczona solidnym stropem służyła za schron przeciwlotniczy. Przebywała w niej m.in. rodzina Boguszów. Jeden z pocisków artyleryjskich trafił w duży pokój na piętrze od strony rz. Bładnicy. Rozbił dach, częściowo uszkodził strop nad gospodą, ale nie wybuchnął. To zaś ocaliło znajdujące się tam meble i zabytkowy fortepian będący rodzinną pamiątką Rosenthalów. Stało się to przed 15 marca, przed przybyciem do hotelu żołnierzy austriackich z dywizji strzelców górskich "Heintze II". Na dwa tygodnie zamienili oni pokoje na kwatery, a w stajni umieścili konie. Cały miesiąc walczyli potem w rejonie Łazów gdzie wielu ich zginało bądź odniosło ciężkie rany.

 

1 maja 1945 r. do opuszczonego przez Wehrmaht Skoczowa wkroczyły wojska radzieckie, których pierwszy rzut po rozpoznaniu terenu zajął się szukaniem po domach Niemców, gwałceniem kobiet, rabowaniem żywności i wszelkich rzeczy przedstawiających jakąkolwiek wartość dla frontowców. Splądrowano hotel i restaurację, a ze stajni zabrano krowę, która przez więcej niż miesiąc zaopatrywała w mleko dzieci z całej okolicy. Bardziej porywczy "mołodcy" chcieli przy tym rozstrzelać Metzów. Postawili ich pod ścianą i już zaczęli odbezpieczać pepesze, gdy nadbiegła Luba krzycząc z daleka kim jest i kim są dla niej ludzie mający za chwilę zginąć. Jej nieskrywana radość z powodu spotkania z rodakami uspokoiła tą napiętą sytuację. Skończyło się na zmuszeniu Metzów do picia zdobycznego alkoholu, z daleka zalatującego benzyną. Zdobywcom chodziło bowiem o sprawdzenie, czy  trunek ten  nie jest  zatruty.

 

Grabieże i gwałty ustały, gdy do miasta weszły oddziały NKWD, a "bojcy" poszli dalej na zachód. Cóż z tego, kiedy w tym rzemiośle zastąpili ich miejscowi wsparci przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, którzy do reszty splądrowali hotel i restaurację. Przez nich w połowie maja Franciszek Metza został aresztowany i uwięziony w Bielsku. Od niepewności po upaństwowienie.

 

Końcem maja hotel wraz z gospodą objął polski repatriant znad Sekwany Rudolf Czudek, który przybył do Skoczowa z żoną

 

Emilią, rodowitą Francuzką. Tydzień zajęło mu porządkowanie pomieszczeń. Wykorzystał przy tym status komunisty pochodzącego z zachodu, przez co władze w ratuszu traktowały go w sposób wyjątkowy, uprzywilejowany. O co tylko poprosił, zaraz to otrzymywał. Dzięki temu szybko zaczął przyjmować przy ul. Ustrońskiej klientów. H. Metz uczynił główną kucharką, a sam zajął się księgami i obłaskawianiem miejscowych notabli. Poprzez alkohol potrafił wiele załatwić. Był też znany z tego, że lubił się kłócić z żoną po francusku. Awantury te z dnia na dzień stały się przedmiotem obiegowych anegdot. Wygodne i dostatnie życie skończyło się dla niego po Wierkanocy 1946r. kiedy to do miasta wrócił z syberyjskiej i turkmeńskiej tułaczki Leopold Rosenthal i upomniał się o swoją własność.  R.  Czudek zabrał zesobą co tylko mógł i przeniósł się do gospody na starym targowisku bydlęcym, którą do roku 1940 prowadził Wiktor Drabina. Musiały minąć dwa tygodnie aby w ograbionym obiekcie na nowo zapełniły się sale i pokoje. Początkowo L.Rosenthalo-wi było niesłychanie trudno zdobyć potrzebne do tego sprzęty i artykuły spożywcze przyznawane w ratuszu według rozdzielnika. Ogólna niechęć do "Żyda-przybłędy" pogłębiła tą dramatyczną sytuację. Atmosfera nagonki na Leopolda zagęściła się jeszcze po przyjeździe do Skoczowa Zygmunta Weintrauba, więźnia sowieckich łagrów. Dom przy ul. Menniczej był już w innych rękach, a on sam wyniszczony kilkuletnim pobytem za drutami trwał we wspomnieniach z Syberii i Kazachstanu. Tam bowiem całymi dniami musiał harować na plantacjach melonów.Jedynie w zaufanym kręgu dawał się namówić na opowieści o swojej pięcioletniej poniewierce na krawędzi życia i śmierci. Bieda, głód, choroby i niesłychane wprost obozowe okropności sprawiły, że "mimo iż Niemcy zabili mu dwie siostry to większą nienawiść czuł do Rosjan ".

