Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

Sztuki plastyczne w Skoczowie

Dr WITOLD IWANEK

 

SZTUKI PLASTYCZNE W SKOCZOWIE

 

Człowiek od zarania istnienia zdobił gliniane naczynia, nosił ozdobne bransolety, ozdabiał sprzęty użytkowe, a kulturę poszczególnych narodów systematyzuje się według zachowanych dzieł sztuki. Obecnie wszystko to co podlega pojęciu „sztuka ludowa" — pisanki, stroje, wycinanki, malarstwo na szkle, nawet budownictwo  ma bezpośredni związek z tym, co na początku zostało powiedziane. ,   .

 

Również w Skoczowie można doszukać się tradycji w zdobnictwie sprzętu, jakim była „trówła" lub „olmaryja" skoczowska. Charakterystyczne dla miasta były wysokie, drewniane krzyże, do których przyczepione były sylwety postaci wyciętych z blachy pomalowanej, na przykład Pana Jezusa lub świętych. Krzyże te zachowały się jeszcze do okresu międzywojennego. Zostały jednak zastąpione krzyżami z kamienia. Domorośli artyści napewno malowali niejednego św. Floriana lub kolorowe napisy sklepowe. Niestety, nie zachowały się żadne zapisy nazwisk owych miejscowych twórców.

 

Znany archiwalnie jest malarz Szymon Łojek, który w roku 1604 od księcia cieszyńskiego Adama Wacława otrzymał w Skoczowie dom wraz z ogrodem, położony przy drodze do Simoradza

 

Cenionym na Śląsku Cieszyńskim był rzeźbiarz i kamieniarz Wacław Donay. Urodzony około 1744 r. we Frankstacie na Morawach jako syn Jakuba I Anny Kotaszyńskiej, uczył się we Frydku w pracowni rzeźbiarskiej Weissmannów. W Skoczowie uzyskał obywatelstwo miejskie, a 18 stycznia 1774 r. ożenił się z Marianną Gaszyńską, córką skoczowskiego szewca Adama i Marianny Marcin. Mieszkał przy rynku nr 2 i został radnym miejskim. Zmarł na zapalenie płuc 6 maja 1796 r.

 

W Skoczowie dla studni przyrynkowej wyrzeźbił postać Neptuna, zwaną popularnie „Jonaszem", a także postacie Św. Piotra z Alkantary, 5W. Jana Karnego i św. Jana Nepomucena. Dla Cieszyna wykonał rzeźbę św. Floriana na studni miejskiej, w 1776 r. rzeźbił ołtarz główny dla kościoła parafialnego w Wiśle Małej, a w 1778 p tamże ambonę.

 

Z    końcem   XVIII   w.    (17P3)   wybudowano w Skoczowie kamieniczkę przy ul. Fabrycznej 5 oraz ratusz i jest prawdopodobne, że w pracowni W. Donay'a wykonano sztukaterię i płaskorzeźby do tych budynków. Nad wejściem do kamieniczki przy ul. Fabrycznej 5 znajduje się mała płaskorzeźba Chrystusa Dobrego Pasterza o cechach ludowych, pierwotnie polichromowana. Polichromowane były zresztą wszystkie rzeźby tego okresu.

 

Z połowy XIX w. znamy tylko jednego malarza. Był nim Franciszek Mainhalt, syn Wojciecha mieszczanina w Siedlicach w Czechach i Joanny z domu Hoffinger. Franciszek Mainhalt ożenił się 16 maja 1857 r. w Skoczowie z Teresą, wdową po Franciszku Miczce. Zmarł tu 14 marca 1862 r. w wieku 64 lat. W kościele ewangelickim w Goleszowe znajduje się obraz „Ostatnia wieczerza", sygnowany „F. Mainhalt maler aus Skotschau 1857".

