Portal Śląska Cieszyńskiego OX.PL
reklama
szukaj w portalu szukaj w google

200 lat ratusza i magistratu

Robert Orawski

200 LAT RATUSZA I MAGISTRATU SKOCZOWSKIEGO

 

Najstarszą panoramę miasta przedstawia rysunek Fryderyka Bernharta z r. 1734 wykonany piórkiem, podbarwiony akwarelą, zamieszczonym w dziele „Topographie Silesio", którego oryginał znajduje się w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Podpisany jest następująco: ,,Skoczów, samotnie leżące miasteczko między Cieszynem i Bielskiem nad Wisłą. Nie dotyka granicy pszczyńskiej. Jest znaną miejscowością. Był tu zamek hrabiego Sonecka ". O zamku tym, podobnie jak o narysowanych tam wieżach, archiwalia milczą. Dwie z nich z pewnością wieńczą kościoły skoczowskie, ale dwie pozostałe zostają zagadką. Można tylko przypuszczać, że jedna z nich zdobiła ratusz, o którym nie zachowały się żadne wzmianki. Niemniej jest mało prawdopodobne, aby magistrat tutejszy nie miał w XVIII wieku własnej siedziby dla odbywania narad i przechowywania ważnych dla miasta dokumentów, tym bardziej, że stulecie wcześniej ratusz taki istniał, gdyż doszło w nim do tragedii, o których mówią „Osobliwości skoczowskie". „ W dniu Wniebowstąpienia Chrystusa r. 1622 Tomasz, syn Gembałi, strzelił w skoczowskim ratuszu do nogi Jana Hubki". Podobnie brzmi zapis z 3 kwietnia 1648 r., gdy ,,zastrzelony został w ratuszu Paweł z Puńcowa, zwany też Johynkiem, przez Benedykta Neziaka i od tego postrzału zmarł 13 maja".


Przypuszcza się, że ten dawny ratusz posiadał piwnicę, w której serwowano trunki sprzyjające podobnym awanturom. Niestety, o poprzedniku obecnie istniejącego ratusza nie wiemy ani gdzie stał, jak wyglądał i kiedy został wzniesiony. Nie występuje on nawet przy opisach pożarów trawiących Skoczów w r.

 

W ROCZNIKU:

 

- 200 lat ratusza i magistratu skoczowskiego - Robert Orawski

- Herb Skoczowa - Józef Drabina s. 31

- Osobliwe losy skoczowskiego Trytona - Karol Kajzer s. 33

- Wydarzenia roku 1996 s. 41

 

1531 i 1713. Nie wspomina o nim także komisja rewizyjna, która z polecenia księcia cieszyńskiego badała dochody miasta w r. 1746.


Na rynku stało wówczas 21 drewnianych, parterowych domów zamieszkałych przez bogatych mieszczan, zajmujących w nich małe jednoizbowe mieszkania. Jedyną ozdobą nieutwardzonego rynku były trzy zajazdy ze stajniami do zmiany koni dla przyjezdnych. Miasto było biedne, a jego mieszkańcy musieli płacić Komorze Cieszyńskiej wiele poddańczych powinności, czynsze gruntowe i opłaty przemysłowe. Zobowiązywani byli też do żęcia na książęcym folwarku, naprawiania tam wodnych oraz oczyszczania przykopy zwanej Bajerką. Pod rygorem zaopatrywali zamek w pszenicę, żyto, owies i piwo. Wszystkie te obciążenia sprawiały, że kilku godzin zajęło się całe miasto. Pastwą płomieni padł „kościół, zamek, wszelkie stodoły i wszystkiego rodzaju zabudowania ", jak opisał dramat ówczesny proboszcz, ks. Andrzej Pszczyński, który jest pochowany w kościele św. Piotra i Pawła, za głównym ołtarzem. Odbudowa, a raczej budowa nowego miasta zrazu trafiła na ogromne trudności i dlatego przeciągnęła się, aż do początku następnego stulecia. W r. 1756 wybuchła bowiem siedmioletnia wojna austriacko-pruska o Śląsk, która spowodowała, że Pruscy kilkakrotnie najeżdżali miasto, czyniąc w nim wiele szkód. Cesarz Józef II i cesarzowa Maria Teresa, jako właściciele Skoczowa, nie mogli mu udzielić natychmiastowej pomocy. Uniemożliwiał to przebieg działań wojennych bardzo niekorzystny dla Habsburgów, jak i okres kilkuletnich nieurodzajów. Skoczowscy mieszczanie różnili się od poddanych chłopów jedynie samą nazwą. Nie bez znaczenia była gorliwość urzędników Komory, starających się wszelkimi sposobami o  pomnażanie dochodów księcia kosztem praw i przywilejów skoczowian. Na tym tle między samorządem miejskim a zamkiem często dochodziło do ostrych konfliktów, z reguły kończących się rozprawami sądowymi i wyrokami niekorzystnymi dla miasta. Nie sprzyjało to jego rozwojowi i miało udział w dalszym podupadaniu ekonomicznym Skoczowa, przez stulecia nękanego nieurodzajami, powodziami, przemarszami wojsk, zarazami i pożogami.


Ostatni wielki pożar wybuchł w południe 7 maja 1756 r., który spowodował, iż na Śląsku zapanowała wielka drożyzna. Dla ratowania się przed głodem musiano sprowadzać zboże z Węgier i Krakowa. Sytuacja uległa zmianie dopiero w latach późniejszych, gdy Skoczów przejął w r. 1766 książę sasko-cieszyński Albert Kazimierz (1738-1822), syn króla polskiego Augusta III i zięć Marii Teresy. Dzięki jego wydatnej pomocy śródmieście, którego kształt właśnie wtedy się utrwalił, powoli zaczęło zapełniać się domami budowanymi nie z drewna ale z kamienia i cegły. Miasto stopniowo poczęło się zaludniać. W r. 1770, kiedy Skoczów zapełnił się bogatymi ekwipażami magnatów polskich - uczestników konfederacji barskiej, mieszkało już w nim 1294 osób. Sprzyjały temu poczynania gospodarcze księcia i reformy cesarskie. Włączenie w r. 1787 Śląska Cieszyńskiego i Śląska Opawskiego do Moraw, do nowo utworzonej Guberni Morawsko-Śląskiej ze stolicą w Brnie zwiększyło rangę miasta. Jego wzrastająca zamożność miała wpływ na przeniesienie w tym samym roku poczty z Pogórza do Skoczowa i na zniesienie sądów miejskich i zastąpienie ich urzędem syndyka.2 Trzy lata później Skoczów liczył 1345 mieszkańców, pośród których było 3 urzędników magistrackich, 3 księży, 202 robotników i 113 7 rolników. Aż 1272 z nich było katolikami, a tylko 24 protestantami i 49 wyznawcami religii mojżeszowej. Szybki przyrost ludności niósł z sobą powstawanie nowych zakładów rzemieślniczych, sklepów. Zaczęły zwiększać się obroty towarowo - pieniężne przynoszące zyski miastu


Artykuł pochodzi z „Kroniki Skoczowa” 1996, nr 11 udostępnionej dzięki uprzejmości Towarzystwa Miłośników Skoczowa.