 

Podobnie myślała Paula Rosenthal, która półżywa i zawszona wróciła z Kazachstanu jesienią 1946 r. Po krótkiej rekonwalescencji w mieszkaniu brata wyemigrowała do Palestyny i tam zmarła pod koniec lat 80-tych. Zupełnie inaczej potoczyły się wojenne losy Idy, której między innymi uroda dopomogła w przeżyciu obozu koncentacyj-nego. W czasie pobytu w nim poznała niemieckiego komunistę, również więźnia zatrudnionego przy wykonywaniu drobnych napraw w kobiecym komando. Jego pomoc i przyjaźń przekształciła się po wojnie w miłość, która zaowocowała ślubem. Po utworzeniu w październiku 1949r. Niemieckiej Republiki Demokratycznej jej mąż piastował w Dreźnie wysokie stanowiska partyjne i z tego tytułu korzystał z wielu przywilejów przysługujących najwyższym dygnitarzom państwowym. Ida zmieniła imię na Hilda i aż do początku lat 70-tych oprowadzała wycieczki po słynnym drezdeńskim Zwingerze, późnobarokowym zespole pałacowym przekształconym po odbudowie w muzeum malarstwa i sztuki. Znała bowiem biegle język rosyjski, niemiecki i polski. Zygmunt Weintraub korzystając z przyjaźni Leopolda znalazł przy ul. Ustrońskiej 60 mieszkanie i pracę. Za wikt, opieru-nek i niewielkie pieniądze dniem i nocą prowadził recepcję, zaś Emilia Bojda, Ewa Metza i jej matka Hilda kuchnię i obsługę sal. L. Rosenthal będąc znakomitym kucharzempozostawił sobie obsługę baru. Niestety w połowie lipca 1946 r. szalejąca w Skoczowie Komisja Nadzwyczajna do Walki z Nadużyciami zarzuciła mu pokątny handel alkoholem, jak i sprzedaż paczki zapałek, za którą pomyłkowo policzył kilka groszy więcej. To wystarczyło aby miejscowa milicja od razu go aresztowała i uznała za spekulanta. Potwierdziła to błyskawiczna rewizja zaplecza. Podobno odkryto na nim jeszcze inne, niezaprzeczalne dowody jego "zbrodni". Na rozprawie odbytej w trybie doraźnym nie wysłuchano racji L. Rosenthala i skazano go na 2,5 roku więzienia w Mielęcinie niedaleko Piły i Wałcza, w jednym z 97 w Polsce obozów pracy. Musiał tam "zarabiać najedzenie" wykonaniem określonej, dziennej normy brykietów z trocin. Gdy wyszedł na wolność to w myśl ustawy z czerwca 1947r. "O koncesjonowaniu handlu i usług",6 wymierzonej między innymi w jego własność, nie mógł już otrzymać zezwolenia na dalszą działalność gospodarczą. Mimo to podjął szereg prób uruchomienia restauracji lecz spełzły one na niczym. Stawiane mu wymagania wykraczały poza jego możliwości. Ówczesny starosta powiatowy w Cieszynie pismem z dnia 31 marca 1949r.7 zatwierdził co prawda projekt L. Rosenthala urządzenia "przedsiębiorstwa gastronomicznego", ale pod warunkami, których nie mógł on spełnić. Nie miał na to pieniędzy i nie miał ich gdzie zdobyć ani pożyczyć. Stąd więc w czerwcu 1949r. starając się wyprzedzić poczynania władz, za symboliczną opłatą wydzierżawił restaurację skoczowskiej Spółdzielni Ludowej. Liczył na to, że w ten sposób uratuje majątek.

Kierownikiem tej "Gospody Spółdzielczej" został Władysław Janica. Po zamurowaniu wejścia od strony rynku i zrobieniu nowego od ulicy Ustrońskiej, zaczęto w niej organizować zabawy, zebrania i akademie. Już 2 lipca odbyły się tam uroczystości związane z obchodami Dnia Spółdzielczości, w trakcie których miejscowym spółdzielcom rozdano specjalne nagrody i premie za wzorową pracę. Nazajutrz, święto to zakończył całonocny festyn.

L. Rosenthal, aby mieć z czego żyć imał się różnych zajęć i dopiero po kilku latach, po zatarciu się jego karalności został kierownikiem gospody Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Pruchnej,8którą zarządzał do początku lat 60-tych. Potem zaś prowadził jeden z barów w Bielsku-Białej.

Gospodarzem swej własności w Skoczowie uczynił wtedy Z. Weintrauba. Zaopatrzył go we wszelkie potrzebne do tego, lecz ograniczone pełnomocnictwa. Zastrzegł sobie w nich jedynie użytkowanie mieszkania na piętrze, gdzie zajmował pokój nr 5 od ulicy, a później pokój nr 2 od podwórza. Lokatorem "10" pozostał Z. Weintraub nadal trudniący się prowadzeniem hotelu. Cóż, kiedy nie miał on wymaganych uprawnień do administrowania "Zakładem Usługowym III kategorii" pod nazwą "Najem Pokoi" składającym się z 7 izb i 12 łóżek.