 

Malarzem rodzinnie ze Skoczowem związanym był słynny wiedeński akwarelista i portrecista Franciszek Alt (1821-1914). Wywodził się on z artystycznie uzdolnionej rodziny, gdyż jego ojciec Jakub Alt (1789-1872) oraz brat Rudolf Franciszek (1812-1905) również byli wybitnymi malarzami, przy czym Jakub w latach 1818-1822 wydał cykl widoków miast ówczesnej monarchii austriackiej, w tym cztery litograficzne ujęcia Cieszyna, a później widoki Jabłonkowa ii Ostrawy. Alt po studniach wiedeńskich podróżował po Europie malując wszędzie widoki miast.

 

W osiemdziesiątych latach XIX w. wykonał on liczne widoki Skoczowa, mieszkając u swego brata Karola, kupca w Cieszynie, bądź też w domu skoczowskiego powroźnika Jana Lehmanna (Rynek 8). Podczas swego kolejnego pobytu w Skoczowie w 1891 r. Franciszek Alt sześciokrotnie namalował północnowschodnią pierzeję rynku, a obrazy podqrował córkom swego brata Karola. Jedna akwarela znajduje się w Muzeum w Cieszynie.

 

Do zrozumienia rozwoju plastyki w Skoczowie na początku XX w. przyczynił się nauczyciel zawodowy Jan Pawłowski, jeden z nielicznych już wtedy propagatorów wpływów „monachijskich" w sztuce. Uczył (w obecnej Szkole Podstawowej nr 1) rysunku na wysokim poziomie, wszczepiając w młodzież zamiłowanie do sztuki. Dlatego nie należy się dziwić, że w małym Skoczowie było bardzo dużo osób malujących, reprezentujących różny poziom, a było również kilku znaczących artystów.

 

W ogóle życie kultura|ne przedstawiało się bardzo barwnie. Uwydatnia się to w ówczesnym bogactwie muzycznym, teatralnoamatorskim, plastycznym oraz w podejściu mieszkańców do odbudowy i rozbudowy zniszczonego pożarami Skoczowa.

 

Z okresu międzywojennego (1918-1939) znani są: Emanuel Kornas, Jan Pelar, Karol Praus, Hans Konheisner i Ferdynand Sinajberger. Mimo upływu zaledwie 50 lat, nie można niestety zbyt wiele o nich napisać. Zresztą i o artystach nam współczesnych nie zawsze można zebrać całościowy materiał biograficzny.

 

Wiadomo  tylko,  że   Emanuel   Kornas   był dobrym drzeworytnikiem, a skoczowski nauczyciel Jan Pelar studiował w Akademii Sztuk Pięknych i uprawiał malarstwo, w którym występował pejzaż podbeskidzki i architektoniczny. Interesowały go również studia figuralne.

 

Znanym akwarelistą, uprawiającym również malarstwo olejne, był nauczyciel rysunku w skoczowskich szkołach, Karol Praus. Urzekła go tematyka regionalna, widoki skoczowskie, a jego — małego formatu — akwarele znajdują się w wielu skoczowskich domach. Muzeum w Cieszynie posiada jego dwa duże obrazy olejne przedstawiające okolice Skoczowa. K. Praus interesował się również zbieractwem i kolekcjonerstwem. W swoim mieszkaniu posiadał prywatne zbiory z zakresu geologii regionu, sztuki ludowej i malarstwa. Zamiłowanie to przejął po swoim ojcu. Zmarł w 1941 r.

 

Ciekawą postacią jest Hans Konheisner urodzony 17 grudnia 1896 r. w Skoczowie. Jego ojciec pochodził z Moraw i dzierżawił w Skoczowie restaurację. Matka pochodziła z Dolnego Śląska. Ukończył skoczowską szkołę wydziałową, a potem Akademię Handlową w Ołomuńcu, a następnie przebywał w Wiedniu i Berlinie pracując w bankowości. Zetknięcie ze skarbami kultury pozwoliło mu na zainteresowanie się sztuka, i jako samouk dokształcał się w malarstwie. Po powrocie do Skoczowa rozpoczął pracę jako urzędnik cementowni w Goleszowie. Od 1939 r. poświęcił się wyłącznie twórczości malarskiej i były to jego najbardziej owocne lata. Malował przede wszystkim Skoczów i okolice, portrety, uprawiał karykaturę, robił drzeworyty i miedzioryty. Był realistą i bardzo dobrym malarzem. W 1945 r. wyjechał do Niemiec. Zmarł we Frankfurcie nad Menem 14 października 1977 r. W Skoczowie pozostało wiele jego prac malarskich i graficznych.

 

Terdynand Sinajberger urodził się w 1888 r. Prawdopodobnie ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. W Krakowie posiadał garbarnię, którą odstąpił swojemu bratu. W 1928 r. przybył do Skoczowa i tu ożenił Się z córką właściciela garbarni Emanuela Szpitzera — Heleną. Rozbudował i zmodernizował skoczowską garbarnię. Malarstwem zajmował się marginesowo, lecz był malarzem poważnym i rozumiejącym to pojęcie. Jeździł często na konsultacje do Wiednia do tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Na stoku Wiślickiego Kopca w Skoczowie wybudował nowoczesną willę, w której miieściła się pracownia malarska (z dużym górnym światłem w suficie). W pięknie urządzonym ogrodzie znajdował się kort tenisowy oraz mały basen kąpielowy. Cały zaś ogród otoczony był estetycznie zaprojektowanym parkanem.

 

Zginął jako oficer rezerwy WP w Katyniu.

 

Widząc co się dzieje z Żydami w hitlerowskich Niemczech i przewidując, że w Polsce nastąpi to samo (gdyż był świadom tego, że Niemcy napadną na Polskę) z końcem 1938 r. wyjechał do Anglii zabierając znaczną część majątku ruchomego. Jeszcze w czasie wojny wyjechał do Nowego Jorku. Z niewiadomych przyczyn zmienił nazwisko na Senger. Utrzymywał się z twórczości artystycznej, wystawiając także w Paryżu.

 

Sekretarka F. Sinajbergera przez całą okupację przechowała w Skoczowie część jego płócien, które po wojnie odebrała osoba upoważniona przez F. Sinajbergera. Był cn malarzem impresjonistycznym i to dobrym. Malował duże formaty  często szpachlą. W Skoczowie zachowało się kilka jego prac, między innymi „Portret dziewczyny", „Widok z okna ul. Cieszyńskiej", „Wiślicki kopiec", „Widok ul. Katowickiej", „Widok na kino i kościół" i dużego formatu „Akt kobiecy".

 

Wybuch II wojny światowej we wrześniu 1939 r. przeszkodził wielu młodym, wchodzącym w życie artystyczne malarzom skoczowskim, w realizacji ich zamierzeń i dążeń. Nastąpiło to dopiero po 1945 r. i trwa do teraz, z tym, że rozwijają się już talenty drugiego i trzeciego pokolenia powojennego.

 

Edward Biszorski urodził się 6 kwietnia 1909 r. w Skoczowie jako syn mistrza malarskiego Rudolfa i Marii Kozak. Po ukończeniu szkoły wydziałowej wstąpił do warsztatu rzemieślnicego swego ojca, gdzie przyswoił sobie wszystkie tajniki rzemiosła. Już wówczas zajmował się malarstwem akwarelowym. Następnie — wbrew woli ojca udał się do Krakowa i zdał egzamin do Państwowej Szkoły Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego, którą ukończył w 1935 r. Postanowił jednakże zdać również egzamin do Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, którą ukończył w 1939 roku. W czasie wakacji (w okresie studiów) w Krakowie i Warszawie pracował zarobkowo, przeważnie przy polichromiach kościołów. Pracował, by zarobić na opłacenie studiów i utrzymanie. Po zawierusze wojennej wrócił do Skoczowa, pierwszymi pracami była seria rysunków, dokumentujących zniszczenia wojenne. Włączył się do pracy w powstałym Domu Kultury, gdzie wykonywał okolicznościowe scenografie, dekoracje i afisze. Nawiązał kontakt z artystami  plastykami w Cieszynie, gdzie urządzono liczne wystawy i założono Związek Plastyków. Kiedy następnie powstał ogólnopolski Związek Polskich Artystów Plastyków, E. Biszorski i jego cieszyński kolega, a zarazem przyjaciel, Kazimierz Stopkowicz zostali zweryfikowani i należeli do Związku w Katowicach. Właściwie nie nosił się z zamiarem pozostania w Skoczowie, jednakże zdecydowało jego przywiązanie do gór, które przemierzał latem pieszo, a zimą na nartach. Nie lubił melancholii równin. Twierdził, że góry są niewyczerpanym źródłem tematów, co ujawniał w swej twórczości. Występują w niej — pejzaż górski, drwale, owczarze, zanikające budownictwo chłopskie. Równocześnie z malarstwem sztalugowym uprawiał drzeworyt.