Wreszcie w lutym 1950r. zdobył w Zrzeszeniu Kupieckim w Cieszynie stosowne zaświadczenie o przygotowaniu zawodowym.'. Zmienił wówczas nazwę hotelu na "Skoczów" i zaczął przygotowywać się do jego remontu. Plany te zniweczyła wymiana pieniędzy dokonana przez władze 27 października 1950 r, która z dnia na dzień pozbawiła jego i Leopolda 2/3 z mozołem zgromadzonych funduszy. Kolejnym ciosem było przejęcie samego hotelu wraz z wyposażeniem pod przymusowy zarząd Miejskiej Rady Narodowej w Skoczowie co w majestacie prawa dokonało się 22 lutego 195 lr.10 Pod protokołem podpisali się m.in. sekretarz PZPR i przedstawiciel Milicji Obywatelskiej w Skoczowie.

Konsekwencją tego zawłaszczenia było przejęcie pod przymusowy zarząd całej nieruchomości wraz z parcelą. Podstawą prawną stało się zarządzenie Ministra Gospodarki Komunalnej z dnia 14.10.1954r. W protokole z 25  stycznia  1955r.  czytamy:"

 

budynek jest murowany, kryty papą, częściowo podpiwniczony. Jego kubatura wynosi 2524.50 m .

 

-parter ma powierzchnię 229.60 m 1 i zajmowany jest przez Powszechną Spółdzielnię Spożywców w Skoczowie na restaurację i biura.

 

-powierzchnia piętra, w tym pokoi hotelowych, łazienek, ubikacji, holu i korytarzy wynosi 133.10 m 2.

 

-mieszkanie prywatne obywatela L.Rosenthala wynosi 26m .

 

-mieszkanie służbowe kierownika hotelu wynosi 20.50 m 2

 

-piwnice budynku zajmowane są przez PSS w Skoczowie.

 

-budynek nie jest skanalizowany, posiada jedynie instalację wodociągową oraz elektryczną, ogrzewanie przez pojedyncze piece węglowe.

 

-remont kapitalny rozpoczęto w grudniu 1954r.

 

-budynek wymaga dalszego kapitalnego remontu, wymiany stropu na pierwszym piętrze, wymiany stropów nad piwnicami, rozbiórki ustępów i wybudowania nowych, skanalizowania budynku, zapewnienia pokrycia dachu, wstawienia nowych ram okiennych, otynkowania całego budynku.

 

-ogólna kubatura zabudowań gospodarczych wynosi 240.40 m

 

-w budynku gospodarczym wynajmuje Spółdzielnia Inwalidów 1 Maja w Ustroniu cztery ubikacje o ogólnej powierzchni 73.40 m2. "

 

Społeczna komisja Miejskiej Rady Narodowej w Skoczowie oszacowała całość na 92 tys. zł zalecając przy tym "wykwaterowanie z hotelu tych osób, które zajmują pokoje hotelowe na mieszkanie. Znajduje to uzasadnienie w tym że szczupłość pomieszczeń hotelowych (7 pokoi, 12 łóżek) jest zupełnie niewystarczająca ze względu na bardzo duży napływ przyjeżdżających do Skoczowa i okolicy spowodowany wzrostem uprzemysłowienia miasta". Resztę dopowiedziała MRN w Skoczowie widząca "konieczność powiększenia liczby zatrudnionych w hotelu z trzech do sześciu pracowników. Dotychczas hotel zatrudniał jedną sprzątaczkę, jedną pokojówkę i jednego portiera. Stan ten jest bezwzględnie niewystarczający. Zachodzi konieczność zatrudnienia przede wszystkim drugiego portiera, palacza, dozorcy oraz sprzątaczki".Pod protokołem podpisany jest przedstawiciel Prezydium Rady Narodowej, Wojewódzkiego Zarządu Przedsiębiorstw i Urządzeń Komunalnych w Stalino-grodzie.

 

Leopold Rosenthal nie wziął udziału w pracach komisji, mimo kilku wcześniej wysyłanych do niego zawiadomień. To było ponad jego siły. Dorobek kilku pokoleń jego rodziny stał się nagle własnością państwową, zaś on sam osobą niepożądaną w swoim własnym budynku.

 

W czerwcu 1957r. w hotelu i restauracji Zakład Gospodarki Komunalnej przy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Skoczowie rozpoczął remont generalny, którego nie dane było wykonać L. Rosen-thalowi i Z. Weintraubowi. Bez ich zgody wymieniono strop nad kuchnią, zburzono szopę z sanitariatami i urządzono je na nowo w byłym pokoju kierownika hotelu. W następnym roku z pokoju nr 1 zrobiono magazyn pościeli i wstawiono do niego magiel. Wygospodarowano również miejsce na kuchnię dostępną dla gości hotelowych, łaźnię zaś rozbudowano i zamieniono na toalety.

 

Postępowanie władz metodą faktów dokonanych przyspieszyło "przejście na własność Skarbu Państwa Przedsiębiorstwa Hotelowego w Skoczowie". 11 listopada 1958r. Leopold i Herman Rosenthalowie przestali być jego właścicielami.13 Co więcej stracili całą posesję. Resztę formalności dopełnił Sąd Powiatowy w Cieszynie, który 2 maja 1959r. dokonał odpowiedniego wpisu w Księdze Wieczystej. O tych poczynaniach L. Rosenthal został zawiadomiony listownie. Nie przestał jednak być lokatorem hotelu. Podobny status utrzymał Z. Wein-traub, który jeszcze w tym samym roku zatrudnił się w skoczowskim ZGK. Pozostał recepcjonistą hotelu i tzw. człowiekiem do wszystkiego. Od razu też zaczął szykować się do wyjazdu do brata Henryka do USA. Po załatwieniu rozlicznych zgód i zezwoleń wspartych pomocą finansową Gminy Żydowskiej w Bielsku-Białej poleciał do Nowego Jorku w lipcu 1966r.