 

Twórczość jego stawała się coraz dojrzalsza, z wyraźnym piętnem indywidualności. Artysta malarz, rysownik i drzeworytnink, uczeń ze środowisk Krakowa i Warszawy, zamiłowany w malarstwie ściennym oraz malarstwie olejnym o stłumionym kolorycie, nie unikającym jednak światłocienia, tworzył swój własny świat wizualny.

 

E. Biszorski brał udział w wystawach okręgowych, okolicznościowych i ogólnopolskich, otrzymując wiele wyróżnień i nagród. Za prace społeczną nadano mu odznaczenia resortowe i państwowe. Nie zasklepił się w małym Skoczowie, lecz poznawał świat zwiedzając wiele państw Europy, Egipt, Chiny i Wietnam. Wszędzie interesowała go architektura zabytkowa, muzea i galerie sztuki, a z każdej podróży przywoził liczne rysunki i akwarele. Jego prace znajdują się w muzeach w Cieszynie, Skoczowie, Bielsku, Wiśle, Gliwicach, Bytomiu, Muzeum Wojska Polskiego oraz Instytucie Sztuki Plastycznej w Warszawie. Wykonał wiele polichromii kościelnych wypracowując swój własny styl. Zaprojektował wiele afiszów, dyplomów, dekoracji sal, znaczków okoliczniościowych, zaproszeń — realizowanych na wysokim poziomie artystycznym. Swój byt materialny zabezpieczał przeważnie z dochodów, jakie dawało mu wykonywanie plansz graficznych i reklamowych. Stale uczestniczył w życiu kulturalnym, będąc m. in. współtwórcą corocznych Dni Skoczowa. Urządzany przez niego co dwa lata Przegląd Prac Plastyków Amatorów Podbeskidzia zyskał dużą rangę i był wysoko oceniany przez władze wojewódzkie Katowic, a potem  BielskaBiałej.  Dbał o poziom imprez starając się, by nie nosiły one piętna prowincjonalizmu. Całe swoje wysoce aktywne życie E. Biszorski poświęcił pracy dla Polskiego Towarzystwa TurystycznoKrajoznawczgo zdobywając dla idei górskiej grono osób do dziś jeszcze działających. Dużo energii poświęcił na utrzymanie zabytków miasta, których wiele ocalił od zagłady.

 

Towarzyski, pełen energii i humoru. Nawet okrutne kalectwo (całkowita ślepota), jakie go dotknęło, nie przekreśliło wszystkiego. Jest nadal aktywny, przede wszystkim w Towarzystwie Miłośników Skoczowa. Kazimierz Gołębiowski w słowie wstępnym do katalogu wydanego w 1982 r. z okazji wystawy retrospektywnej E. Biszorskiego, urządzonej w sali BWA w BielskuBiałej napisał: „... wierny ziemi, ludziom, pracy". Natomiast E. Biszorski utrzymuje, że miasto sprzeniewierzyło się dawnym ideałom, co wypomniał w licznych wypowiedziach krytycznych, a nawet w publikacjach w prasie.

 

Ludwik Klimek urodzony 23 sierpnia 1912 r. w Skoczowie. Ojciec prowadził sklep kolonialny.   Rodzina   była   liczna:   pięciu   braci i trzy siostry. W 1933 r. maturował w cieszyńskim gimnazjum matematycznoprzyrodniczym.

 

Na studia malarskie wybrał się do Krakowa do Akademii Sztuk Pięknych (19341939). Stypendium otrzymane w 1939 r. pozwoliło mu na 3letni pobyt w Paryżu, gdzie ożenił się z Bronisławą Weizen rodem ze Stanisławowa. W Paryżu przebywał do 1960 r., a następnie przeniósł się na południe Francji do Nantes. Mieszka tam i tworzy do chwili obecnej. Pasją jego życia jest malarstwo sztalugowe. Odznacza się jako kolorysta. We Francji urządza liczne wystawy swych prac, udostępniając je również publiczności w Holandii, Włoszech i Japonii. W Skoczowie znajduje się niewiele jego prac z okresu akademickiego. Muzeum w Cieszynie posiada jego olej na płótnie „Martwa natura", w którym uwidacznia się mistrzostwo jego ręki. Podkreślić należy, że L. Klimek żył i żyje wyłącznie malarstwem, któremu się w pełni poświęca. Ciekawe jest, że nie napisał jeszcze listu do najbliższej rodziny i chyba nigdy nie planował przyjazdu do Polski.

 

Znaczną pozycję artystyczną posiada Józef Klimek (brat Ludwika). Urodził się w 1918 r. w Skoczowie. Gimnazjum ukończył w Cieszynie, gdzie m. in. założył teatr młodzieżowy. Pod wpływem starszego brata, Ludwika (wtedy jeszcze studenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie), zaczął malować. W 1939 r. odwiedził Włochy, gdzie zafascynowały go wspaniałe zbiory tamtejszych muzeów. Po wojnie, w 1945 r. wstąpił do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie związał się z grupą młodej awangardy: Andrzejem Wróblewskim, Andrzejem Strumiłło, Waleriaiem Borowczykiem i Andrzejem Wajdą, która to grupa krystalizowała formy dla sztuki zaangażowanej. W 1948 r. na Ogólnopolskim Festiwalu Wyższych Szkół Artystycznych w Poznaniu otrzymał nagrodę za obraz „Oświęcim" (formatu 200X300 cm). Dyplom uczelni uzyskał w 1950 r. u profesora Zbyszka Pronaszki, a następnie uczył w Państwowym Liceum Technik Plastycznych w BielskuBiałej, którego w 1956 r. został dyrektorem. Zajmował się scenografią. Malował dużo i często wystawiał. Tak na przykład w 1956 r. Centralne Biuro Wystaw Artystycznych zorganizowało ekspozycję „Kalejdoskop Józefa Klimka", na której pokazał swój dotychczasowy dorobek artystyczny, wysoko przez znawców oceniony. Malarz martwych natur i portretów kobiecych, czego dowodem jest jego „Piękna Marylka", znajdująca się w Muzeum w Cieszynie, w 1959 r. wykonał cykl obrazów przedstawiających historię Skoczowa, przeznaczonych dla sali posiedzeń MRN w ratuszu.

 

W swej twórczości posługiwał się różnymi technikami, uzyskując zadziwiające efekty i wyniki. Jak już stwierdzono, specjalizował się w portretowaniu, kompozycjach i projektach dekoracyjnych, a jego twórczość posiada dużą siłę wyrazu.

 

J. Klimek był towarzyski, komunikatywny i życiowo zapobiegliwy, a jego żona Marylka wielce gościnna. Przed opuszczeniem w 1960 r. Polski mieszkali w Skoczowie przy ul. Cieszyńskiej 4, gdzie artysta posiadał dużą pracownię, w której spotykało się wiele osób, także E. Biszorski, z którym J. Klimek się przyjaźnił. Z Cieszyna zaś przyjeżdżał K. Stopkowicz artysta malarz, jeden z ostatnich, ożywiony duchem zanikłej już bohemy artystycznej. Toczyły się ożywione dyskusje. E. Biszorski trafnie i zwięźle zcharakteryzował J. Klimka jako rasowego malarza o lotnym umyśle. Obaj odwiedzali czasem pisarza Gustawa Morciinka w jego podmiejskiej willi „Słonecznej", gdzie gospodarzyła jego siostra Tereska, osoba pełna humoru i młodzieńczej werwy, troskliwie opiekująca się swoim Gustlikiem.