 

Pobyt w Stanach okazał się dla niego pasmem rozczarowań. Nad wyraz dała mu się we znaki szwagierka będąca z pochodzenia Rumunką, którą brat poznał w Siedmiogrodzie w czasie wojny. Z. Weintraub nie wytrzyma! ciągłych awantur, wypominania jedzenia, zużycia wody i innych nieustannych przytyków. Po dwóch miesiącach wrócił do Skoczowa, do swoich papug, kanarków i gołębi trzymanych w dwóch gołębnikach, od strony domu Frecha i w podwórzu. Więcej czasu zaczął poświęcać wędkowaniu, szczególnie już po utarczkach ze swoim przyjacielem L. Rosenthalem.

 

Kłótnie między nimi stawały się coraz częstsze. Zygmunt wypominał mu w nich kiepską płacę, złe traktowanie, i wystawne, wcale nie rzadkie libacje, które miały przywieźć cały interes do upadku. L. Rosenthal, zawsze zadbany, elegancki i pachnący drogimi wodami kolońskimi "odwdzięczał" mu się kpieniem z jego niskiego pochodzenia, fatalnych manier i różnych kawalerskich dziwactw.

 

Spięcia te z czasem przemieniły się we wzajemne ignorowanie się i unikanie rozmów ze sobą. Głównym powodem ich narastającej nerwowości były podjęte przez Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej przygotowania do remontu i rozbudowy hotelu, które postawiły pod znakiem zapytania ich dalszą w nim egzystencję. Nowy hotel

 

Kazimiera Filipetz córka przedwojennego komisarza policji we Lwowie przybyła do Skoczowa wiosną 1963r. i podjęła pracę w miejscowym MPGKiM powstałym w tym samym czasie na bazie ZGK. I tutaj, jak i w poprzednich miejscach pracy musiała ukrywać swoje pochodzenie oraz przynależność do Armii Krajowej. Podobne problemy miał jej mąż Adam Sury, który z tego powodu zmuszony był opuścić Przemyśl. Jak potem wspominał " nawet dzwonek do drzwi budził w nim najgorsze skojarzenia. Nigdy nie wiadomo było czy ten ktoś przychodzi do niego czy po niego. "

 

A. Sury szybko zadomowił się na Śląsku Cieszyńskim. Już jesienią 1945r. objął posadę Powiatowego Lekarza Weterynarii. Fachowością i osobistym poświęceniem zyskał sobie powszechny szacunek. W samym Skoczowie ukoronowaniem jego społecznikowskich pasji było wybudowanie około r. 1961 Lecznicy Zwierząt. Tej samej filozofii życiowej wierna była K.Filipetz.

 

Zbliżało się 700-lecie nadania praw miejskich Skoczowowi. Wpadła więc na pomysł zbudowania przy ul. Ustrońskiej hotelu z prawdziwego zdarzenia. Jej pomysłem zainteresował się dyrektor MPGKiM Witold Topoliński, późniejszy szef Drukarni w Cieszynie. Równie przychylnie ocenił go Przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej Franciszek Mrowczyk (1.06.1965 - 31.12.1972). Po licznych konsultacjach z władzami powiatowymi okazało się, jak trudno będzie zrealizować to przedsięwzięcie. Grupa zapaleńców nie myślała jednak zrezygnować i zwróciła się z prośbą o pomoc do Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, do Wydziału Gospodarki Komunalnej. Cóż, kiedy w Referacie Hotelowym kierowanym przez Jana Zielińskiego śmiałe plany skoczowian zostały wyśmiane. On zaś podsumował ich marzenia jednoznacznie "Wam się chce, ale wasze chęci to za malo. Skąd weźmiecie na to pieniądze. Z tego i tak nic nie będzie. Szkoda czasu." Najbardziej uparta K. Filipetz udała się wtedy do dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej w Katowicach Leona Dyrdy i poprzez niego dotarła do jego przełożonego i przekonała go do budowy hotelu. Po długich z nim naradach opartych na szukaniu rezerw wśród inwestycji wojewódzkich ustalono, że bez pieniędzy z zewnątrz o hotelu nie ma co myśleć. Trzeba było je gdzieś zdobyć, lub wykazać się nimi przed władzami, od których zależały losy skoczowskiej inicjatywy. K. Filipetz podjęła więc trud wędrowania po kweście, po miejscowych i okolicznych zakładach pracy. Wszędzie była przyjmowana z niedowierzaniem, a bywało że i z wrogością. Dopiero po jej cierpliwych perswazjach dyrektorzy przedsiębiorstw zmieniali zdanie. Tym bardziej, iż chodziło o pieniądze na papierze. Chętnie deklarowali pomoc ale pod warunkiem, że nigdy "tych pieniędzy" nie będą musieli wykładać.