 

W 1960 r. J. Klimek zdecydował się wyjechać z żoną i dwojgiem dzieci do Australii. Zabrał cały dobytek oraz wszystkie prace malarskie. Z Amsterdamu do Sydney popłynął holenderskim statkiem „Oranja" na którego pokładzie urządził wystawę swoich obrazów połączoną z ich wyprzedażą. Znał kilka języków obcych, m. in. angielski, co ułatwiło mu podjęcie pracy artystycznopedagogicznej (od 1963 r.) na pełnym etacie w National Art Schol, East Sydney Tchnical College, zaś od 1970 r. objął kierownictwo i odpowiedzialność za Wydział Sztuk Pięknych w Seaforth Technical College Sydney. W roku 1979 zrezygnował z zajęć szkolnych, poświęcając się wyłącznie malarstwu. W Sydney miał kilka wystaw indywidualnych, zyskując wiele pierwszych nagród i wyróżnień.

 

J. Klimek, w odróżnieniu od brata Ludwika, prowadzi ożywioną korespondencję z krajem. Już dwukrotnie, w 1977 i 1980 r. wraz z żoną odwiedził Skoczów, a zanim dotarł do Polski, po drodze zwiedził inne kraje Europy. Prace J. Klimka znajdują się w prywatnym posiadaniu w wielu domach oraz w muzeach w Cieszynie, Skoczowie, BielskuBiałej, oraz w galerii sztuki w Sydney.

 

Nie można pominąć Antoniego Klimka, który jednak nie miał nic wspólnego z rodziną Klimków ze Skoczowa. Pochodził z Zebrzydowic. W dąsie wojny znalazł się w Londynie, gdzie podobno uczęszczał do Akademii Sztuk Pięknych. Jego malarstwo pełne ekspresji, O Żywych, natężonych kolorach, występuje tylko w małych formach. Przykładem jest obraz przedstawiający widok Beskidów, Malarz swe obrazy czasem sygnował ,,A. Klimek Picasso".

 

Była to postać bardzo ciekawa, przesiąknięta ideą skrajnej lewicy. Niczego nie posiadał, mieszkał w dawnej kuchni, gdzie znajdował się stół, sfatygowany fotel i stara leżanka. Szafy nie potrzebował, ponieważ ubranie wieszał na haku wbitym w ścianę. Był erudytą, lubił czasami wyrażać się sarkastycznie. Do Skoczowa przybył tuż po wojnie i pełnił funkcję sekretarza PPR. Zapoznał się z E. Biszorskim i J. Klimkiem, i mimo, iż każdy z nich miał inne usposobienie i szedł inną drogą twórczą, mieli wspólny, obiektywny pogląd na świat i życie. Ze względu na swe radykalne poglądy wszedł wkrótce w kolizję z władzami partyjnymi, został wydalony z szeregów partii, powrócił do Zebrzydowic, gdzie pracował jako kolejarz. Jeszcze w 1959 r. wystawiał tam swe obrazy (wcześniej w 1953 r.). Potem słuch o nim zaginął.

 

Wychowania plastycznego w Szkole Podstawowej nr 1 w Skoczowie uczy Jan Broda, urodzony 30 czerwca 1942 r. w Gutach na Zaolziu. W oieszyńskiej filii Uniwersytetu Śląskiego ukończył wydział plastyczny, a przedtem wydział rysunku i prac ręcznych Studium Nauczycielskiego w Katowicach. Uprawia malarstwo olejne, akwarelowe oraz wykonuje linoryty. Bierze czynny udział w wystawach sekcji plastycznej Związku Nauczycielstwa Polskiego, oraz sekcji plastycznej Macierzy Ziemi Cieszyńskiej.