 

Dokumentacje zrobiono w Bielsku--Białej w Biurze Projektów Funduszu Wczasów Pracowniczych. Inwestycja miała być prowadzona własnymi siłami, systemem gospodarczym. MPGKiM w Skoczowie miało przecież samodzielny, dobrze zorganizowany zakład budowlany, na którym postanowiono się oprzeć. Niestety zakres prac do wykonania przerastał jego możliwości. Poza tym nie można było zaniechać szeregu robót w mieście, które były już rozpoczęte, lub od dawna czekały na realizację. Co gorsze władze powiatowe skupiły się na zaplanowanych wcześniej inwestycjach i ani myślały którąś z nich zarzucić. Tym bardziej, że materiały budowlane i zlecenia dla firm wykonawczych były już rozdzielone przez odpowiednie komisje. Pozostało więc jakimś sposobem wzmocnić siły robocze rodzimego przedsiębiorstwa i zaufać jego działowi zaopatrzenia.

 

Postanowiono skorzystać z pracy więźniów zatrudnianych wówczas na wielu budowach. Przystali na to szefowie Zakładów Karnych w Katowicach. U płk. Kozyry uzyskano stosowne zezwolenia i od października 1966r., kiedy to wylano już fundamenty pod hotel rozpoczęło się codzienne konwojowanie do Skoczowa 10-12 więźniów. Było to jednak kosztowne. Należało bowiem opłacić nie tylko ich przewóz ale i strażników Minęły cztery miesiące nim Zakład Karm w Jastrzębiu Zdroju w Szerokiej zawierz} przedstawicielom MPGKiM w Skoczowie i zrezygnował z niektórych konwojów. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia płk. Bara-dzieja i inicjatywy K.Filipetz, która zgodziła się przyjąć na siebie odpowiedzialność za więźniów. Pech chciał, że akurat wtedy gdy nie było straży, jeden ze skazanych uciekł. Pochodził z okolic Koniakowa i tam też się ukrył. Złapano go i jakiś czas później popełnił samobójstwo. Nie wpłynęło to na dalszą dobrą współpracę z "więziennikami", ale po tej ucieczce zaczęto częściej i niespodziewanie kontrolować skazanych na budowie. Jedna z takich wizytacji zajechała na plac przy ul. Gwardii Ludowej chwilę później gdy cała grupa wraz z jej przełożonym była po piwie zafundowanym przez życzliwych jej skoczowskich murarzy. Wybawieniem okazała się masa czosnkowo-solna szykowana w kuchni hotelowej do peklowania mięsa. Dowódca jedynie zbeształ wszystkich za zalatującą od nich przykrą woń i odjechał. Przestraszeni tym epizodem więźniowie uspokoili się dopiero na obiedzie serwowanym im jak co dzień przez K. Filipetz.15 Po pół roku stawiania hotelu pojawiły się problemy z pieniędzmi choć zdobywano je gdzie tylko się dało. Nie wystarczyły dotacje Wojewódzkiej Rady Narodowej, Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki w Katowicach. W Głównym KK FiT w Warszawie trzeba było zaciągnąć 8% kredyt w wysokości 3 min zł, jak również zmienić, ze względów proceduralnych oszacowania w tzw. "zbiorczym zestawieniu kosztów" tej ukrytej inwestycji. Było to potrzebne do podjęcia starań o uzyskanie w GKKF iT dodatkowych funduszy. Odpowiednie dokumenty opracował W. Topiliński, a jako "starszy projektant" podpisała się K.Filipetz. Potem zatwierdził je starosta cieszyński i charyzmatyczny gospodarz województwa katowickiego Jerzy Ziętek. Przy jego poparciu MPGKiM w Skoczowie, jako główny inwestor otrzymało sporą, bezzwrotną pożyczkę, ale sukces ten o mało co nie przerodził się w klęskę.

 

Po odejściu z MPGKiM W. Topo-lińskiego jego miejsce zajął Józef Walentko-wski, który był dobrym znajomym sekretarza powiatowego Antoniego Huczka. On to rozpoczął urzędowanie od wystąpienia do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie całej inwestycji. 15 maja 1968r. kontrolerzy pod kierunkiem mgr inż. Władysława Nogi odnaleźli wspomniane "zbiorcze zestawienie kosztów" i zaczęli dociekać kim jest "starszy projektant K. Filipetz". Wypytywana o to K. Filipetz opowiedziała prawdę o tym dokumencie. Docenili to jej przełożeni, a także nikowscy inspektorzy. Po naradzie pokontrolnej przyszedł do niej ich szef z następującą kwestią "mój dyrektor Delegatury chce panią osobiście poznać. Chce poznać osobę, która miała tyle odwagi"

 

Hotel Miejski w Skoczowie wraz z własną pralnią i odremontowaną restauracją oddano do użytku w lipcu 1968r. W regionie nie było wtenczas podobnego, równie nowoczesnego obiektu. Jego urządzenie oparto przecież na wymogach "Dziennika Urzędowego". 30% pokoi miało łazienki, a reszta węzły sanitarne o wysokim standardzie. Podobnie prezentowało się wyposażenie, które w wielu przypadkach przekraczało drugą kategorię hotelową. Postarała się o to m.in. Cieszyńska Fabryka Mebli. Mimo tych zalet otwarcie hotelu odbyło się skromnie, bez przemówień i pompatycznych uroczystości. Specjalny dziękczynny bankiet urządzono tylko dla płk. Baradzieja z ZK w Jastrzębiu--Zdroju.