 

Niezwykłym zjawiskiem w świetle sztuki jest jego syn, Szymon Broda urodzony 28 czerwca 1975 r. w Skoczowie, uczeń 7 klasy Szkoły Podstawowej nr 3 w Skoczowie. Pisze dojrzałe wiersze. Swoje prace malarskie prezentował na wystawach indywidualnych w BielskuBiałej (1984). Cieszynie (1985), Warszawie (1985), Skoczowie (1987) i po raz drugi w Cieszynie w 1988 r. Prócz tego brał udział w wystawach malarskich w Amade (Hiszpania) i Lidicach (Czechosłowacja). W 1985 r. na światowym konkursie rysunku i fotografii „Młodzież wieku elektroniki" na szczeblu ogólnopolskim zajął II miejsce, a na szczeblu ogólnoświatowym w Genewie V miejsce. W latach 19841988 był laureatem Przeglądu Wojewódzkiego Twórczości Literackiej Dzieci i Młodzieży „Lipa" w BielskuBiałej, a prace opublikowane zostały między innymi w „Głosie Ziemi Cieszyńskiej", „Echu Chełmka", „Formacji" (czasopismo literackie wydawane w Chybiu), „Okolicach" (miesięcznik społeczno literacki wydawany w Warszawie).

 

Szymon Broda występował kilkakrotnie przed kamerami telewizyjnymi. W 1989 r. otrzymał roczne stypendium Ministra Kultury i Sztuki.

 

Karol Śliwka jest wybitnym grafikiem użytkowym mieszkającym stale w Warszawie. Urodził się w 1932 r. w Harbutowicach koło Skoczowa. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Skoczowie rozpoczął naukę w Liceum Plastycznym w BielskuBiałej w klasie rzeźbiarzy. W tym czasie dla kościoła ewangelickiego w Skoczowie wykonał popiersie Marcina Lutra, a na grób swej matki, na tamtejszym cmentarzu, jej postać naturalnej wielkości. Następnie studiował w pracowni Eugeniusza Eibischa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie w 1959 r. uzyskał dyplom. Nie uprawia rzeźby ani malarstwa, natomiast odnosi duże sukcesy w grafice użytkowej i należy do czołówki polskiej w tej dyscyplinie. Z ważniejszych nagród otrzymał złoty medal na    III    Biennale    Plakatu   w   Katowicach w 1969 r. oraz czterokrotnie nagrodę „Złotego kasztana" za opakowania (1964, 1970, 1972 i 1975). Na I Ogólnopolskiej Wystawie Znaków Graficznych w 1968 r. przyznana mu została nagroda Ministra Kultury i Sztuki za całokształt pracy projektanckiej.

 

Karol Badura jako malarz nie jest związany ze Skoczowem. Urodzony 14 grudnia 1907 r. w Aleksandrowicach koło Bielska, uczęszczał jednak do szkoły wydziałowej w Skoczowie, gdzie uczył go Gustaw Morcinek. Następnie ukończył Seminarium Nauczycielskie w Białej. Losy wojny rzuciły go do Iraku, Libanu, Egiptu i Włoch. Tu znalazł się w szeregach II Korpusu Polskiego i walczył o Monte Cassino, gdzie został*ranny. W 1946 r. ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Rzymie i ożenił się z Włoszka, również plastyczką. W Rzymie spotkał G. Morcinka, piszącego wtedy znane „Listy z mojego Rzymu".

 

Wykonywał miedzioryty podkolorowane, widoki Rzymu nabywane chętnie przez turystów. Malował temperą i olejnie — abstrakcyjnie, bezprzedmiotowo. Był świetnym kolorystą i stał się znanym i głośnym malarzem. Zdobył uznanie w niełatwym świecie artystycznym Rzymu. Na licznych wystawach był wyróżniany, otrzymał medale, nagrody i dyplomy. Utrzymywał żywy kontakt listowny z ziemią cieszyńską. Podczas pobytu we Włoszech w 1960 r. odwiedził go E. Biszorski; także J. Klimek, podróżujący w 1977 r. z Australii do Polski. Odwiedził go również lekarzdentysta Adolf Badura, z którym się przyjaźnił. Mimo nazwiska, nie spokrewniony z malarzem — organizował wystawy jego prac w Cieszynie, BielskuBiałej, Katowicach i Olsztynie. Polskę Karol Badura odwiedził w 1980 r., zatrzymał się u swej kuzynki, pani Emilii Mojeścik w Skoczowie. Zmarł w Rzymie 23 grudnia 1983 r. W 1985 r. odbyły się jego pośmiertne wystawy w Warszawie i Krakowie. Pani E. Mojeścik posiada ponad 100 akwarel artysty. K. Badurę interesowała również literatura. Pisał wiersze przepojone nostalgia, do ziemi cieszyńskiej.

 

Otmar Schramek urodził się w 1923 r. w Skoczowie. Jego ojciec Maks Schramek był właścicielem restauracji, a dziadek Anton Schramek przez kilka lat — jeszcze przed pierwszą wojnq światową  był zastępcą burmistrza w Skoczowie. Otmar ukończył szkołę wydciałową i gimnazjum w Cieszynie. W 1945 r. wyjechał na stałe do Austrii. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu. Specjalizuje się w konserwacji dzieł sztuki oraz uprawia malarstwo sztalugowe. W 1970 r. wykonał miniaturowy tomik „Impresje rysunkowe" na temat architektury Skoczowa. Kilka jego prac znajduje się w prywatnym posiadaniu oraz w zbiorach muzeum w Skoczowie.

 

O. Schramek utrzymuje kontakty ze Skoczowem i dwukrotnie odwiedził Polskę.

 

Snycerzem - rzeźbiarzem stojącym na pograniczu zadziorności pseudoartystycznej, a wyrazu rzeźb ludowych, jest również Franciszek Staniek. Urodził się 30 maja 1921 r. w Górkach. Uczeń Pawła Jaworskiego z Górek, doskonale opanował rzemiosło rzeźby w drewnie. Tworzył małe formy jako postacie ludzkie, zwierzęta, przedmioty pamiątkowe - nienaganne w swej doskonałości, a formy i proporcje są realistyczne. Brał często udział w licznych wystawach województwa katowickiego. Dotkliwa wada wzroku nie pozwala mu nadal pracować.

 

Nie sposób ocenić wartości artystycznej prac plastyków - amatorów w Skoczowie, ponieważ dawno już nie było ich zbiorowej wystawy i nie chciałbym nikogo skrzywdzić. Urządzany w Skoczowie przez E. Biszorskiego z wielkim poświęceniem (co dwa lata) Przegląd Prac Amatorów Podbeskidzia - stał na wysokim poziomie. Wykazał jeknak, że wśród licznej grupy amatorów o poprawnym poziomie znajduje się zaledwie kilku bardzo wybitnych twórców. Można jedynie stwierdzić, że złym zwyczajem przeważającej części amatorów jest to, iż kopiują oni widokówki bądź inne dzieła malarskie. Inni natomiast produkują obrazy w celach merkantylnych.

 

Kończąc pragnę podkreślić, że egzamin wstępny do Akademii Sztuk Plastycznych jest bardzo trudny, gdyż w pierwszej fazie adept musi przebrnąć przez gęste sito dopuszczenia do egzaminu, zaś uzyskanie dyplomu jest dopiero początkiem drogi do uznania i sukcesu. Powoduje to nieraz wiele wyrzeczeń i załamań, a z drugiej strony historia notuje wielu artystów, którzy wznieśli się na wyżyny i uzyskali sławę bez studiów plastycznych. Typowym tego przykładem był szeroko znany, wspaniały prymitywista Nikifor „Matejko" z Krynicy, człowiek umysłowo upośledzony, który nawet nie uczęszczał do szkoły podstawowej. Że taka twórczość prymitywna - ale posiadającą własny wydźwięk emocjonalny oraz swoistą filozofię żyoiową - budzi duże zainteresowanie, częściowo oburzonych, częściowo zafascynowanych, dowiodła wystawa prymitywistów Teofila Ociepki i Nikifora z Krynicy.

 

Bardzo nieliczni artyści, z tych którzy ukończyli wyższe uczelnie artystyczne, mogą się utrzymać, uprawiając tak zwaną sztukę czystą: malarstwo sztalugowe lub grafikę artystyczną. Większość zajmuje się sztuką użytkową, stosowaną, wykonywaną na konkretne zamówienia. Wielu także wykłada na uczelniach artystycznych i w innych szkołach

 

Artykuł pochodzi z „Kroniki Skoczowa” 1989,nr 6 udostępnionej dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.