 

K. Filipetz nie chciała podpisać odbioru hotelu ani zostać jego pierwszą kierowniczką. Zbyt dużo było w nim niedoróbek i usterek. Z czasem je usunięto, zaś dobrym rozjemcą okazał się tutaj F. Mrowczyk, który wykorzystując swój autorytet załagodził konflikt wewnątrz MPGKi M w Skoczowie.

 

Ciekawostką jest, że właśnie w tym czasie to przedsiębiorstwo, jako jedyne w Polsce otrzymało zezwolenie na prowadzenie gastronomii. Ale zamiast splendoru ewenement ten przyniósł mu kłopoty. Na tym polu od dawna rywalizowały ze sobą Gminna Spółdzielnia i Powszechna Spółdzielnia Spożywców w Skoczowie i nie chciały zaakceptować nowego konkurenta. Rozpoczęły się wzajemne podchody i nasyłanie na siebie SANEPID-u, Głośna muzyka do późna w nocy przeszkadzała jednak L. Rosenthalowi przybitemu wypadkami marcowymi w r. 1968. Ekscesy antysemickie co prawda nie miały miejsca w Skoczowie ale zupełnie go pognębiły. Zgorzkniały i osamotniony zdecydował się na emigrację. W listopadzie 1969r. pożegnał się z siostrą Idą w Dreźnie. W następnym miesiącu, gdy nie udało mu się dotrzeć do kuzyna w Milano wyjechał do Wiednia, a stamtąd do Izraela. Osiadł u brata Hermana i siostry(?) w miejscowości Herzlija niedaleko Tel Awiwu. Ale nie minąło kilka lat gdy zatęsknił za ojczyzną, która tyle razy go skrzywdziła. Zaczął słać do skoczowskich znajomych rozpaczliwe listy. Chciał wrócić i znowu zamieszkać w swoim ukochanym mieście. Rozpamiętywał lata młodości i kapelusze od Hiickla, lecz nie doczekał się na paczkę z nimi.Zmarł nagle w połowie lat 70-tych.

 

Nieco wcześniej, bo na początku r. 1972 rozpoczęła się budowa Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej i w Skoczowie. Rozbudowano Kuźnię, Odlewnię Żeliwa, Rolsprzęt. Stawiano ciepłownię na Górnym Borze, a w pozostałych zakładach pracy montowano zagraniczne, nowoczesne maszyny i urządzenia. Hotel Miejski w Skoczowie o 47 pokojach i 93 miejscach noclegowych stał się nagle za mały. Dotąd obłożony był przez grupy wycieczkowe, turystów i pracowników na delegacji. Teraz zapełnił się Włochami, Austriakami, Niemcami, Węgrami i przedstawicielami innych nacji. Wszyscy oni byli z tego zadowoleni, a jeden z gości ze Stuttgartu zdziwiony czystością i miłą obsługą zaproponował umieszczenie reklamy hotelu w europejskim katalogu turystycznym. Po wstępnych ustaleniach z Kazimierą Filipetz, Janiną Brodą i Franciszkiem Mrowczykiem przystano na tę propozycję, ale do końca nie traktowano jej poważnie. Jakież było ich zdumienie gdy w październiku 1972r. nadeszła z Niemieckiej Republiki Federalnej przesyłka z dwoma egzemplarzami "Reise Erholung", gdzie,na stronie 219 znajdowało się zdjęcie hotelu w Skoczowie wraz z opisem. W katalogu pomieszczono wizytówki hoteli z całej Europy m.in. Portugalii, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Grecji czy Austrii. Jedynym reprezentantem Polski i tzw. "bloku wschodniego" okazał się hotel w Skoczowie. Niestety dowiedziała się o tym Służba Bezpieczeństwa, która zrobiła z tego powodu aferę. Bez jakichkolwiek uzgodnień z "górą"ktoś ośmielił się promować Skoczów za granicą i to na zachodzie. Różnej maści decydenci byli zirytowani i zaszokowani taką samowolą. Na dodatek musieli oni, chcąc uniknąć rozprzestrzenienia się tego "groźnego" precedensu i ośmieszenia się przed zwierzchnikami, przesłać na zagraniczne konto należność w dolarach, a o dewizy było wtedy niesłychanie trudno. Przesłuchaniom w cieszyńskiej komendzie milicji nie było końca. Całe szczęście, że wmieszał się w to ówczesny sekretarz komitetu powiatowego i załagodził zaistniały "skandal".

 

Dzisiaj umieszczenie reklamy Skoczowa w tak renomowanej publikacji napawałoby dumą, lecz w tamtych czasach było inaczej. Mało tego, za gospodarskie, niezależne myślenie konsekwencje poniósł F. Mro-wczyk. 31 grudnia 1972 r. przestał być Przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w Skoczowie. Nie pomogły mu osobiste przyjaźnie z ważniejszymi funkcjonariuszami SB ani bywanie w ich "gościnnym pokoju w hotelu".

 

W tym czasie nie było już gdzie pomieścić napływających z całej Polski do Skoczowa chętnych do pracy na tutejszych budowach i w fabrykach. Aby zapewnić im tymczasowe mieszkania K. Filipetz już w r. 1966 utworzyła na parterze hotelu "Biuro Zakwaterowania" oparte o sieć prywatnych kwater, których powstało w mieście dziesiątki. Badano ich standard i w zależności od przyznanej kategorii odpowiednio opłacano. Dla wielu skoczowian okazało się to prawdziwym dobrodziejstwem przynoszącym pokaźne zarobki.

 

W styczniu 1972 r. przyhotelową pralnię przejął "Chemipral" z Bielska-Białej. W następnym roku restaurację "Hotelową" wydzierżawiły od skoczowskiej mieszka-niówki Beskidzkie Zakłady Gastronomiczne w Ustroniu. Potem zainteresowało się nią Przedsiębiorstwo Usług Turystycznych przymienione następnie w Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Turystyczne "Beskidy".

 

Natłok gości sprawił, że w hotelu coraz częściej brakowało miejsc. Chcąc temu zaradzić kierowniczka Janina Broda ( od stycznia 1973 r. do listopada 1981r.) wiosną 1977 r. podjęła starania o dobudowanie kolejnego skrzydła. Poparł ją w tym Naczelnik Miasta i Gminy Skoczów Stanisław Łuczkie-wicz, który zgodził się przekazać na ten cel parcelę przyległą do hotelu. Niestety 7 czerwca 1978 r. na posiedzeniu Wojewódzkiej Komisji Planowania Przestrzennego i Gospodarczego w Bielsku-Białej projekt ten upadł. Jeden z dyrektorów Wojewódzkiego

 

Przedsiębiorstwa Turystycznego nie widział "potrzeby rozbudowy hotelu miejskiego w Skoczowie ponieważ jest on pusty". Stwierdzenie to zupełnie mijało się z prawdą. W hotelu mieszkali nie tylko turyści ale i studenci z Maroka pracujący w Celmie w Cieszynie, skibobiści z Zakopanego, ważne persony z Indii i krajów arabskich, Włosi, Niemcy, ludzie filmu, telewizji i biznesu m.in. Jerzy Bli-kle-senior (we wrześniu 1967r.) i wielu innych. Właśnie z myślą o takich gościach Adam Buchta z Przedsiębiorstwa Turystycznego "Czantoria" przeprowadził w r. 1983 remont restauracji i jej zaplecza. Zmieniono wystrój sal i wstawiono nowe meble. Po miesiącu intensywnych prac "Hotelowa" stała się wizytówką miasta. Nie gorzej od niej prezentował się sam hotel. Zatroszczyła się o to kolejna jego kierowniczka Weronika Para, która już w r. 1982, mimo obowiązywania stanu wojennego doprowadziła do odnowienia pokoi i założenia na parterze sklepu "Pewex-u".

 

Czasami zaglądał do niego Z. Wein-traub, którym do końca jego dni opiekowała się Emilia Bojda. Nadal mieszkał w pokoju nr 29 i po dawnemu, lecz już bez L. Rosenthala co tydzień udawał się do Bielska-Białej do tamtejszego Domu Modlitwy. 9 września 1987 r. zasłabł przy goleniu w ogólnodostępnej łazience. Szybko przeniesiono go na jego łóżko, ale na pomoc lekarską było za późno. Pochowany został na cmentarzu żydowskim w Bielsku-Białej. W pamięci skoczowian zachował się jako człowiek wspaniałomyślny, przyjazny ludziom. Nad wyraz lubił dzieci. Z myślą o nich ciągle nosił przy sobie torebkę z cukierkami.

 

W grudniu 1993 r. po odejściu z hotelu Teresy Szary wydzierżawiła go drogą przetargu firma Jur-Gast z Wisły, która wznowiła jego działalność w styczniu następnego roku. Nadal nie było kłopotu z obsadzeniem 30 pokoi. Wzmożone wizyty handlowe w Skoczowie gości zza wschodniej granicy zaowocowały tłumem Rosjan, Ukraińców, Mołdawian, a nawet Wietnamczyków i Koreańczyków. Przez pokoje hotelowe przewijało się ich około 100 rocznie. Napływ tych osób ustał po r. 1995 kiedy to w hotelu rozpoczęły się komleksowe prace remontowe uzgodnione z jego właścicielem, Zarządem Budynków Mieszkalnych. Pod nadzorem kierowniczki Grażyny Chochór zaczęto przebudowywać pokoje. Powstały trzy apartamenty, a w pozostałych założono kolorowe telewizory, komfortowe wyposażenie i łazienki z natryskami. Podniesienie standardu przyniosło wzmożony przypływ klientów. Aby sprostać ich rosnącym wymaganiom sprowadzono do hotelu nowoczesny sprzęt. Ułatwiło to obsługę gości przez 27 osobową załogę. Założono parking strzeżony, salon gier zręcznościowych, całodobowy kantor wymiany walut i kawiarniany ogródek letni. Unowocześniono salę dancingową i bar z tzw. wysokimi krzesłami. Prowadzona przez Danutę Klocek kuchnia przyciąga potrawami chińskimi, włoskimi i regionalnymi. Ich ozdobą jest "kotlet po skoczowsku" i danie "Trio Karet". Restauracja "Karet" na 85 miejsc konsumpcyjnych otwarta jest na imprezy okolicznościowe. Stanowi to jeden z atutów kompleksu "Karet" na corocznych targach turystycznych w Katowicach, gdzie oferta ze Skoczowa budzi duże zainteresowanie.

 

Opracowano na podstawie wspomnień:

 

Bogusława Bojdy, Emilii Bojdy, Janiny Broda, Apolonii Kołatek, Ewy Metza i Weroniki Para.

 

Znane są powszechnie ważniejsze zjawiska i wydarzenia z lat okupacji i PRL-u na Śląsku Cieszyńskim. Brakuje jednak ich szczegółowego omówienia w odniesieniu do samego Skoczowa. Nadal przemilczane są fakty i nazwiska osób uwikłanych w tamtych czasach w politykę, gospodarkę bądź system sprawowania władzy. Dotyczy to nie tylko ludzi zaplątanych przez los w śląski syndrom volkslisty ale i tych, dla których epoka stalinizmu i PZPR-u była okresem wzmożonej aktywności i największych osiągnięć w życiu osobistym i społecznym. Bez ich rzetelnych i wyczerpujących relacji współczesna historia miasta i regionu będzie zaskakująco uboga. Trzeba więc zerwać z poszerzającym się kręgiem niedomówień i zafałszowań opartym o cezurę r. 1939. Wskazany jast pośpiech, gdyż świadkowie tamtych wydarzeń mają po 70 i więcej lat. To zaś powinno być wyzwaniem dla młodych skoczowskich historyków.

 

Dlatego Towarzystwo Miłośników Skoczowa apeluje do nich o pomoc w ratowaniu przeć zapomnieniem zbiorowych doświadczeń "starych skoczowioków". Przypisy:

 

1. Rejestr Gruntów Gromady Skoczów. Województwo Stalinogród. Powiat Cieszyn. Powiatowy Zarząd Rolnictwa. Mierniczy Powiatowy w Cieszynie.

 

2. W cieniu skoczowskiej synagogi, Praca zbiorowa, pod red. H. Szotek

Skoczów 1994 s. 105

 

3. Odpis z księgi wieczystej Sądu Powiatowego w Cieszynie z dnia 25.01.1955r

 

4. Wypowiedź Zygmunta Weintrauba w relacji Bogusława Bojdy.

 

5. Jego maca i karp po żydowsku są do dzisiaj wspominane w Skoczowie.

 

6. Historia 1945-1990 A. Radziwiłł, W. Roszkowski, PWN Warszawa 1994, s. 84

 

7. "Władza przemysłowa zastrzega sobie prawo nałożenia dodatkowych warunków gdy względy publiczne tego wymagają".

 

8. Pismo Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Skoczowie do Obywatela Rosenthala Leopolda z dnia 20.01.1955 r

 

9. Potwierdzenie Odbioru nr 210843 Zrzeszenia Kupieckiego w Cieszynie o przygotowaniu zawodowym Z. Weintrauba.

 

10. Odpis protokołu zdawczo-odbiorczego z dnia 22.02. 1951 r. "W kasie nie znaleziono żadnej gotówki, gdyz właściciel oświadczył, że gotówki nie posiada".

A 1738/58.

 

11. Protokół przejęcia w przymusowy zarząd państwow> nieruchomości L. Rosenthala.

 

12. Chodzi o pomieszczenia na składowanie różnych przedmiotów.

 

13. Pismo Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Skoczowie, Referat Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej o przejęciu na skarb państwa majątku L. Rosenthala.

 

14. W r. 1947 A.Sury powołany został na stanowisko krajowego szefa zwalczania epidemii chorób zakaźnych zwierząt. Gdy Cieszyńskie i rejon Bramy Morawskie nawiedziła groźna choroba świń zwana potem "cieszynianką" wymógł on na Ministerstwie Rolnictwa uchwalenie ustawy ją zwalczającej. W myśl jej postanowień likwidowano całe zarażone pogłowie tych zwierząt. Ich właściciele otrzymywali pieniężne odszkodowania. Wykonywano masowo szczepienia. Szczepionkę produkowano w Gumnej w założonym tam staraniem A. Surego instytucie badania tej choroby powstałym przy współpracy z Polską Akademią Nauk.

 

15. Kiedy kuchnia była w stadium organizacji K. Filipetz przygotowywała im posiłki.

 

16. Pokój taki stale był do dyspozycji SB. Wystarczyło okazanie przez funkcjonariusz legitymacji. Tego typt. "rezerwacje" miały miejsce we wszystkich hotelach w kraju.

 

17.W hotelu było 12 pokoi dwuosobowych z łazienkami. 6 pokoi jednoosobowych, 24 pokoje dwuosobowe be: łazienek, 15 pokoi dwuosobowych z umywalką.